22 października 2020

Prawny bubel z dioksynami w tle (felieton)

4 min read

Czym są dioksyny?

Jest to potoczna nazwa grupy organicznych związków chemicznych będących pochodnymi oksantrenu. Składają się one z dwóch pierścieni benzenowych połączonych przez dwa atomy tlenu oraz od jednego do ośmiu atomów chloru. Dioksyny są jednymi z najbardziej toksycznych związków, jakie otrzymano w wyniku syntezy. Istnieją jednak też na Ziemi jako m.in. produkty spalania drewna. Dioksyny, które pozostają w środowisku, bioakumulują się poprzez łańcuch pokarmowy i stanowią potencjalne zagrożenie dla zdrowia ludzi i dla środowiska.

Niby skalę problemu w lepszy, gorszy sposób znamy wszyscy, jednak tak do końca nie zdajemy sobie sprawy z tego, o co tak właściwie chodzi. Niestety, kłaniają się wiadomości z zakresu chemii, tej, obarczonej pierścieniami. No, tak, ale nie zapominajmy o tym, że chemia obecnie nie jest na topie, podobnie jak powszechnym stał się brak nauczycieli, których dla zasad bandyckiej ekonomii się zwalnia. Już przyszło nam za to drogo zapłacić, stąd i problem.

Nowa, idiotyczna ustawa tzw. „śmieciowa” weszła w życie, a właściwie został wpuszczona jak wirus. Ten zaatakował głównie nasze portfele, a chwilę później zrujnuje środowisko. Wszechobecne zamieszanie wokół nowych przepisów wpierw śmieszyło, teraz przeraża konsekwencjami, które za chwilę urosną do miana problemu wielkości Mont Blanc. Segregacja śmieci? Jakże szlachetny pomysł, kolejny z tych, które wrzucono jak perły przed wieprze do środowisk, które od wieków z ekologią miały tyle wspólnego, co piasek z dynamitem. Nie można zmienić mentalności Polaka z dnia na dzień, to niemożliwe, zwłaszcza w czasach, gdzie litr oszukanego paliwa kosztuje prawie sześć złotych.

W poszukiwaniu chleba nie patrzy się na koszty, czy straty środowiskowe, walczy się, by przeżyć, reszta jest lichym dodatkiem. I nic dziwnego, że przeciętny kombinator zrobi wszystko, aby problem śmieciowy zminimalizować, lub całkowicie usunąć ze świadomości. Prosty przykład. Na jednym z tucholskich osiedli dzień po wejściu nowej ustawy, krewki mieszkaniec postanowił, że wykorzysta panujący bałagan organizacyjny i posprząta swoją piwnicę. Miał tam skarby nieprzebrane, niczym nabab, zapewne wszystkie „przydasie” gromadził przez całe wieki licząc na to, że wrócą złote czasy, a on niczym król Midas przemieni barachło w … złoto. Nie udało się w okolice nowych pojemników powędrowała kupa gratów ze stylowym „kibelkiem” po dziadku, na czele.

PK jak na zwycięzcę przetargu przystało problem rozwiązało z użyciem kontenera, w efekcie za wybryk zapłaci cały blok.

Co zrobi tucholski spryciarz – szczęściarz, który posiada własny domek? Otóż puści swoje pokłady plastiku, opon, szmat, styropianu, gąbek i innych tworzyw… kominem. Mamy już tego próbki, zapraszam w okolice ulicy Ogrodowej tych, których powonienie odróżnia aromaty inne od produktów lokalnych browarów.

To, czym oddycha ta część miasta przypomina wszystko z wyjątkiem… życiodajnej, darmowej atmosfery. Władze miasta problemu jeszcze nie dostrzegają, rozkoszując się letnim, porannym zefirkiem, ale już za miesiąc wszystko się zmieni, a tucholskie noce spowije mgła, która składać się bynajmniej nie będzie z poczciwej H2O, a dioksyn i tysięcy cząsteczek innego świństwa, które znajdzie się w efekcie w naszych płucach. Jest jeszcze czas, jednak na najbliższych sesjach Rad Powiatu, Miasta pierwszym punktem obrad nie powinno być ustalenie porządku obrad, a zajęcie się problemem, który przyjmie katastrofalne rozmiary. Czym prędzej należy się zastanowić się nad tym, jak wyeliminować problem spalania śmieci i nie można w żaden sposób odnosić się do słynnych spalarni śmieci – zakładów, których proces technologiczny jest przystosowany do pewnych procedur, względem tak toksycznych śmieci. Kluczem jest prócz systemu filtrów, wysoka temperatura, której zwyczajny, domowy piec nigdy nie osiągnie.

Jesteśmy ofiarami długiego ciągu braku kompetencji ministrów – naszych sług, które wpatrzone w standardy unijne, próbują przelać je na polski grunt, który jest do tego kompletnie nie przygotowany.

Miejmy świadomość tego, że kupując wodę mineralną w pobliskiej „Biedronce” stajemy się nie tylko jej konsumentami, ale również ofiarami. System stworzył swoistą piramidę śmieciową, której zutylizować nie można. Co pozostaje? Tylko jedno, sprawdzić, czy toksyczne tworzywo rzeczywiście rozłoży się po tysiącu lat w myśl zasady, którą wykorzystano w podziemiach Onkalo.

 

Jak możemy zareagować w chwili, gdy toksyczne dymy są na wyciągnięcie naszej ręki, bo sąsiad właśnie rozpoczął sezon grzewczy od spalenia śmieci? Czy wystarczy pójść do odpowiadającego za ochronę środowiska urzędnika i poinformować go o sytuacji? Niestety nie, potrzeba czegoś bardziej wyrafinowanego – oficjalnego… donosu. Kto się na to odważy? Chyba tylko samobójca.

 

Nowa ustawa prócz chaosu i mamienia nas jakimiś idiotycznymi workami przeznaczonymi do gromadzenia śmieci, które nawiasem mówiąc także zawierają dioksyny jest anachronizmem, w efekcie to, co miało zginąć z lasów i pól zalegać będzie całymi tonami.

 

A może warto wykorzystać stróżów prawa do tego, żeby nie marnowali czasu na bezproduktywne polowania na kierowców w rejonie naszego jedynego ronda, a pogonić ich do zwyczajnej, mozolnej roboty, polegającej na eliminacji tych, których bez wątpienia  nazwać można „śmierdzielami”?

 

Poddajemy pod przemyślenie.

 

Mariusz R.Fryckowski

 

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook