29 października 2020

Profanacja historii pod auspicjami władz Powiatu Tucholskiego?

6 min read

Zapoznajmy się wpierw z notatką zamieszczoną w witrynie powiatowej.

Już po raz trzeci Stowarzyszenie na Rzecz Ocalenia Śladów Przeszłości w Gminie Cekcyn „Światło” organizuje w sierpniu inscenizację historyczną dotyczącą tajnego, niemieckiego poligonu rakietowego „Heidekraut” w Wierzchucinie (gm. Cekcyn), na którym od lipca 1944 r. do stycznia 1945 r. przeprowadzano próby z rakietami V-2.

Podczas imprezy wystąpią prelegenci – znawcy tematu, którzy podzielą się z publicznością swoją wiedzą na temat tego niewątpliwie ciekawego epizodu II wojny światowej w Borach Tucholskich. Największą atrakcją tegorocznej edycji będzie wystąpienie Mirosława Hermaszewskiego – pierwszego i jedynego Polaka w kosmosie, który opowie o tym w jaki sposób rakiety balistyczne przyczyniły się do podboju kosmosu. Po prelekcjach przyjdzie kolej na inscenizację, podczas której zetrą się wojska Wermachtu i żołnierzy Armii Czerwonej. W potyczce udział weźmie 5 grup rekonstrukcyjnych m.in.: Theatrum Historica z Piły, Muzeum Wału Pomorskiego z Wałcza a także GRH Poland z Bydgoszczy i Stowarzyszenie „Historia i Pamięć” z Tucholi. W ruch znów pójdą Mausery i PPSy. W tym roku w inscenizacji udział weźmie rekordowa, w porównaniu z poprzednimi latami, liczba pojazdów z okresu II wojny światowej. Patronat merytoryczny nad imprezą objęło Muzeum Wojsk Lądowych z Bydgoszczy. Na miejscu będzie również możliwość skosztowania smacznej grochówki z kuchni polowej.

 

CHCESZ SIĘ TROCHĘ ROZERWAĆ? PRZYJEDŹ 24 SIERPNIA DO WIERZCHUCINA W BORACH TUCHOLSKICH NA POLIGON RAKIETOWY „HEIDEKRAUT”!!! 

 

Koordynator imprezy Bartosz Puchowski (tel. 787-351-577)

 

Jestem przerażony nie notatką, która „reklamuje imprezę”, gdzie widownia ma przybyć po to, aby się „trochę rozerwać”, a patronami, których wymieniono w dołączonym do notatki plakacie. Zastanówmy się wspólnie nad tym, jaki skutek przyniesie tak wielkie nagłośnienie „imprezy”.

 

______________________________________

 

Rzecz niebywała, mamy obiekt z II WŚ, o którym nikomu nawet się nie śniło! Dotychczas prym wiodło Penemunde, dzisiaj, częściowo niestety za moim pośrednictwem nagłośniono historię poligonu „Heidekraut”, zanim prace zakończyli archeologowie. W stosunku do siebie biję się w piersi mówiąc: mea culpa, zbyt szybko ujawniłem zbyt wiele, zbyt nieodpowiedzialnym.  O czym mowa? O największej machinie wojennej, którą tuż po wojnie zaczęto rozwijać do absurdalnych rozmiarów – rakiety.

Broń, która zgładzi wszystko i wszystkich w każdych warunkach, była testowana w Borach Tucholskich. Nie do końca jest to prawdą, ponieważ ogrom terenu przytłacza każdego, kto pozna jego szczegóły. Znawców tematu nie ma, są zaledwie dokumentaliści, którzy spekulują na podstawie bardziej, niż skromnych notatek w znacznej mierze zmanipulowanych na osobisty rozkaz Hansa Kammleera – postaci jak z komiksu.

Oficjanie mówi się, że mamy do czynienia z tajnym poligonem „Wunderwaffe” Hitlera. To część prawdy, ponieważ tak naprawdę poligony były dwa i mnóstwo kompletnie zdezorientowanych świadków, którzy po latach, przed kamerą, czy dyktafonem są gotowi zeznać wszystko, co prowadzący rozmowę zaledwie zaproponuje. Relacje świadków różnią się w miarę upływu czasu, często są niespójne, zaprzeczające zdrowemu rozsądkowi.

Prócz prób z rakietami, szkolono „we Wrzosie”  załogi i sprawdzano urządzenia i ich podzespoły. Nikt nie wspomina o testach innych pocisków, testach urządzeń naprowadzających, składanych przez więźniów częściowo w jednej z twierdz na Dolnym Śląsku.  Nie mówi się o tajnych bocznicach kolejowych, zrzutowiskach, lądowiskach  polowych, o składzie pociągu, który po wyjeździe z Maksymilianowa pod Bydgoszczą przepadł bez wieści w okolicach pomiędzy Stronnem, a Wudzynem. Wreszcie wszyscy pukają się w czoło, kiedy słyszą o tym, że pierwszy raz i to w świecie, właśnie w Borach dokonano kiku startów rakiet z platform kolejowych. Mamy dowód – zdjęcie i jest to fakt, którego zanegować nie można. To miało być novum, przyczyna? Szybka zmiana miejsca, proces wykorzystany podczas działań z użyciem kolejowych dział, a jedno z nich również działało na terenie naszego powiatu, o czym wie zaledwie garstka ludzi!

Kwestią całkowicie nieznaną było to, że przedmiotowy teren wybrano daleko przed oficjalnym wybuchem wojny. W milczeniu pozostawiono źródła, gdzie niemieckie bojówki kontaktując się z miejscowymi mieszkańcami pochodzenia niemieckiego (majątki) ustalały najlepsze usytuowanie dla poszczególnych służb i oddziałów pomocniczych, jeszcze żyją świadkowie tych wydarzeń, którzy jako dzieci podsłuchiwali te spotkania i to daleko przed rozpoczęciem wojny.

Dzięki drobiazgowemu rozpoznaniu wybrano miejsce, gdzie rezydował oddział wyposażony w balony zaporowe. Heidekraut, to obiekt utrzymany w głębokiej tajemnicy, alianci nie mieli zielonego pojęcia, co kryją lasy w tej części Polski.

Niemcy nie byli naiwni, potrafili przewidywać najgorsze scenariusze, gdzie możliwym stało się ewentualne przegranie wojny. Wtedy właśnie ukryty obiekt, gdzie dokonywać można prób z nową bronią był czymś bezcennym, czymś oczywistym. Jest wysoce prawdopodobne, że pomiędzy poligonem „Heidekraut”, a kompleksem „Riese” istnieje ścisły związek. Nie bez związku pozostają również okoliczne kopalnie uranu, które odwiedziliśmy zaledwie kilka dni temu koło Bystrzycy Kłodzkiej.

Bomba atomowa umieszczona w rakiecie? Są dowody na to, że podobne plany istniały, ba jest prawie pewne, że w pracach projektowych brał udział sam von Braun.

Dzisiaj grupa nieodpowiedzialnych aktywistów, przy wtórze lokalnych władz, niszczy możliwość odkrycia faktów ukrytych pod ziemią i w zarośniętych jeziorach, organizując idiotyczne festyny militarne pod patronatem firm i organizacji, które skupiają w swoich szeregach prócz pasjonatów, pospolitych złodziei, którym wyłącznie łupy w głowach.

Zadziwiające jest również to, że pracujący na terenie poligonu archeologowie nie reagują, no chyba, że owi naukowcy to tylko symbolika pod egidą zleceniodawców z okolicznych stowarzyszeń. Mamy niepodważalne i ignorowane od lat przez służby dowody na to, że na tym terenie trwają nielegalne „wykopki” detektorystów. Teraz będzie ich o kilkuset więcej, dzięki nagłośnionej do obłędu „imprezie, która jest profanacją wydarzeń w tym miejscu. Co w efekcie pozostanie? Rozkopane miejsca w lesie, które nie ukrywamy, są wyjątkowo ciekawe, niestety już naruszone przez zbieraczy absolutnie wszystkiego, co przedstawia jakąkolwiek wartość. Wiemy doskonale o tym, co ludzie, mieszkańcy miejsc, w których trwały działania niemieckich załóg odnajdywano. Amunicja artyleryjska, nieśmiertelniki, niemieckie odznaczenia, dokumenty zalutowane w metalowych puszkach i wiele innych artefaktów, to tylko odrobina wiedzy, którą zbieraliśmy przez cale lata.  Teren poligonu nie powinien być miejscem zabaw w wojnę, powinien zostać objęty specjalną ochroną na czas prac wykopaliskowych z udziałem wojska, inaczej po tej przyszłej, prawdziwej atrakcji turystycznej, pozostanie wyłącznie wspomnienie, dzięki nieodpowiedzialnej grupie osób.

Heidekraut, nie jest miejscem, gdzie zarabia się pieniądze na głupotach, z prostej przyczyny, to również cmentarz, bardzo rozległy, dysponujemy częściowo sprawdzonymi informacjami, co do rozmieszczenia ciał niemieckich, sowieckich i polskich żołnierzy w miejscach, które obecnie służą lokalnemu społeczeństwu, jako miejsca publiczne.

Ludzie nie zdają sobie sprawy, że codziennie pokonują nieistniejące na zewnątrz mogiły, ba niektóre z nich zaasfaltowano!  „Heidekraut” to nie tylko poligon, to również miejsce spoczynku wrogich i sprzymierzonych żołnierzy. Nikt o tym nie wie? Najwidoczniej „znani i uznani” mają spore luki w wiedzy i dziwi mnie, że w tym zaplanowanym cyrku udział bierze ktoś, kogo jeszcze nie tak dawno cytowałem. Heidekraut – Wrzos, to miejsce wyjątkowe i niech wreszcie dotrze do historycznych laików to, że ten teren w przyszłości być może da pracę większości z  tych, którzy za dwa tygodnie jeść będą wojskową grochówkę z kotłów stowarzyszenia, które współtworzyłem i którego byłem wiceprezesem. Czy liczą się tylko splendor i pieniądze? Historia nie znosi pośpiechu,  również głupców o mentalności wandala, nawet tych nieświadomych swoich „wyjątkowych” cech..

 

Mariusz R.Fryckowski

Sprawie poligonu autor poświęci ponad 27 lat swojego życia.

 

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook