czw. Lis 21st, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Przy Głównej w Tucholi z kranów zamiast wody płynie jakaś ciecz…

4 min read

Przebogata korespondencja z mieszkańcami ulicy Głównej w Tucholi poraża, widać wyraźnie, że kiedy wszystko zawodzi, ludziom pozostaje już tylko tokis.pl. Przerażające, ponieważ i bez interwencji, pracy mamy „po uszy”. Kiedy ludzie proszą o wsparcie, należy im pomóc i tak się stanie, również w tym przypadku.

Wpierw fakty

W związku z remontem przyłączy na ul. Głównej mamy ogromny problem z wodą, bo to, co leci z kranu nie można nią nazwać. Problem zgłoszony w wodociągach, bez rezultatów. Jedyna nadzieja w was, być może nagłośnienie problemu, coś pomoże…

Ustaliliśmy, że sytuacja trwa od kilku tygodni, według naszych statystyk jesteśmy w połowie trzeciego tygodnia kłopotów z wodą, ściślej „tego czegoś”, co ludzie mają pić, kapać się w tym, czy też zrobić pranie.

O sprawie rozmawialiśmy z Przedsiębiorstwem Komunalnym w Tucholi oraz z panem Burmistrzem miasta. Informacje zostały przyjęte.

Trzeba zostawić, że do zgłoszenia odniesiono się z wielką troską, doszło nawet do tego, że przedstawiciel PK w Tucholi dotarł pod właściwe adresy i osobiście przeprosił za niedogodności. Piękny gest, jak najbardziej wskazany, niestety, sytuacja nie ulega zmianie.

Już w sierpniu tego roku rozpocznie się kolejny drogowy horror, a ten związany będzie z remontem kolejnego fragmentu wojewódzkiej 240-stki, której integralną całością jest wspominania ulica Główna w Tucholi. Aby należycie się przygotować, już teraz należy wykonać pewne czynności, jedną z nich jest przebudowa przyłączy wodnych.

Prace posuwają się mozolnie, ale też warunki są wyjątkowe, ruch przy tej ulicy jest ogromny o każdej porze dnia i nocy. Każde naruszenie misternej infrastruktury wodociągowej, która ma już swoje lata, owocuje sytuacją, która ma miejsce obecnie – zanieczyszczeniem wody.

Nie wiemy co się w niej znajduje, zmieniła barwę i jest pełna osadu. Który niszczy urządzenia domowe: pralki, zmywarki, baterie ceramiczne, spłuczki, armaturę sanitarną itd. Najgorsze jest jednak to, że nie można jej pić, a to oznacza koszta dodatkowe – zakup wody pitnej i dostarczanie na własny rachunek wody do mycia i prania.

Mieszkańcy mają uzasadnione pretensje o to, że do sytuacji ich nie przygotowano. Owo nieprzygotowanie oznacza fakt, iż nie pojawiły się tymczasowe zbiorniki z czysta wodą, nie zostały wyjaśnione kwestie, kto zapłaci za wodę, która zanieczyszczona dostaje się do domostw i od razu trafia do kanalizacji, kto poniesie koszta napraw urządzeń, które na terenie posesji prywatnych ulegają szybszemu zużyciu. I wreszcie, czy wobec niedopełnienia warunków umowy z dostarczycielem wody, zmianom ulegną rachunki, oczywiście pomniejszone.

Jak sytuacja wygląda dzisiaj?

Słuszną reakcją mieszkańców ulicy Głównej była decyzja o powiadomieniu tucholskiego oddziału „SANEPIDU”, który o sprawie nie miał pojęcia. Jak wynika z korespondencji z Czytelnikami, postanowiono pobrać próbki, wyznaczono dzień i godzinę. Problem w tym, że z bliżej niewyjaśnionych przyczyn prace przy Głównej przerwano. Sprytny zabieg wywołał prawdziwą lawinę komentarzy. Komentujący twierdzą, że od chwili przerwania prac do momentu pobrania próbek wody, minęło sporo godzin. W naturalny sposób, woda w tym czasie zmieniła się na bardziej klarowną i właśnie w tym momencie pobrano próbki do badań. Można domniemywać, że ich skład w znaczny sposób będzie się różnił od tego, co było wcześniej. Czy był to przypadek, czy skoordynowane działanie? Liczymy, że służby wyjaśnią tę kwestię w sposób prosty, jasny, bez zawiłych sformułowań.

Jeżeli woda będzie wolna od zanieczyszczeń biologicznych, to pół biedy, bo pozostaną nam kwestie zawartości żelaza – korozji rur, co jest procesem zwyczajnym.

Nic jednak nie tłumaczy tego, aby po zakończeniu budowy kolejnego przyłącza, na koniec dnia pracy, przepłukać „zagrożony” odcinek. Dlaczego tego nikt nie robi? Czy jest to proces skomplikowany technicznie, czy też chodzi o pieniądze, czyli o wodę, która nadaje się tylko do kanalizacji?

To pytania oczywiste, które zadają mieszkańcy, miasto jednak musi mieć świadomość, że są pytania bardziej szczegółowe, aby na nie odpowiedzieć,  potrzeba będzie skorzystania z usług specjalistów, co będzie kosztowało, bo alternatywą staną się pozwy sądowe.

Jesteśmy zwolennikami kompromisów, ale nie zgniłych, warto usiąść do wspólnego stołu i porozmawiać. Wbrew pozorom, ludzie zdają sobie sprawę z sytuacji, ale ta przeciąga się i dezorganizuje życie rodzin, to kwestie niedopuszczalne.

Sytuacja nie jest bez wyjścia, wierzymy, że dobra wola jest z obu stron, wystarczy tylko zdyscyplinować wykonawców i uczulić ich na to, że na drugim końcu rury z zaworem, znajduje się człowiek, a ten ma prawo być „wkurzonym”.

TOKiS będzie monitorował przebieg budowy, aż do ostatniej chwili, kiedy znikną „kocie łby”, które niszczą zawieszenie pojazdów.

Jak zwykle, po tygodniu od ukazania się materiału, sprawą zainteresujemy kolejne instytucje.


(mrf)

Na pdst. nadesłanych informacji.