wt. Paź 22nd, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Postać wybitna, Leon Janta-Połczyński stanie się wyborczą katapultą dla tucholskiego SALONU?

5 min read

Czytelników, którzy oderwali się właśnie od miski kapuśniaku i tureckich seriali uprzejmie informujemy o tym, że mamy właśnie 2019 rok. Cóż w tym niesamowitego? To rok wyborczy.

Przez najbliższe miesiące czeka nas ocean miłości, oddania, lekcji patriotyzmu, sterta obietnic ze strony kandydatów do najwyższych godności w Państwie i Eurokołchozie.  Do naszych drzwi i serc zastukają ludzie których znamy i nieznajomi, pod żadnym pozorem nie spuszczajmy psów i nie włączajmy napięcia w ogrodzeniu, bo odebrane to zostanie jako mowa nienawiści i z pewnością o szóstej rano, dnia następnego, zostaniemy zakuci w kajdany lub przewiezieni do… Tworek.

Tucholski SALON jest już po wyborach samorządowych i ciągle znajduje się w stanie euforii, niektórzy wybrańcy są nie do poznania i wystarczy zaczekać, kiedy być może zmianom ulegnie ich emploi. W czasach, gdzie dokonuje się publicznych mordów, nasz ukochany grajdołek jest niczym niebo w smogu, są uśmiechy, dobre słowa i… podwyżka danin, a wszystko, abyśmy mieli ciepłą wodę w kranie i inne zbiorowe dobra, jak to w socjalizmie. Teraz będzie inaczej, SALON stawia na kulturę i… na PO.

W tucholskim SALONIE trwa właśnie przegrupowanie sił i liczenie szabel, kto będzie za, a kto przeciwny nowym kandydatom do ław poselskich, senatorskich oraz unijnych. Już z plakatu przy Cegielnianej w Tucholi dobrotliwie uśmiecha się europoseł Zwiefka, który wyraźnie ma chyba ochotę na reelekcję i zapewnia nas o tym, że unia to jest to! Przykro to mówić, ale g… prawda Czcigodny Panie Pośle, bo to trup w stanie rozkładu w dodatku dwóch prędkości.

Nie zasypuje gruszek w popiele pan senator Kobiak, świetny, niezwykle „słodki” oczywiście z racji biznesu, pretendent do być może ponownej godności senatora, może europosła lub jeszcze innej. Miły, sympatyczny, otwarty przedsiębiorca z Bydgoszczy, który zdecydował się ulokować swój biznes w naszym miasteczku, stał się mecenasem sztuki, trochę filantropem, jest sprytny, robi sporo, a zrobi jeszcze więcej, bo inaczej na… aut i do roboty przy biurku.

I jak takiego kandydata nie poprzeć, prawda? Jeżeli jest tak, jak jest, to właściwie głosy mieszkańców „na tak”, są jakby oczywistością? Chyba nie do końca, skoro z annałów historii wyciągnięto nietuzinkową postać, która na naszych oczach staje się chyba niezłą katapultą. Pytanie do czego a może raczej dla kogo? Spróbujmy rozwiązać ten gordyjski supełek.

Warianty są dwa, pierwszy, że nasz umiłowany SALON tak bardzo pokochał postać wybitnego i to pod każdym względem Leona Janty – Połczyńskiego, że od trzech lat jego sylwetka powraca do nas jak bumerang w nowych odsłonach.

Drugi, że wspomniany patriota, mistrz pióra i polityk poprzez pośmiertne wystawy w tym również w Senacie i to współcześnie, łączony jest z sylwetką bydgoskiego przedsiębiorcy. Gra skojarzeń : współczesny senator i drugi senator – postać historyczna. Hallo! Nie jesteśmy wioskowymi  głupkami, my również znamy zasady działania socjotechnik, jeden z nas studiował u najlepszego w tej branży i nie jest ważne, że ten właśnie trafił za kratki! Wspomniana, senacko – senatorska wystawa, za kilka dni trafi pod papę tucholskiego TOK-u.

Jeżeli tak, to mamy wspólny mianownik i otwarty podręcznikowy rozdział z tytułem: działania podprogowe i socjotechniczne właśnie. Oczywiście można te teorie bardzo łatwo storpedować wmawiając sobie, że mamy do czynienia z czcigodnym Panem Senatorem – pasjonatem historii, że co? Też nie wierzycie? Malkontenci…, trochę dobrej woli i różowych okularów na nosie.

Dlaczego właśnie Leon Janta – Połczyński, a nie np. Aleksander Janta  – Połczyński, również postać wybitna i wielce zasłużona? Może była taka próba, ale rodzina powiedziała stanowcze „NIET”? Gdyby tak było, ciekawy byłby z nią wywiad na wizji…

Leon Janta-Połczyński w takiej sytuacji , wydaje się być postacią bardzo wygodną i bezpieczną, zwłaszcza, że również piastował funkcję wybrańca, był także senatorem, czyli można go pośmiertnie eksploatować ile się tylko da.  Metodą prostych skojarzeń mamy to, co mamy – jeden słuszny, oczywisty wniosek.

Niezwykle delikatną materię podkreśla najbliższa przyszłość, dla tych, co wcześniej czytali „po łebkach”, bo oto w Tucholi odbędzie się uroczyste (jak zawsze) otwarcie wspomnianej wcześniej wystawy ( dla zainteresowanych, w tucholskim TOK-u). Do jej zrealizowania zatrudniono (oczywiście społecznie) całe legiony i trudno sobie wyobrazić sytuację, by przy tej okazji nie pojawiły się osoby ze świecznika. Przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości z pewnością tam nie spotkamy, bo nikt z troglodytami politycznymi gadał nie będzie, ale cała reszta z pewnością się pojawi, łącznie z sympatykami starego porządku (bajzlu), również tych spod czerwonego sztandaru, czyli uwspółcześnionej wersji fanatycznego, lewackiego sierpa i ciupagi.

Organizatorzy nie mają chyba złudzeń, że przedsięwzięciem nie zainteresuje się „tucholski świat”, skoro otwarcie zaplanowano w takich godzinach, gdzie zwyczajni ludzie pracują, chorują, względnie wegetują i umierają z braku perspektyw. Innymi słowy nie zawiedzie młodzież, która jak zawsze, dostając polecenie z góry, przyjdzie, bo chce lub musi. To będzie niezła lekcja historii, patriotyzmu i polskości, warto skorzystać i być głuchym na politykowanie o teraźniejszości.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że to będzie spore wydarzenie kulturalne, ale z miską kapuśniaku i serialami i tak by przegrało, nawet wtedy, gdyby było o przemyślanej godzinie, we właściwym dniu, a mieszkańcy miasta, gminy, czy powiatu, otrzymaliby imienne zaproszenie i obietnicę zwrotu kosztów przejazdu.

Panie Senatorze, kochany SALONIE, jak nie brzmiał dialog w jednym z odcinków serialowego klasyka  „Stawka większa, niż życie”?

Parafrazując go: nie z nami takie numery…


Mariusz R.Fryckowski