27 listopada 2020

TELEWIZYJNO FILMOWA AGENCJA PROMOCYJNA

TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA i SPOŁECZNA tokIs – press tv

POLEMIKI: W kwestii „atomowych pociągów” opowiada Pan banialuki!

7 min read

„Tajne pociągi „Tamara” przez lata przemierzały Polskę. Woziły bardzo niebezpieczny ładunek” – dla potrzeb portalu Wirtualna Polska, artykuł o takim tytule napisał pan Leszek Pawlikowski. Ja twierdzę, że część informacji zawartych w tekście pochodzi najprawdopodobniej z… kosmosu!

Aby polemizować z artykułem pana Pawlikowskiego, wpierw trzeba poznać jego treść.

Nie istniały w żadnym oficjalnym rozkładzie, nie zatrzymywały się na większych stacjach kolejowych oraz w pobliżu dużych skupisk ludzkich, a ich postój dopuszczalny był tylko w wyjątkowych sytuacjach. Poza ścisłym kierownictwem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR) oraz najwyższych władz PKP nikt o nich nie widział i nie miał prawa wiedzieć. Pociągi te przewoziły niebezpieczne odpady radioaktywne – bez żadnego konwoju, czy planów ewakuacji ludności na wypadek skażenia. Poznajcie historię tajnych pociągów PRL i akcji pod kryptonimem „Tamara”.

Pociągi o kryptonimie „Tamara” jeździły przez terytorium Polski przez przynajmniej kilkanaście lat. Przewoziły one zużyte paliwo jądrowe z elektrowni zlokalizowanych na terenie dawnego NRD do zakładów jego przetwarzania, zlokalizowanych w syberyjskim Czelabińsku. Niemieckie elektrownie działały w oparciu o rosyjskie plany konstrukcyjne, a paliwo do nich dostarczał Związek Radziecki. Po jego zużyciu ZSRR skrupulatnie odbierało cenny i jednocześnie niebezpieczny ładunek, który był następnie wykorzystywany do celów wojskowych.

Atomowe składy rozpoczynały swój bieg w Polsce na kolejowym przejściu granicznym w Kostrzynie, a kończyły na przejściu w Czeremsze. Po drodze mijały takie miejscowości jak Gorzów Wlkp., Chojnice, Działdowo czy Olsztyn i Białystok. Ich trasa przejazdu była tak zaplanowana, aby – jeśli to tylko możliwe – unikać dużych skupisk ludzkich, ograniczać liczbę potencjalnych świadków, czy zredukować liczbę manewrów do niezbędnego minimum. Unikano zatem zmian kierunku jazdy, przetaczania składów przez bocznice czy dłuższych postojów. Starano się także unikać mostów, przepustów i mocno eksploatowanych węzłów kolejowych – w tym ostatnim wypadku miało to na celu zminimalizowanie ryzyka kolizji z innym składem kolejowym. Pociągi „Tamara” miały też nałożone spore ograniczenia co do prędkości, z jaką się poruszały. Poza terenem zabudowanym mogły się rozpędzić do maksymalnie 40 km/h, jednak w pobliżu skupisk ludzkich prędkość spadała do zaledwie 20 km/h.

(fot. PAP)

Polskie władze doskonale zdawały sobie sprawę z tego, jak bardzo niebezpieczny ładunek przewożony był przez terytorium naszego kraju. Z raportów służb bezpieczeństwa wiemy, że ostrzegano przed możliwością napromieniowania ludności, ryzyka rozszczelnienia specjalnych wagonów czy też silnego skażenia środowiska w przypadku kontaktu atomowego ładunku z wodą. Tajemnica była jednak tak duża, że do minimum ograniczano krąg wtajemniczonych osób. Nawet nie wszyscy funkcjonariusze kolejowych posterunków Milicji Obywatelskiej, którzy ochraniali składy podczas postojów, nie byli wtajemniczeni w rodzaj przewożonego ładunku.

Podczas jednego przejazdu przewożono do czterech ton wypalonego paliwa z reaktorów. Mimo wszystko starano się zapewnić składom maksymalne bezpieczeństwo. Przed właściwym pociągiem podróżowała samotna lokomotywa, której zadaniem było wychwycenie ewentualnych uszkodzeń w infrastrukturze kolejowej. Właściwy wagon, w którym zamknięto ładunek nuklearny, był otoczony także buforowymi wagonami z tyłu i przodu składu. W przypadku kolizji to one miały przyjąć na siebie energię i w ten sposób zminimalizować uszkodzenia wagonu specjalnego. Pilnowano także przejazdów kolejowych i na każdym z nich, podczas przejazdu pociągu specjalnego, musiało dyżurować dwóch członków Służby Ochrony Kolei. W ten sposób minimalizowano ryzyko kolizji z samochodami. Dublowano również obsługę pociągu, w którym zawsze znajdowała się zapasowa drużyna, a także technicy kolejowi. Ostatni tranzyt pociągu „Tamara” miał miejsce w roku 1990, choć nie był to ostatni transport tego typu ładunku w ogóle.

Warto przypomnieć, że w roku 2013 polskie władze również ukryły przed opinią publiczną transport kilkudziesięciu kilogramów wzbogaconego uranu. Skład kolejowy przemierzył cały kraj, wioząc niebezpieczny ładunek z elektrowni atomowej w Czechach do portu w Trójmieście. Polacy dowiedzieli się o całej sprawie wyłącznie dlatego, że amerykańska Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Nuklearnego pochwaliła się stosownym zdjęciem i wpisem na portalu Flickr. Takie działania można jednak tłumaczyć coraz większym zagrożeniem terrorystycznym oraz niemal pewnymi protestami ekologów. Z drugiej strony, wiele innych państw nie zataja tego faktu przed opinią publiczną, czego najlepszym przykładem są nasi zachodni sąsiedzi.

Leszek Pawlikowski

Link: http://tech.wp.pl/kat,1009779,title,Tajne-pociagi-Tamara-przez-lata-przemierzaly-Polske-Wozily-bardzo-niebezpieczny-ladunek,wid,18365856,wiadomosc.html?src01=6a4c8&src02=facebook_tech

*****************

Zgoda, opisane pociągi woziły odpady nuklearne z Niemiec Wschodnich do ZSRR. Można też przyjąć, że rzekoma operacja nosiła kryptonim „Tamara”, jednak historia tych składów wygląda odrobinę inaczej, jak twierdzi autor tekstu.

Tak się szczęśliwie składa, że „przedziwne” transporty przejeżdżały nie tylko przez Chojnice, ale również przez Tucholę. Mieszkańcy miasta nie mieli zielonego pojęcia o tym, że na trasie z Tucholi do Wierzchucina porusza się pociąg specjalny, który różnił się od typowych składów towarowych.

O takim transporcie poinformowani byli kolejarze, SOK, Milicja Obywatelska oraz ORMO – Ochotnicze Rezerwy Milicji Obywatelskiej. Na wspomnianej trasie nie działo się nic specjalnego, jednak jadąc przez kolejne miejscowości, również przez Tucholę, ustawiano w pewnej odległości szpaler funkcjonariuszy zarówno SOK (Służba Ochrony Kolei), MO, jak i ORMO. Ich zadaniem było niedopuszczenie do pociągu osób postronnych. „Atomowy pociąg”, zwykle zatrzymywał się przez chwilę w Tucholi.  Dlaczego? Prawdopodobnie składany był meldunek z trasy.

W żargonie kolejarskim funkcjonowało pojęcie „skrajni”, innymi słowy, chodziło o pociągi, których rozmiary odbiegały od zwykłych gabarytów. Aby taki skład został przeprowadzony przez np. Odcinek Drogowy z Chojnic przez Tucholę do Wierzchucina, szczegółowo opracowywano trasę. Pociąg nie odbiegał wyglądem i wielkością od innych. Zwykle ciągnęła go lokomotywa popularnie zwana „Gagarinem” lub rzadziej „Rumunem”, jednak w składzie znajdował się jeden wagon, który wyglądem bardziej przypominał „statek kosmiczny” lub dla bardziej dociekliwych –  gigantyczny radiator na kółkach. Jeżeli radiator, to musiał spełniać dwa podstawowe wymogi: wentylacji i ewentualnego, szybkiego uwolnienia jakichś substancji do atmosfery. Przypominam, w czasach zamierzchłej komuny, nikt nie liczył się z ludzkim życiem w sytuacji, kiedy chodziło o zachowanie tajemnicy państwowej. Tutaj mamy do czynienia z wiedzą strategiczną!

Paliwo nuklearne i jego transport, to był temat niebezpieczny, ze względu na nieufność aparatczyków z Kraju Rad. Wspomniany wagon był nienaturalnie duży i istniało realne niebezpieczeństwo, że może zwyczajnie wykoleić się na łukach lub będą kłopoty z przejazdem pod wiaduktami. Pociąg, prócz maszynistów i ochrony, miał na swoim pokładzie osobę odpowiedzialną za dany odcinek drogowy. Zwykle osobą tą był Zawiadowca Odcinka Drogowego.  Rzeczywiście, pociąg poruszał się z niewielką prędkością na krętych i peryferyjnych magistralach, jednak taki był wymóg, aby zachować tajemnicę i zminimalizować ryzyko ewentualnej katastrofy. Bory Tucholskie były pod tym względem miejscem idealnym.

Postronni nie dociekali co wożą te składy, byli przekonani o tym, że ot… jeszcze jeden nieplanowany transport, który poruszał się pomiędzy innymi pociągami osobowymi i towarowymi w żargonie kolejarskim nazywane „zbiorowymi”.

Jak często jeździły pociągi „pod specjalnym nadzorem”? Na przełomie lat 60-tych i 70-tych ubiegłego wielu, przynajmniej raz w miesiącu, zwykle po transporcie specjalnych składów osobowych, które produkowane były w Polsce i trafiały wprost do ZSRR.

Czy „atomowe pociągi” były niebezpieczne? Z pewnością, jednak nikt nie przejmował się stopniem promieniowania, kiedy pociąg był w ruchu. Milicja i ORMO, miały jednak informację o tym, aby nie zbliżać się do składu bez potrzeby. Ich zadanie było proste – odgonić ewentualnych gapiów. Przypominam, byli… uzbrojeni!

Wagon przewożący materiały rozszczepialne wyglądał niesamowicie. Pośród wielu płatów blachy z których był zbudowany w jego środku znajdowała się specjalna komora, a nad nią świeciło złowrogo ledwie widoczne, czerwone światło. Jakie było jego znaczenie, można się tylko domyślać. Najrozsądniej wnioskując, była pewność, że niebezpieczny ładunek znajduje się na pokładzie wagonu.

Dawne wagony do przewozu odpadów nuklearnych zadziwiająco przypominają współczesne. (Fot. swiat.newsweek.p)

Zanim doszło do przejazdu transportu np. przez Tucholę, do Zawiadowcy Odcinka docierał albo telefonogram, albo teleks ze stosowną informacją. Wszystko działo się z dużym wyprzedzeniem, zwykle tygodniowym.

Czy kolejarze byli świadomi tego, co pociąg przewoził? Z pewnością na początku nie, ale częstotliwość transportów zwiększała się okresowo, a wygląd pociągu budził zainteresowanie i skojarzenia. W efekcie, poprzez pocztę pantoflową, mieli pełnię wiedzy o tym, jak niebezpiecznym jest ładunek.

Kwestią ostatnią jest to, czy byli zobowiązani do zachowania dyskrecji o czasie przejazdu? Tak, pod rygorem komunistycznego prawa.

W kwestii przejazdów „skrajni” przez Tucholę, smaczku sprawie dodaje to, że funkcjonariusze ORMO, którzy zabezpieczali skład na stacji Tuchola, byli mieszkańcami tego miasta, część z nich jeszcze żyje, lecz do dzisiaj w tej sprawie zachowują milczenie. Znamy ich ze spacerów i wizyt w lokalnych kościołach, nawet nie podejrzewamy ich o to, czym się kiedyś zajmowali. Pamiętam Was wszystkich.

Zaiste, dziwne to były czasy, a pociągi o których mówię, miałem możliwość kompleksowego obejrzenia w akcji właśnie w Tucholi.

Jak obecnie wygląda transport atomowych śmieci? Temu zagadnieniu poświęciłem czas jakiś temu inny artykuł o transporcie odpadów nuklearnych samolotami. To dzieje się współcześnie i nie ma to niczego wspólnego z antypatiami pomiędzy Polską, a putinowską Rosją. W tych kwestiach nie ma różnic, współpracują wszyscy, ponad podziałami.

 

_________________________

Mariusz R.Fryckowski

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook