22 października 2020

POGODOWE ANOMALIE W PRZESZŁOŚCI – Miloš Jesenský, Robert K. Leśniakiewicz – specjalnie dla nas

24 min read

00_nasa_hurricane_isabelMiloš Jesenský, Robert K. Leśniakiewicz – specjalnie dla nas.

inż. Robert Leśniakiewicz

Mówi się, że anomalie pogodowe są domeną ostatnich lat, kiedy to Ziemi zagroził realnie efekt cieplarniany. Większość z nas komentując perturbacje tegorocznej zimy używa frazy w rodzaju: Czegoś takiego tu jeszcze nie było! – przy czym słowo jeszcze jest używane wymiennie z mniej kategorycznym słowem dawno. Niektórych z nas cieszyły słoneczne dni bez śniegu i śnieżnego błocka pod nogami, co z kolei doprowadzało do irytacji sprzedawców sprzętu sportowego, którzy liczyli straty. Cena ropy na giełdach światowych spadła ze względu na mizerną zimę, z czego ucieszyli się właściciele pojazdów mechanicznych. Istniał zatem wyraźny konflikt interesów. Czy wynikało to także z niedokładności prognoz pogodowych? Nie wiemy do jakiego stopnia kolektywna pamięć Ludzkości jest zdolna do przewidywania zmian pogody i w ogóle klimatu planety, które wpływają na jej historię i historię gatunku ludzkiego, chociażby w czasie ostatniego tysiąclecia. Odpowiedzi szukamy w starych kronikach i innych zapiskach. Te historyczne świadectwa o wpływie pogody na ludzką cywilizację i katastrofach żywiołowych ja gnębiących, bardzo często trafiały do źródeł pisanych Średniowiecznej Europy. Niekiedy w  nawiasach podaliśmy możliwe przyczyny tych kataklizmów.

dr.Miloš Jesenský

Przy datach zamieściliśmy symbol Planetarnego Regenta roku wg „Kalendarza Stuletniego” o. dr Mauritiusa Knauera z klasztoru w Langenheim, którzy to Regenci zmieniają się w cyklu siedmioletnim – jak widać na poniższej tabelce:

 

Planeta – Regent Roku – Lata

 

Słońce – Wielkie Światło: 1996, 2003, 2010, 2017, 2024, 2031

Wenus – Małe Szczęście: 1997, 2004, 2011, 2018, 2025, 2032

Merkury – Zmienny:          1998, 2005, 2012, 2019, 2026, itd.

Księżyc – Małe Światło: 1999, 2006, 2013, 2020, 2027,

Saturn – Nieprzyjazny: 2000, 2007, 2014, 2021, 2028,

Jowisz – Wielkie Szczęście: 2001, 2008, 2015, 2022, 2029,

Mars – Małe Nieszczęście:   2002, 2009, 2016, 2023, 2030,

 

A zatem:

 

X stulecie:

 

3 listopada 962 roku Pańskiego, napadało tyle śniegu, że ludzie nie byli w stanie opuścić miasta, czy nawet wyjść ze swych domów. Zwierzęta nie zdołały ukryć się w swych zimowych leżach. Góry trzeszczały od ogromnej ilości śniegu, zaś drzewa owocowe się łamały pod jego ciężarem. Zapadło się wiele domów.

8 czerwca 988 a. D. – zaczęły się wielkie upały. Suche wiatry wiały na całym kontynencie i po bardzo suchej wiośnie zniszczyły wszelkie zasiewy. Konsekwencją tego był głód i choroby.

 

XI stulecie:

 

W sierpniu roku Pańskiego 1014  nastąpiła straszliwa susza w środkowej Europie. Od Wielkanocy aż do 28 sierpnia nie spadła ani jedna kropla deszczu! Potoki, rzeki i studnie kompletnie wyschły.

W marcu 1068 a. D.  miała miejsce okrutnie sroga zima. Zaczęła się ona w dzień Trzech Króli i trwała aż do 21 marca. Zginęło od mrozów wielu ludzi i zwierząt gospodarskich tak, że wiele wsi wymarło, a ich trupy pożerały dzikie zwierzęta.

13 marca 1077 roku, w całej Europie miała miejsce gęsta mgła, która trwała aż 35 dni. Człowiek nie widział człowieka na cztery kroki. (!!!) Ludzie bali się wyjść z domów w obawie przed jakimiś olbrzymimi potworami. (Co spowodowało trwanie tak nieruchawego „zgniłego” wyżu nad Europą – może wpływ obłoku drobnych meteoroidów, który powodował kondensację pary wodnej w atmosferze nad naszym kontynentem?)

29 marca 1092 a. D., w czasie Wielkiej Nocy napadało tyle śniegu i uderzyła zima z okrutnymi mrozami, jakie nie bywają w nawet czasie najsroższej zimy…

 

XII stulecie:

 

23 grudnia 1105 roku, ludzie w Czechach ujrzeli jasny ogień na niebie. Z wielkiej zorzy wyleciały po chwili dwie ogniste kule, które wielce przypominały Słońce. (Byłaby to obserwacja UFO typu NL? – a może tylko kosmiczne randez-vous Ziemi z jakimiś dwoma ciałami niebieskimi, których przejście spowodowało naruszenie magnetycznej tarczy ochronnej naszej planety i w rezultacie jaskrawe zorze polarne oraz inne zjawiska anomalne?)

3 stycznia a. D. 1117 nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi w Czechach i Lombardii. Kościoły i klasztory obróciły się w ruinę. (Wskutek tego, że były to najwyższe budowle w ówczesnej Europie…)

24 lipca 1119 roku nad kontynentem przeszły straszliwe burze, które spowodowały zniszczenia niektórych fortec i zamków. Na Vyšehrade (w Czechach) burza zniszczyła połowę pałacu. Wiele ogrodów zostało zniszczonych na amen. Drzewa zostały wyrwane z korzeniami i przerzucone w zupełnie inne miejsca.

11 sierpnia 1124 roku doszło do zaćmienia Słońca. Temperatura spadła do tak niskich wartości, że nastąpił przymrozek. NB, zima w tym roku była strasznie długa i ostra, tak że ⅓ mieszkańców Europy zmarła z głodu… (Zastanawiającym jest to, czy nie było to przejście jakiegoś ciała niebieskiego lub obłoku pyłu kosmicznego w pobliżu Ziemi, które zasłoniło Słońce na dłuższy czas…)

20 maja 1125 roku miały miejsce ogromne opady śniegu, a następnie przyszło kilka chłodnych dni i mroźnych nocy, które to spadki temperatury zniszczyły wszystkie winnice i drzewa owocowe. Mniejsze rzeki i potoki pokryły się lodem, który był w stanie utrzymać na swej powierzchni człowieka.

11 kwietnia 1132 a. D. – prawie w Wielkanoc – przeszła wielka burza. W Pradze piorun trafił w wieżę klasztoru św. Wita, którą podpalił. Tego samego dnia od piorunów zgorzało Rezno.

Nadzwyczajnym dniem był 28 października 1135 roku. Ten rok był w ogóle dziwny, jakby Przyroda oszalała: lato było gorące i suche, a czego powstało wiele pożarów leśnych. Susza trwała do października. W ten dzień wszystko się zmieniło – przeszły bardzo silne burze nad całą Europą. Uderzenia wiatru były tak silne, że w wielu miastach potworne podmuchy orkanu zwalał kościelne wieże!

W roku Pańskim 1186 była nadzwyczajnie ciepła zima i lato. Przy końcu stycznia kwitły drzewa, a w lutym jabłka były już tak duże, jak włoskie orzechy. Także zboża nadzwyczaj szybko dojrzewały. Urodzaj był piękny i bogaty. Pod koniec maja, w wielu miejscach Węgier ukończono żniwa. Jednakże długotrwałe lato przyniosło morową zarazę, która trwała aż do następnego roku…

 

XIII stulecie:

 

12 maja 1238 roku w środkowej Europie panował silny mróz, który spowodował wymarznięcie winnic i jarzyn. Owoców nie było, a zboża obrodziły skromnie.

10 lipca 1252 roku padał gęsty grad, który leżał na ziemi przez 7 dni i spowodował straszliwe szkody. Potem przyszły okrutne upały i drożyzna w miastach.

22 marca 1258 roku była jeszcze tak sroga zima, że po zamarzniętym Dunaju jeździły konne wozy i można było przejść po lodzie.

W a. D. 1242, po napadzie Tatarów wielu ludzi na Spiszu zamarzło na śmierć, zaś inni zginęli z głodu, bowiem żywili się tylko kapustą, trawą i korzonkami. Pola nie były orane i obsiewane przez trzy lata. (Normalna konsekwencja wojny.)

Na przełomie lat 1257/1258 była mizerna i sucha zima. W styczniu kwitły już drzewa, a na św. Dominika (12 maja) się zaczęły żniwa, zaś na św. Jakuba (25 lipca) winobranie.

3 grudnia 1280 roku, przez nasz kontynent przeszły wielkie burze, które położyły ogromne połacie lasów, a wiele wsi zrównały z ziemią.

6 lipca 1285 roku nad całym Królestwem Węgier przeszły straszliwe burze. Ludzie myśleli, że niebo się połączyło z ziemią, a to z powodu wielkich ciemności, padali na kolana i czynili pokutę, by odwrócić koniec świata… (Być może znowu coś przeleciało w pobliżu Ziemi. Charles Fort nazywa te ciała Superstrukturami, które być może mają coś wspólnego z Przybyszami z Kosmosu???)

 

XIV stulecie:

 

15 lipca 1330 roku było zaćmienie Słońca. Był to anormalnie wilgotny rok. W lipcu lało przez cały miesiąc i całe zboże zgniło na pniu, zanim zdążyło dojrzeć.

15 sierpnia 1370 a. D. była wielka powódź w Czechach, po 18 dniach nieprzerwanej ulewy. Wszystkie czeskie rzeki wystąpiły z brzegów.

3 marca roku 1376 a. D. w całej Europie były nadzwyczajne powodzie. Wody Wełtawy zalały kościół p.w. św. Mikołaja na Malej Stranie. Podobnie wielkie powodzie były w Wiedniu, Bratysławie i innych miastach Europy Środkowej. Potem przyszły straszliwe choroby, starcy i dzieci umierały, jakby ich kto kosił…

Od maja Roku Pańskiego 1380 nastała w całej Europie straszliwa susza. Myszy pożarły cały plon. Ludzie nie mieli co jeść, ani czego siać…

5 grudnia 1392 roku były wielkie powodzie. Był to mokry rok, który zakończył się niezwykle mokrym grudniem.

 

XV stulecie:

 

28 maja 1407 a. D. – w tamtym roku była strasznie długa i okrutna zima. Jeszcze tego dnia ziemia była zamarznięta do skały. Zima trwała od św. Marcina (11.XI) i miejscami wymarły z mrozu całe wsie. Wszystkich martwych ludzi zdołano pogrzebać dopiero w połowie lata!… (Opisy takiej ostrej zimy wszyscy chyba pamiętamy z „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza i z filmu Aleksandra Forda pod tym samym tytułem.)

7 stycznia 1409  roku było tak ciepło, że rolnicy mogli orać i siać w samej tylko koszuli.

25 listopada 1412 roku po bardzo ciepłych dniach przyszła burza, tak silna, jakiej się w tym czasie nie spotyka. Silne burze z ulewnymi deszczami i gradobiciem przewaliły się przez cały kontynent.

20 marca a. D. 1420 było już tak ciepło, że tego kwitły jabłonie, a 4 kwietnia winorośle.

21 czerwca 1423 roku Pańskiego, cała środkowa Europa ucierpiała od wielkich powodzi. Wylały Wełtawa, Dunaj, Wisła i Łaba oraz inne rzeki zatapiając wiele miast, wsi i osiedli.

17 stycznia roku 1432 w Europie napadało tak dużo śniegu, że miasta pozostały bez zasobów, a chleb był na wagę złota.

6 grudnia 1443 a. D. zaczęła się niezmiernie okrutna zima. Na całym kontynencie włóczyły się całe watahy głodnych wilków napadających na wsie.

6 marca 1471 roku było bardzo ciepło i sucho. Był to dziwnie ciepły i nader suchy rok, który opisało wielu kronikarzy. Na św. Jana (24.VI) już sprzedawano wczesne jabłka i gruszki. Przed św. Piotrem i Pawłem (29.VII) było już po żniwach, a łąki kwitły jeszcze w połowie grudnia…

25 marca 1473 roku było tak ciepło, że tego dnia rozkwitły wszystkie drzewa. Potem przyszła ciepła i sucha pogoda. Lato było bardzo upalne. Od maja do sierpnia nie spadła ani jedna kropla deszczu. Rzeki i potoki wyschły, a młynarze zbankrutowali. Dunaj można było przejść w bród bez obawy utonięcia. W wielu miastach sprzedawano wodę za pieniądze. Po tak suchym roku przyszła bardzo ostra zima.

Od dnia św. Norberta – 6 czerwca do dnia Wszystkich Świętych – 1 listopada roku Pańskiego 1473 w Lewoczy i okolicy panowała tak straszna susza, że lasy paliły się jak słoma, a na polach wypaliły się od Słońca zboża do korzeni…

31 stycznia 1480 a. D. na Śląsku i Morawach było nadzwyczajnie ciepło, prawie tak jak w lipcu. Drzewa puszczały pąki i kwitły.

25 czerwca roku Pańskiego 1481 była w Pradze Czeskiej ogromna powódź, którą zapamiętano na całe stulecia!

18 stycznia 1499 roku tak się ociepliło, że drzewa puściły soki. Był to ciepły i urodzajny rok.

O wszystkich wydarzeniach w tym wieku wspominają także kronikarze polscy, a szczególnie Jan Długosz.

 

XVI stulecie:

 

6 sierpnia 1502 roku zaczął padać deszcz, który lał nieprzerwanie aż przez 8 dni. Z nim przyszły powodzie w całej Europie.

11 czerwca 1507 roku Pańskiego, kronikarz Fabricius zapisał, że zboże po poprzednim roku było tańsze od worków, w które je nasypano.

9 marca 1512 a. D. nad środkową Europą przeleciały burze. Chociaż przez cały dzień padał śnieg, to nagle się ociepliło, a pod wieczór były straszne burze z piorunami w Pradze i innych miastach Czech. W Pradze od uderzenia pioruna spłonęła wieża na Zamku (Hradzie). Wieże spłonęły także w Drażdianach i Hradcu Kralowym. 17 października tegoż roku było nadzwyczajnie ciepło i ciepła była także ta jesień. Po raz drugi zakwitły drzewa i w lasach po raz drugi pojawiły się jagody. Takie niezwyczajne ciepło było aż do 10 grudnia.

24 grudnia 1539 roku  była straszliwa burza z piorunami, jak w lipcu.

30 kwietnia 1546 a. D. zapanowały w całej Europie bardzo silne mrozy. Trwały one kilka dni i zniszczyły winnice, które nie rodziły przez kilka lat.

30 czerwca 1549 roku nocną porą przeszła straszliwa burza nad Lewoczą i Tatrami, w czasie której padał grad. Gradziny były wielkości kurzych jaj, a nawet większe.

31 maja roku Pańskiego 1559 nad Tatrami i Kieżmarkiem przeszła straszliwa burza z gradem. Tego dnia tak lało, że wiele owiec i cieląt utonęło w wezbranych potokach. Grad zabił też kilkadziesiąt gęsi.

11 czerwca 1574 roku w Opavie była silna burza z gradem, po której w ogrodach sterczały tylko bezlistne badyle…

 

XVII stulecie:

 

5 sierpnia 1641 roku Pańskiego na Spiszu miał miejsce straszliwy atak  zimy, który zniszczył wszystkie uprawy na polach i ogrodach. Na pastwiskach zamarzło na śmierć 150 koni i dwóch pasterzy. Padał śnieg i utworzyła się pokrywa lodowa na gałęziach drzew.

23 czerwca 1642 a. D. w okolicach Spiskiego Podehradia padał tak gruby grad, że jego wielkość oceniano na dwie pięści i kurze jaja. Opad lodu oszacowano na dwa łokcie (1 łokieć = 58 cm), tak iż leżał on jeszcze następnego dnia i ludzie mieli trudności w poruszaniu się po tej ślizgawce.

Zima 1644/1645 była bardzo sroga, okrutna i ciężka w okresie od Wigilii Bożego Narodzenia do św. Pawła (25.I), w czasie której zamarzła woda w stawach i jazach. Potoki zamarzły aż do dna, wskutek czego młyny wodne przestały działać aż do wiosny.

 

XVIII stulecie:

 

29 września 1708 roku, w dzień św. Michała w Bratysławie nastała bardzo ostra zima. Żołnierze, którzy stali na warcie zamarzli na śmierć. Okrutne zimna trwały aż do następnego roku.

24 sierpnia 1716 roku, w Kieżmarku w dzień św. Bartłomieja napadało wiele śniegu.

22 sierpnia 1722 roku, o godzinie 22. w Kieżmarku miała miejsce straszliwa burza z gradobiciem. Gradziny były tak wielkie, jak kurze i kacze jajka.

W sierpniu 1726 roku, w Tatrach spadły takie śniegi, że w okolicach Spiskiej Białej na Słowacji, na pastwiskach zamarzło na śmierć wiele koni.

24 października tegoż roku, na obszarze Tatr i Spiszu padał śnieg tak olbrzymimi płatami, jak dwie dłonie – tj. o średnicy 24-28 cm!

7 listopada 1739 roku – tego dnia przyszła najstraszliwsza zima XVIII wieku. Na dwa dni przed tą datą zamarzły wszystkie rzeki Europy Środkowej, a temperatura dzienna nie przekraczała -20ºC. Zima trwała aż do Wielkanocy. W listopadzie zamarzły wszystkie jeziora i stawy oraz rzeki, Bałtyk i Kanał La Manche. Na Boże Narodzenie zamarły wszystkie porty Europy – nawet te na południu kontynentu. Z Polski do Szwecji można było podróżować saniami, a karczmy stały na powierzchni bałtyckiego lodu. W Hiszpanii napadało ponad 2 metry śniegu. Całe grupy ludzi, którzy podróżowali w tym czasie, zamarzały na śmierć, a wysoka pokrywa śnieżna zakonserwowała ich ciała aż do maja. Cierpiały także zwierzęta: ptaki ginęły z głodu i mrozu, podobnie jak zwierzyna leśna. W nocy nie słychać było niczego poza trzaskaniem drzew, które pękały od mrozu. (Co oznacza, że temperatura spadała poniżej –45…-50ºC.) 9 stycznia 1740 roku stał się najzimniejszym dniem XVIII wieku. Zimę tą nazwano potem Małą Epoką Lodową. Natomiast…

6 lipca 1788 roku panowały nienormalne upały, jakich ludzie jeszcze nie pamiętali. Od wysokich temperatur ludzie zaczęli umierać, a żołnierze w koszarach masowo mdleli…

6 listopada 1791 roku przyszły tak silne mrozy, że Wełtawa, Dunaj i inne rzeki środkowej Europy zamarzły do dna.

23 lipca 1796 roku przez kontynent przewaliła się wielka burza. W wielu miejscach padał grad wielkości gęsich jaj niszcząc zasiewy i winnice oraz zabijając kilkanaście osób i zwierząt…

…i na zakończenie: 12 stycznia 1799 roku w Europie panowały tak silne mrozy, że ludzie porzucili wszelkie prace. Żołnierze na warcie mogli stać tylko pół godziny. Rolnicy brali swe zwierzęta do izb mieszkalnych, by nie padły na mrozie. Styczeń był bezśnieżny, a mróz był tęgi…

Straszne to wszystko – nieprawdaż?

Z powyższych informacji widać jednak, że anomalia pogodowe nie są niczym nowym na naszym kontynencie i zdarzały się  zawsze,  odkąd ludzie nauczyli się przekazywać o nich wiedzę z pokolenia na pokolenie. Po drugie – opisy tych kataklizmów mają wiele zbieżności z tym, co pisał opat o. dr Mauritius Knauer w swym „Kalendarzu Stuletnim” (zainteresowanych odsyłamy do naszej publikacji pt. „Prognoza pogody na rok 2002” na łamach „Nieznanego Świata”, NB, gdzie wraz z Wiktorią Leśniakiewicz udowadniamy, że wielkie powodzie z lat 1997 i 2001 były do przewidzenia oraz do serii broszur „Nostradamus i jego przepowiednie”, Warszawa 1996-2004.)

Co z tego wynika? Ano to, że nie należy wylewać dziecka z kąpielą – jak to robią nasi niektórzy „uczeni” i „eksperci”, którzy odsyłają tego rodzaju prognozy do diabła twierdząc obłudnie, że są „nienaukowe” i „ludowe” – i jako takie nie mające racji bytu w uczonym świecie – jak twierdził nasz przyjaciel – red. Andrzej Zalewski (1924-2011) z Eko Radio PR-1. Prawda jest nieco inna – te prognozy zostały jednak opracowane w sposób naukowy, metodyczny i celowy. Bez żadnych odwoływań się do religii czy magii. Systematyczność prowadzonych obserwacji przez długie lata jest najlepszą rękojmią tego, że są one niezawodne. W ten sposób powstały zdumiewająco precyzyjne kalendarze Majów czy astronomiczne obliczenia ludów z basenu Morza Śródziemnego i Azji. Nie dysponowały one komputerami i modelami matematycznymi, ale niską jakość obserwacji kompensowano ich ilością, czego nie mogą zrozumieć Erich von Däniken i jego stronnicy. Zero mistyki, zero Kosmitów, zero Braci w Rozumie, tylko oczy i pomiary – tysiące pomiarów, myślenie i obliczenia. Dokładnie to samo było z „Kalendarzem Stuletnim”: mrówcze zapisywanie stanu pogody przez długie lata, obserwacje i wyciąganie wniosków po maglu interpretacyjnym tak uzyskanych danych. To raz.

Po drugie zaś, anomalia – jak widzimy chociażby w ostatniej dekadzie XX stulecia i pierwszych latach XXI wieku – istnieją w dalszym ciągu, a wroga Przyrodzie i wybitnie destrukcyjna działalność człowieka doprowadziła do ich zagęszczenia się w coraz krótszych jednostkach czasu i w niektórych miejscach do ich kumulacji, czego przykłady mieliśmy w latach 1997 i 2001 – najpierw powodzie a potem wściekłe upały, które w średniowiecznej Europie musiałyby doprowadzić do morowej zarazy i zdziesiątkowania populacji kontynentu; także długie lata w 1992 i 2003 roku i wywołane przez nie susze są wynikiem kumulacji kilku czynników i rozregulowania przez efekt szklarniowy mechanizmu pogody na kontynencie. Mechanizm pogody zaczyna się psuć w XVI wieku, kiedy z kontynentu europejskiego znikają puszcze, a na ich miejsce pojawiają się miasta i pola uprawne, a potem coraz większa industrializacja, która od XIX wieku zaczyna obracać się przeciw człowiekowi.

Czego możemy się spodziewać? Nade wszystko kolejnych – coraz groźniejszych – anomalii pogodowych. To rozumieją ekolodzy, to rozumieją ludzie związani z „Nieznanym Światem”, to rozumieją ludzie zaangażowani w ochronę Przyrody – zarówno niektórzy globaliści (a tak! są tacy!!!) jak i alterglobaliści. Niestety – politycy i ludzie biznesu pozostają głusi i ślepi na ostrzeżenia, które Natura wysyła pod naszym adresem. To im należy zawdzięczać coraz większe skażenie środowiska, choroby cywilizacyjne gnębiące Ludzkość i pogłębiający się efekt cieplarniany, odwracanie się biegu prądów oceanicznych i pustynnienie żyznych dotąd regionów – a co za tym idzie głód, choroby i niewyobrażalne cierpienia milionów ludzi żyjących w skrajnym, obezwładniającym ubóstwie. To oni są odpowiedzialni za   Głos obrońców Przyrody i planety Ziemia jest na razie głosem wołającego na puszczy.

 

Do czasu.

 

Tylko, że kiedy dotrze to do otumanionych władzą i mamoną omroczonych  mózgownic i ciasnych serc, będzie już za późno na cokolwiek.

 

* * *

Słowa te napisaliśmy w grudniu 2004 roku. Czy coś się zmieniło od tego czasu? Nic się nie zmieniło – Przyroda jest nadal wystawiona na najgorszą próbę – pazerność i nieobliczalną głupotę Homo sapiens sapiens. Natomiast sprawdza się najczarniejszy z możliwych scenariuszy globalnego ocieplenia: wszystkie kontynenty nawiedzają coraz silniejsze i coraz bardziej niszczące anomalie pogodowe. I jest ich coraz więcej, a ich energia cały czas wzrasta. Niedawno media podały bardzo niepokojącą wiadomość:

 

“Pamiętacie sceny z filmu katastroficznego ”2012”, w których prezydent USA (Danny Glover) ginie razem z mieszkańcami Waszyngtonu podczas nawiedzającej Amerykę śnieżycy? A może oglądaliście film ”Pojutrze”, w którym ludzkość przestaje istnieć z powodu nadejścia kolejnej epoki zlodowacenia? To uważajcie: służby odkryły, że mróz, który sparaliżował na przełomie marca i kwietnia Europę, to efekt groźnego zjawiska. Tak groźnego, że…

 

Mroźny marzec i kwiecień to nie przypadek! Polarny prąd strumieniowy (słynny Golfsztrom), który otulał nasz kontynent (ale też część Ameryki) przestał istnieć! Naukowcy nie mają już, co do tego najmniejszej wątpliwości. A to oznacza, że naturalna osłona, która stabilizowała klimat na Ziemi została zniszczona. Stało się tak prawdopodobnie na skutek szkodliwej dla środowiska działalności człowieka.

 

Służby, które monitorują podobne zjawiska o wszystkim wiedzą. Rodzi się tylko pytanie: czy powstał jakiś plan awaryjny, na wypadek nasilania się zjawiska zagrażającemu życiu? Przecież brak wiosny, będzie skutkował trudnymi do przewidzenia zaburzeniami w samoregulującej się z reguły naturze! Fauna i flora w poszczególnych szerokościach geograficznych nie będą już tak obfite. Czy wyginięcie jakiś gatunków zwierząt i roślin może zagrażać życiu ludzi? Wiele na to wskazuje.

 

Co więcej, służby meteorologiczne twierdzą, że na szybkie ocieplenie też nie możemy liczyć. Słońce wprawdzie gdzieniegdzie wyjdzie zza chmur, ale mają wrócić śnieżyce, przez które Polska będzie w śniegu jeszcze do końca tego tygodnia. Specjaliści dodają przy okazji, że nie są w stanie zapewnić nas, iż mróz nie chwyci także w przyszłym tygodniu.”

 

Źródło: http://www.fakt.pl/Do-kiedy-bedzie-snieg-Sluzby-odkryly-tajemnicze-zjawisko-,artykuly,206026,1.html

 

Informacje te podał „Fakt” – tabloid o niewielkiej wiarygodności, ale czy oznacza to, że akurat ta informacja może być nieprawdziwa? Problem polega na tym, że zatrzymanie się Golfstromu oznaczałoby przejście do Epoki Lodowej i to bardzo szybkie. Po prostu zniknąłby strumień ciepła, który ogrzewał Północną Europę, część Ameryki i Arktyki. I jeszcze jedna informacja z Internetu:

 

Obecna fala nietypowych chłodów i śnieżyc to paradoks pogodowy, który może pojawiać się coraz częściej, a co jeszcze bardziej zaskakujące, wszystko to przez postępujące ocieplanie się klimatu w Arktyce.

 

Ciągłe pomiary meteorologiczne zaczęto prowadzić w Warszawie w 1779 roku, czyli aż 234 lata temu. To stąd właśnie wiemy, że klimat w Polsce bez wątpienia ociepla się, ale nie jest to trend jednostajny, który sprawia, że każdy kolejny rok jest cieplejszy od poprzedniego.

 

Podobnie jest z zimami, jedne są łagodne (na przełomie 2006 i 2007 roku mieliśmy najcieplejszą zimę w dziejach meteorologii), a inne srogie (jak ta z przełomu 2009 i 2010 roku). Różnice z intensywności zim są w naszym kraju bardzo duże. To, jak je odbieramy, często jest skutkiem pogodowych, a nie klimatycznych anomalii.

 

Jedną z nich jest tzw. blokada cyrkulacji, o której usłyszeliśmy w 2006 roku, bo właśnie wtedy dała się nam nadzwyczaj we znaki, przynosząc tęgie mrozy w styczniu i opóźniając nadejście wiosny. Blokada ta była też przyczyną rekordowo upalnego lipca tego roku.

 

Od 2007 roku mieliśmy serię wyjątkowo wczesnych wiosen, bo marce i kwietnie okazywały się nadzwyczaj ciepłe wobec normy z ostatnich 30 lat. Jednak zimy ciepłe już nie były, a wręcz przeciwnie, przynosiły tęższe niż zwykle fale mrozów, jak na przykład w lutym 2012 roku, kiedy na Pomorzu odnotowano najniższe temperatury od 25 lat.

 

To była ostatnia tak dotkliwa blokada cyrkulacji strefowej odczuwana w Polsce. Większość zimowych miesięcy okazało się jednak normalnych pod względem średniej temperatury. Działo się tak dlatego, że fale większych mrozów były pokrywane przez głębsze odwilże i bilans miesięczny wychłodził na zero.

 

Pierwsza od roku blokada, która rozpoczęła się w drugiej dekadzie marca i trwa do tej chwili, ma cechy tych poprzednich. Pasuje do niej, jak ulał, opis, jaki zamieściliśmy na łamach serwisu przed rokiem w lutym, kiedy próbowaliśmy wytłumaczyć skąd się wzięła 2-tygodniowa fala ponad 20-stopniowych mrozów.

 

W pogodzie też występują standardy i jest nim właśnie cyrkulacja strefowa, czyli swobodny przepływ układów niżowych przez Europę z zachodu na wschód. Mamy wówczas kilka dni z opadami, w zależności od temperatury, śniegu lub deszczu, a następnie parę dni słonecznej i suchej aury z większym mrozem.

 

Tak właśnie wygląda typowa zima w naszym kraju. Jednak od czasu do czasu i to niestety coraz częściej, dochodzi do zablokowania tego przepływu niżów przez wyż. W poprzednich takich sytuacjach albo pojawiał się on nad wschodnią Europą, albo, tak jak obecnie, nad Skandynawią i Morzem Norweskim.

 

Wyż powoduje spychanie prądu strumieniowego, a więc korytarza, którym wędrują niże, bardziej niż zwykle na południe. To oznacza dla nas nie tylko większy mróz, lecz również spore opady śniegu, występujące na przemian. A co dzieje się wtedy w Arktyce, skąd zimne powietrze zostało zepchnięte m.in. nad Polskę?

 

Wcale nie jest jeszcze zimniej, tylko dużo cieplej. Tak było w lutym 2012 roku, tak jest i teraz. Obecnie biegunem nietypowego ciepła jest zachodnia Grenlandia i północno-wschodnia część Kanady, zaś przed rokiem były północne wybrzeża Rosji. Średnia temperatura była tam na początku lutego 2012 roku wyższa od normy aż o 25 stopni. To absolutnie spektakularne wydarzenie, które wpisało się do pogodowych kronik i będzie się wpisywać coraz częściej.

 

Główną przyczyną jest rekordowe topnienie pokrywy lodowej w Arktyce. Na przełomie lata i jesieni 2012 roku mieliśmy najmniejszy zasięg lodu od czasu pierwszego pomiaru satelitarnego w 1979 roku. Naukowcy są zdania, że uwolniona w ten sposób energia musi się jakoś skumulować i w ten sposób przesuwa za bardzo na południe prąd strumieniowy, a występująca wówczas blokada cyrkulacji zaburza nam pogodę.pl

 

Czy nadeszła następna Mała Epoka Lodowa?

 

Co to oznacza na chłopski rozum? Że jeśli Arktyka nadal będzie się ocieplać w takim tempie, jak obecnie, to z wyjątkowo mroźnymi zimami w Europie i na znacznym obszarze północnej półkuli Ziemi, będziemy mieć do czynienia coraz częściej.

 

Podczas, gdy będziemy się zmagać z prawie 30-stopniowymi mrozami, w Arktyce przy ekstremalnym cieple będą się roztapiać wieczne lodowce, i to w samym środku zimy, pod osłoną nocy polarnej. Czy można sobie wyobrazić bardziej niepokojące zjawisko?

 

Musimy zrozumieć, że ocieplanie się klimatu oznacza wzrost średniej rocznej temperatury, oznacza również, że będziemy świadkami coraz większych anomalii pogodowych. Zimy będą coraz cieplejsze, ale nie oznacza to, że będzie taka każda jedna.

 

Blokady będą się zdarzać również latem, kiedy będą zapewniać albo długie okresy chłodne i deszczowe, które mogą prowadzić do powodzi (tak właśnie było wiosną i latem 2010 roku), albo też długotrwałe fale upałów i susze (jak ta późnym latem 2012 roku, która przyniosła rekordowo niski poziom wody w Wiśle).

 

Nie można z dużym wyprzedzeniem określić, kiedy owa blokada się powtórzy. Występuje ona średnio raz na kilka lat, ale zdarza się, że kilkukrotnie w ciągu jednego roku. W tym roku może się ona powtórzyć, ale nie musi. Dowiemy się o niej dopiero, gdy trochę dłużej niż zwykle będzie zbyt chłodno, mokro, deszczowo albo sucho. Nie będziemy jednak w stanie określić, jak długo ona potrwa, choć z ostatnich obserwacji wynika, że zazwyczaj nie dłużej niż miesiąc, półtora miesiąca.

 

Nie bez znaczenia jest też ludzka natura, która sprawia, że głośno narzekamy, gdy jest nadzwyczaj zimno. To właśnie wtedy pojawia się najwięcej, zupełnie niepotwierdzonych dowodami teorii, że klimat nagle się ochładza i wszystko skuje lód. Jednak, kiedy jest wyjątkowo ciepło, to fakt ten przemilczamy, bo to nam właśnie odpowiada.

 

W ten sposób szybko zapomnieliśmy o rekordowo gorącym końcu kwietnia 2012 roku, kiedy pojawił się najwcześniejszy upał w dziejach polskiej meteorologii. A przecież to zjawisko było równie istotnym przykładem zmian klimatycznych, co obecnie opóźniająca się wiosna. Dlatego obecna fala chłodów i śnieżyc nie jest w żadnym razie zaprzeczeniem ocieplania się klimatu, lecz jej najbardziej dosadnym potwierdzeniem.

 

Liczmy się w przyszłych latach z zimami bardzo ciężkimi i długotrwałymi, jak i wyjątkowo łagodnymi, bo one będą stanowić jeden z bardzo wielu elementów zmian klimatycznych. Klimat umiarkowany pod którego wpływem znajduje się Polska sprzyja bardzo zróżnicowanym zjawiskom pogodowym i nie raz jeszcze będziemy tego świadkami.

 

(Źródło: http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/112315,to-znikajaca-arktyka-zgotowala-nam-zime)

 

I kolejne info w sprawie zatrzymania się Golfstromu:

 

Czy Prąd Zatokowy, Golfsztrom, przestał istnieć?

 

http://www.youtube.com/watch?v=syD80ez0d-M&feature=player_embedded

Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie nastąpiła ta istotna zmiana na Ziemi, według danych satelitarnych z końca 2010 roku prąd zatokowy, słynny Golfsztrom przestał istnieć. Skutki dla klimatu mogą być katastrofalne, może nas czekać nowa epoka lodowcowa w Europie.

 

Cały system oceanicznych pływów na Północnym Atlantyku jest kluczowy dla właściwego zarządzania ciepłem na naszej planecie. To dzięki prądowi zatokowemu Irlandia i Anglia nie są skute lodem a kraje skandynawskie nie są za zimne do zamieszkania. To ciepły prąd zatokowy jest kluczowym elementem utrzymującym temperaturowe status quo i chroniącym nas przez nową epoką lodowcową.

 

Zjawisko, o którym tu wspominamy to cyrkulacja termohalinowa. To właśnie ona zanika w wielu miejscach na świecie. Golfsztrom to „rzeka” ciepłej wody, która przemierza cały Atlantyk sięgając Murmańska. Ogrzewa on Europę zapobiegając przedostawaniu się tam polarnych wiatrów.

 

Mechanika płynów uczy nas, że strumień wody o pewnej gęstości przy natrafieniu na płyn większej gęstości ulega zakłóceniu. Golfsztrom wpadł w taki region w okolicy Zatoki Meksykańskiej, w której zwykle biegł, ale zalegająca na dnie ropa naftowa spowodowała jego całkowite zaburzenie aż do praktycznego rozproszenia.

 

Pierwszym, który zaalarmował, że Golfsztrom się zatrzymał był Dr Gianluigi Zangara, fizyk teoretyczny z Instytutu Frascati we Włoszech. Naukowiec ten przez wiele lat współpracował w grupie roboczej zaangażowanej w monitorowanie tego, co dzieje się w Zatoce Meksykańskiej. Jego publiczne zwrócenie uwagi na ten problem nosi datę 12 czerwca 2010 roku, czyli artykuł opublikowany przez Zangarę. Swoją konkluzję poparł zdjęciami satelitarnymi wykonanymi z satelity CCAR Colorado.

 

Doniesienia wzbudziły na chwilę zainteresowanie środowiska naukowego, ale podjęto szybko próbę zdyskredytowania danych, na jakich opierał się Zangara. Uznano, że dane są nie warte zaufania. Mimo to Dr Zangara podtrzymuje to, co stwierdził i dodaje, że zlodowacenie w najbliższej przyszłości jest nieuniknione właśnie z powodu katastrofy ekologicznej w zatoce.

 

Zangara stwierdził, że wielka ilość ropy długo powiększała się i pokryła tak ogromny obszar, że wywiera to istotny wpływ na system regulacji temperaturowej planety poprzez zrywanie połączenia między warstwami płynącego strumienia ciepłej wody morskiej. Dane satelitarne wskazywały na to, że Golfsztrom załamuje się 250 kilometrów na wschód od Północnej Karoliny i to pomimo tego, że szerokość oceanu w tym miejscu to ponad 5000 km.

 

Komentarz ZnZ:

 

Czy ktoś słyszał w mediach o kłopotach z Golfsztromem? Nie sadze, a może to być jeden z głównych czynników zmian klimatycznych na naszej planecie. Kto wie czy katastrofa w Zatoce Meksykańskiej jest jeszcze tylko lokalną katastrofą ekologiczną czy już wielką katastrofą o skali globalnej. Doświadczane zmiany cyrkulacji atmosferycznej nad Azją mogą być po prostu następnymi kostkami domina spadającymi, jako konsekwencja jednego zdarzenia, które jego spadanie uruchomiło.

 

Źródła: http://diveboom.com/index.php?option=com_content&view=article&id=321:2011-02-25-17-06-48&catid=79:2010-05-02-13-22-17&Itemid=120&lang=en

 

http://pogoda.mail.ru/article.html?id=44446

 

Źródło: http://zmianynaziemi.pl/wideo/czy-prad-zatokowygolfsztrom-przestal-istniec 

 

Tegoroczne wyjątkowo zimne Święta Wielkanocne i wyjątkowo upierdliwa zima są także pochodnymi zjawiska globalnej cieplarni, czego nie potrafią i nie chcą zrozumieć ludzie dla których pogłębianie efektu globalnej cieplarni jest źródłem zysku. Jest to po prostu kolejna anomalia klimatyczna, która powoduje pewne przemieszczenie pór roku wynoszące około miesiąca. Długa ubiegłoroczna jesień trwająca niemal do grudnia musiała zostać skompensowana kosztem wiosny, która może być zredukowana do 1-2 tygodni… – a coś takiego obserwujemy od pewnego czasu. W tej chwili nie odważę się stawiać jakichkolwiek prognoz, bo biorą one w łeb równie szybko, jak się je stawia. Jedno jest absolutnie pewne – musimy być gotowi na następne, niebezpieczne anomalie klimatyczne, które mogą w nas uderzyć w każdej chwili i bez ostrzeżenia. Szkoda tylko, że zginą przez nie niewinni ludzie, a inni znów stracą swój dorobek życia…

 

Ale kogo z wielkich tego świata to obchodzi?

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook