23 października 2020

Pierre Richard, Pan Premier i Onet.pl – barometrami polskich nastrojów rządowych i społecznych

2 min read

Onet? Ten niezwykle barwny portal przechodził różne koleje losu, dzisiaj śmiało traktować go możemy jak „Pudelka” o zacięciu majtkowo – kopulacyjnym. Tak właściwie rozpoczyna życie po 23: 00, kiedy paniami w jednoznacznych pozach, zachęca rodaków do przejścia od wrażeń do czynów, aby poprawić los przyszłego emeryta niby-unijnego, tego drugiej, albo i piątej kategorii, bo z kresów dogorywającej unii. A Polak, jak to Polak, nie lubi tego, jak robi mu się z rozporka przedmiot przetargów wszelakich.

Oczywiście „seksualny podtekst na białym tle” portalu, to tylko ślepy zaułek, wobec braku praktycznie najkrótszych informacji o tym, co obecnie wyprawia rząd, albo nie, o tym, czego nie wyprawia. Stary scenariusz ciągle obowiązuje, a ten mówi o oczywistościach, że… kiedy sytuacja wydaje się być niepewną, lepiej zmienić temat, na którym znają się wszyscy.

O święta naiwności! A coś Ty myślał, że celebryci są tylko wybrańcami tłumu? A gdzież tam, to tylko cicha „Wunderwaffe” pijarowców, którzy doskonale wiedzą, który i w jakim momencie sznurek pociągnąć, aby odwrócić twoja uwagę od spraw kluczowych, właśnie dla Ciebie! Dzisiaj z przerażenia pociągnęli za wszystkie (a żeś buc i to w dodatku pijany, wcześniej na to nie wpadłeś).  Zdaje się, to pokłosie bulwersującej wszystkich informacji, że „sprawa smoleńska” nie znajdzie się przed wścibskim obiektywem kamery, a ta z pewnością nie przekaże obrazu do naszych telewizorów, które już mogą odbierać obraz w nowej technologii przekazu. Dokładnie nie wiem, bo wywaliłem telewizor daleko stąd i wiele lat temu, To był niezapomniany lot –  sześć pięter w dół, aż do betonowego podjazdu. Rany, jak się dozorca wtedy wkurzył…

Premier Donald jest niczym „Niewidzialny człowiek”, normalnie tęsknię do jego występów, uśmiechu, martwych oczu i zakamuflowanego strachu przed ulicznymi rozruchami. Kiedyś człowiek miał go jak posiłek – przynajmniej trzy razy dziennie, a dzisiaj? Jest niczym deser, niestety raz w tygodniu, bo na częstszy nas nie stać.

Rzeczywiście, „położył” chyba wszystkie sprawy, przedsięwzięcia i negocjacje. Można o nim powiedzieć, że jest niczym Pierre Richard polskiej polityki… taki farbowany blondyn w czerwonym bucie, który na plecach ma prowokujący innych napis: „kopnij mnie, zanim zrobi to ktoś inny”. No i ma pecha chłopina, że urodził się na Kaszubach, osobliwie w Polsce i zapewne cierpi przez to okrutnie.

 

My też.

 

Mariusz R.Fryckowski

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook