20 października 2020

Prezentacja książki „Chojnice 1939” w tucholskiej MBP, już za nami (felieton autorski)

3 min read

Aby cokolwiek napisać o tej książce, trzeba ją przeczytać. Lekturę mam już za sobą i mogę pokusić się o kilka zdań na jej temat.

Należy odnaleźć jakiś punkt odniesienia, biorąc po uwagę wartość historyczną „Chojnic 1939”, wybrałem znakomitą publikację pana Wacława Kozłowskiego  – „Powiat Tucholski w latach DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ WRZESIEŃ 1939 – MAJ 1945”.

Wbrew żartowi jednego z autorów „Chojnic 1939”, którzy wystąpili przed tucholską publicznością, mamy już podobną publikację, której tytuł przytoczyłem przed chwilą. Porównując obie książki, czymś naturalnym jest wzięcie pod uwagę rzetelności, czyli zgodności z faktami sprzed lat. Nie jest to proste zadanie i tylko autor książki wie, ile potrzeba czasu na precyzyjne ustalenie przeszłości i przekazanie tej wiedzy czytelnikowi.

To proza tamtego życia, która zwykle jest dość monotonna, choć nie do końca przewidywalna. Tak to już jest, że życie dalekie jest od produkcji hollywoodzkich. Napisanie książki o tematyce historycznej to odpowiedzialność za każdy jej fragment, nawet słowo i  trzeba mieć pewność, co do zdarzeń i to bez spekulacji. Niestety, do takiego śledztwa nie wystarczą dokumenty, potrzeba… świadków, lub ich relacji. Pisząc książkę poświęconą tajnym poligonom rakietowym w Borach Tucholskich, oparłem się w głównej mierze na relacjach świadków, większość z nich już nie żyje, pozostały jednak taśmy magnetofonowe i filmowe. Spisanie historii, to nie jest praca rozłożona na dwa, cztery, czy sześć lat. Taką książkę pisze się w oparciu o materiały zbierane przez dziesiątki lat, często ta jedna, jedyna książka stanowi dzieło życia!

„Chojnice 1939” nie są takim dziełem, ta książka, to historyczny zbiór zdarzeń w głębokim woalu tajemniczości dla jej uatrakcyjnienia, aby czytelnik podczas lektury, nie umarł z nudów. Książki historyczne nie mają niczego wspólnego np. z prozą Pertka, który był mistrzem w iście fabularnym przekazie klimatu tamtych lat, ale nawet on okazywał się być spekulantem w dodatku przeinaczającym wręcz haniebnie…, pewne wątki.

Książka chojnickich autorów nie będzie hitem o zasięgu ogólnopolskim, raczej stanie się jedną z niewielu na rynku lokalnym, na których ktoś innym być może się oprze, pisząc,,, wypracowanie. Z przykrością stwierdzam, że wątki dotyczące Tucholi i jej okolic są niepełne, okrojone, ocenzurowane brakiem pełni informacji. Ja na miejscu autorów „Chojnic..”, nigdy nie zdecydowałbym się tak odważnie wejść w tematykę niby bliską, ale jakże odległą od pełnej retrospekcji działań okupanta na terenie naszego powiatu. Tuchola, to miasto, które w żaden sposób nie było tłem Chojnic, to miasto ma odrębną historię i zwroty akcji o których chojniccy goście chyba nawet nie słyszeli. Szkoda, mamy jednak to szczęście, że w naszym miasteczku działa od lat stowarzyszenie „Historia i pamięć”, które dysponuje nie tylko wiedzą, ale również dokumentami, które widziało niewiele osób. Historia lubi pełne opisy, a tych mi zabrakło.

Czy „Chojnice 1939” są publikacją bezwartościową? Nic podobnego, jednak ta książka wymaga uzupełnienia. Potrzeba i to bardzo suplementu, ten region kryje takie tajemnice o których historykom się nie śniło. Gdyby omawiana książka obejmowała lata 1939 – 1946, byłaby idealną, a tak…, jest zaledwie wstępem do doskonałości.

____________________

Mariusz R.Fryckowski

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook