26 listopada 2020

TELEWIZYJNO FILMOWA AGENCJA PROMOCYJNA

TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA i SPOŁECZNA tokIs – press tv

QUO VADIS tucholska Policjo? „Cuda” przy Alei LOP w Tucholi

11 min read

561390_365810190196995_1510343464_nJak u Orwella…

Jest piątkowe przedpołudnie, jak zawsze, panuje paskudna pogoda, a tygodniowa „walka o byt” wśród zabieganych mieszkańców sąsiadujących z ulicą Aleja LOP, zbiera obfite żniwo, wszystko za sprawą patrolu policyjnego, który właśnie tę ulicę upodobał sobie najbardziej. Dlaczego? Tutaj bezpieczne „wyrobienie wszelkich norm” stanowi dziecinną igraszkę, wystarczy zaczaić się i zaczekać jakieś osiemnaście sekund? Właśnie tak, sprawdziliśmy, mniej więcej po upływie takiego czasu, zwyczajowo, ulicę tę w poprzek, pokonują wszyscy (podkreślam wszyscy) okoliczni mieszkańcy w drodze do maleńkiego kompleksu handlowego, w którym najważniejszym jest… apteka, a chwilę później sklep mięsny.

Jest tylko jeden problem…, w tym miejscu nie ma przejścia dla pieszych, chociaż o dziwo zastosowane tutaj wszelkie zasady ergonomii, sugerują, że w właśnie w tym miejscu takowe jest. Powód? Oczywisty – parking, z którego kierowcy muszą przejść do swoich mieszkań po obu stronach ulicy i wspomniane wcześniej miejsca, gdzie zwyczajowo robi się zakupy. Formalnie, trzeba długiego spaceru, aby dojść do celu, okoliczne przejścia dla pieszych są daleko.

 

Dlaczego piesi nagminnie łamią w tym miejscu prawo? O, to bardzo proste…, ponieważ najbliższe przejścia znajdują się w znacznym oddaleniu i są… prawie nieczytelne. Reasumując, aby dojść do celu w każdym przypadku, należy nadłożyć sporo drogi i… czasu.

 

Nasi dzielni policjanci wiedzą o tym doskonale i zwyczajowo zbierają tutaj obfite żniwo. Dziwnym trafem, kiedy pokonują ten odcinek później, zdają się być ślepi i głusi na podobne wykroczenia. Czyżby brak czasu, czy wypełnione „limity” wykorzystania służbowych bloczków mandatowych? Zaiste, to głęboka tajemnica, zapewne poliszynela.

 

Stało się, przechodząca w niedozwolonym miejscu staruszka ( zapewne w drodze do apteki) zostaje „przechwycona” przez zmotoryzowany patrol, który stanowią…: niezwykle urodziwa funkcjonariuszka i zdecydowanie mniej – funkcjonariusz. Ten ostatni wydaje się być wyjątkowo zasadniczy i… stanowczy, wszak staruszka może stanowić gigantyczne wręcz niebezpieczeństwo dla bezpieczeństwa w ruchu lądowym i zapewne powietrznym, zakładając, że przedmiotowa ulica stanowi część autostrady, a ewentualny wypadek z udzałem pojazdu, wyrzuciłby starszą panią wysoko do góry. Sprawdziliśmy…, nie stanowi, ba, mało tego, od kilku minut żaden pojazd prócz naszego tędy nie przejechał.

 

Policyjny radiowóz stanął w bramie prywatnej posesji, włączył „połowę kogutów” na dachu i to na nieszczęście od strony drogi. Od strony posesji był wyłącznie zawalidrogą. Prócz tego sposób ‘zaparkowania” pojazdu przypominał pozycję z obław na przestępców wprost z filmów gangsterskich, niż z prowincjonalnych miasteczek, by dosadniej nie rzec… wsi.

 

Cóż, taka rola, taki sznyt.

 

Obserwujemy zajście z dwóch miejsc, decydujemy się na reakcję. Nasze służbowe, oznakowane auto zajmuje najbliższe możliwe miejsce przy zdarzeniu ze staruszką, drugie pozostaje w ukryciu. Rozmawiać będę ja, z premedytacją łamię przepisy idąc w kierunku patrolu i to nie po pasach, których… w tym miejscu nie ma!

 

Reakcja jest natychmiastowa! Policjant wyraźnie ucieszony, zapomina na chwilę o staruszce, zdecydowanym tonem przywołując mnie do siebie. Jestem szczęśliwy, tym razem nie sięga po broń, a może nie ma jej wcale? Trudno to sprawdzić nawet reporterowi, który również jest” na służbie”, niestety, dla mundurowego jest to bez znaczenia, czy popełnił wykroczenie? Śmieszne…

Przedstawiam się, stając w obronie staruszki i zadając funkcjonariuszowi pytania z prędkością RKM –u. Ma chłopina nerwy, żąda dowodu sosobistego, ja tego, aby się przedstawił. Wymieniamy się informacjami jak dwie dobre „wywiadownie”. Pada stopień, imiona, nazwiska, niestety brakuje w tym dwóch informacji – prezentacji funkcjonariuszki, która wydaje się być głucha i ślepa, oraz numeru identyfikacyjnego współrozmówcy.

 

Funkcjonariusz „wykonujący czynności” poufale zwraca się do mnie słowami „panie Mariuszu…”, ups, na takie zwyczaje zwykłem pozwalać ludziom, których znam przynajmniej ćwierć wieku. Tego pana spotykam drugi raz w życiu, za każdym razem dokładnie wtedy, kiedy TOKiS pracuje, a On te czynności zakłóca. Czyżby fan naszego pisma? Nie sądzę, na wypisanym mandacie w rubryce „opis” stoi „jak byk” błąd ortograficzny. Mam na tyle taktu, że nie zwracam mu na ten fakt uwagi i podpisuję świstek, a nóż się zemści? Wiem, to kwestia oczytania, zdarza się, każdy popełnia błędy, to ludzkie.

Nie w tym przypadku…!

 

A starsza pani? Zostaje pouczona, jednak o tym dowiaduję się znacznie później, po rozmowie z bardzo kompetentną i niezwykle uprzejmą panią rzecznik tucholskiej Policji i nie ma w tym stwierdzeniu nawet nuty ironii. Cel osiągnięty, choć całość ukarana mandatem 50-cio złotowym. Czy warto było? Pewnie!

 

Jednak…, nie uprzedzajmy wypadków.

 

Wykroczenie z art. 47, albo 97 KW…

 

… niestety, trudno to odcyfrować z wypisanego mandatu, który właśnie z uwagą kolejny raz oglądam. Ja i mandat? Rzeczywiście, należy to zapisać złotymi zgłoskami, niezwykle rzadko to się zdarza. Pozostaje tylko śmiech politowania, zwłaszcza po lekturze „opisu i kwalifikacji prawnego wykroczenia”. Tak, tak, Drodzy Państwo, zdaje się, ze od piątku stałem się niebezpiecznym przestępcą, którego umieszczono w policyjnej bazie danych z klauzulą – „szczególnie pyskaty i… niebezpieczny”. Rzeczywiście, kładzie się to cieniem na moją dalszą karierę… obywatela. Zastanawiam się nad tym, kiedy zostanę aresztowany i… stracony. A, no tak, kara śmierci chwilowo została zniesiona, jednak mam nadzieję…

 

Mandat zawiera bardzo ciekawą, wręcz kluczową informację, ponieważ nie mogę opublikować nazwiska starszego sierżanta, który miał gorszy dzień z mojego powodu, odnalazłem znacznie ciekawszą, której nie usłyszałem podczas prezentacji w miejscu zdarzenia. Otóż, funkcjonariusz posiada odznakę z numerem 669207, czyż to nie zbieg okoliczności? Numer prawie pokrywa się z naszym telefonicznym numerem redakcyjnym. I jak tu nie wierzyć w ślepy los?

 

 

Czy policjant nadużył władzy?

 

W majestacie prawa? Absolutnie nie, zareagował prawidłowo, chociaż oprawa zdarzenia (rozmowa z popełniającymi wykroczenia, ustawienie radiowozu, oznakowanie tegoż, awantura z udziałem oburzonych mieszkańców sąsiadujących z ulicą Aleja LOP) pozostawiają wiele do życzenia. Oczywiście to drobiazgi, jednak… i my potrafimy doszukiwać się dziury w całym. A od trony życiowej, sytuacyjnej? Zbyt wiele formalizmów i braku zdrowego rozsądku, wobec rzeczywistości, a taką są wyrwy w jezdni, gdzie można powykręcać sobie kostki i zwyczajnej, ludzkiej życzliwości. Gdzie podziała się prewencja, gdzie jakiekolwiek zrozumienie dla cudzego niedbalstwa, za co płaci szary obywatel, którego nawet nie stać na leki, a ostatni, często wdowi grosz trafia do budżetowej dziury władzy, która okrada nas w majestacie prawa chorymi podatkami, zaborem mienia w postaci „skoku” na oszczędności zgromadzone w OFE itd?

Powróćmy jednak do meritum…

 

Wykorzystana została sytuacja, gdzie przejścia istniejące już przy przedmiotowej ulicy są w złym stanie, lub zwyczajnie ich zabrakło, chociaż przedłużenia ciągów pieszych (zejścia do jezdni) sugerują, że takowe powinny się znajdować. Kto za to odpowiada? Oczywiście spółdzielnia mieszkaniowa, która zawiaduje całym obiektem, być może partycypuje w tym PK, miejski urbanista ( o ile takowy istnieje) i inni „władcy” ( Pani Starosto, Panie Burmistrzu – serdecznie pozdrawiam!). Oczywiście można tych szczegółów dociekać głębiej, jednak sprawa wydaje się po części załatwioną, po rozmowie z panią rzecznik miejscowej Policji.

 

Bliskie spotkania III stopnia z Komendą Policji w Tucholi

 

Obskurny, cuchnący wilgocią budynek, gdzie postkomunizm wyziera z każdego kąta, wyjątkowo marnie wysprzątanego. Co spotyka obywatela, który wchodzi do budynku komendy? Kraty, obskurna poczekalnia, kolejka interesantów i… przygłuchy dyżurny, reagujący na bodźce dopiero za drugim razem.

Chwila na „przetwarzanie danych” i finał – telefon do osoby, z którą chcę się spotkać i porozmawiać o wydarzeniu przy ulicy Aleja LOP. Czas oczekiwania dłuży się niemiłosiernie, bez wątpienia „petent” (ja) musi skruszeć i uzbroić się w cierpliwość w myśl zasady – władza nierychliwa, ale sprawiedliwa. Wolną, bardzo długą chwilę spędzam na psuciu „infomatu” w poczekalni, który jest jedynym chyba, nowoczesnym elementem rudery, w której progi musiałem wkroczyć.

 

Spis treści w urządzeniu jest wyjątkowo monotematyczny, wszystkie informacje dotyczą Policji, szczegóły są zablokowane. Czyżby Policja miał coś do ukrycia, a może to zwyczajne niedbalstwo programistów, którzy także nie dopełnili swoich zadań?

O dziwo.., maszyna wytrzymała intensywną eksploatację znudzonego „klienta” , aż wreszcie…

 

Pani rzecznik, to niezwykle miła i uprzejma osoba, pierwszą myślą jest ta – żeby wszyscy funkcjonariusze mieli tak dobry kontakt z obywatelem, jak ta pani. Ciężkie kraty rozstępują się, wędrujemy do kancelarii pani rzecznik. Na własne oczy widzę w jak skandalicznych warunkach pracuje, wiedząc, jaki ogrom pracy ma na co dzień. W myślach, szczerze Jej współczuję. I nagle…, cała złość ulatuje ze mnie jak z pękniętego balonika, ba, mało tego, zrobiło mi się pani rzecznik zwyczajnie żal. Spokojnie rozmawiamy o sprawie, jest wiele zrozumienia i dobrej woli współpracy, ze strony pani rzecznik. Dowiaduję się, że w takich jak zaistniała sytuacjach, policjanci patrolujący ulice, musza sporządzić raport. W tym przypadku dotyczy to dodatkowego przejścia dla pieszych.

 

Czy rzeczywiście taka notatka powstała, czy przyniesie skutek i zobliguje wszystkich odpowiedzialnych do tego, aby „zebra” w newralgicznym miejscu wreszcie powstała? Jestem niepoprawnym optymistą, choć wiem, że od zgłoszenia, do realizacji droga, zwłaszcza w Tucholi jest bardzo długa. Prócz tego, odnowić należy również i inne okoliczne przejścia, które urągają wszelkim kryteriom akceptacji. Rozstajemy się w pełnym zrozumieniu. Jestem pod wyjątkowym wrażeniem rozmówczyni. Gratuluję Panu Komendantowi trafnego wyboru tak wyjątkowo kompetentnej osoby.

Nie wiem, może ciągle jestem pod wrażeniem minionej epoki, gdzie Policja była narzędziem represji wobec obywatela – schodzimy w dół, ja, jako pierwszy, choć etykieta nakazuje mi „puszczenie” przodem funkcjonariuszki. Nic z tego, idę przodem, być może to kwestia regulaminu  gdybym stał się agresywny, zawsze można mnie zepchnąć i obezwładnić? Nie trzeba, jestem ostoją spokoju. No dobrze, żartowałem…

 

Policja tucholska nie ma dobrej prasy?

 

W ostatnich tygodniach o tucholskich policjantach było w Polsce bardzo głośno i… negatywnie. Czy były to opinie słuszne? To wielce sporna sprawa, jesteśmy tego świadomi. Czy kwestia dobrej opinii o pracy Policji, kreowanej przez media, to sprawa mody, chwilowego działania w afekcie dziennikarzy i reporterów szukających sensacji?

 

Niestety, nie, choć bez cienia ironii, boleję nad tym, bo większość tucholskich stróżów prawa, to ludzie mili, uprzejmi, odpowiedzialni. Policjantom nie jest łatwo, borykają się z podstawowymi problemami, mają deficyt wszystkiego. Kiedy weźmiemy pod uwagę ich wynagrodzenia, mamy do czynienia z dramatem. Praca z ludźmi nie jest łatwą, ilu obywateli, tyle charakterów i czego mi w tym wszystkim brakuje najbardziej? Zwyczajnego, ludzkiego uśmiechu. Poważnie! Ten prosty gest w stronę obywatela potrafi przełamać każde lody, zakończyć każdy spór. Uśmiechnięty policjant to anachronizm? Dlaczego nie? Wszak Policja ma nas chronić i bronić, a nie wyłącznie karać, nawet wbrew nieobliczalnym w działaniu ministrom, którzy za wszelką cenę i kosztem wielu świetnych ludzi ( w tym policjantów) próbują wypełnić dziurę budżetową, której oni sami są autorami. W sumie całość odbędzie się czyim kosztem? Nas wszystkich z mundurowymi włącznie. Ironia losu? Raczej cwaniactwo i wykorzystywanie władzy przeciwko obywatelowi.

 

A może warto złamać pewne reguły, wbrew politykom, tylko po to, aby zdobyć społeczne uznanie? Ot tak, samą pracą i życzliwością policjanta wobec obywatela, który płaci również po to podatki, aby czuć się bezpiecznym?

Władze centralne mają inne zdanie, a służby mundurowe mają być środkiem przymusu. Zaiste, dziwna demokracja, bo po… polsku.

 

Czy policjant może stać się wsparciem dla obywatela i przyjacielem domu?

 

Zapewne wszyscy doskonale pamiętamy szumne zapowiedzi Policji w sprawie dzielnicowych. Zapewniano nas, że każdy obywatel pozna swojego dzielnicowego, który odwiedzi go i wysłucha. W tej sprawie zadałem naszemu kolegium redakcyjnemu proste pytanie; „Czy znasz swojego dzielnicowego?”. Odpowiedziała mi… cisza. A szkoda, bo gdyby sprawa przejścia dla pieszych, które łączyłoby bezkolizyjnie i w najprostszy sposób cześć osiedla z kompleksem handlowym, zapewne tylu niepotrzebnych słów nie padłoby nigdy. Może warto  powrócić do starego pomysłu i doprowadzić go do szczęśliwego końca? Dialog stróżów prawa ze społeczeństwem, zwłaszcza znającym się, z pewnością zapobiegłby wielu problemom, a policjantom zaoszczędziłby wiele zachodu. Korzyści? Oczywiste! Oszczędności i to wymierne w czasie i pieniądzu. Pomysł prosty, ale jakże dobry i skuteczny. A tak? Jedno wielkie pasmo konfliktów. Używając maksymy świetnego skądinąd redaktora Leskiego, która zapewne bez Jego wiedzy, weszła do naszego języka potocznego : „Tylko po co?”, skoro można współpracować ze społeczeństwem inaczej, z aprobatą, wzajemnym zrozumieniem, bez idiotycznych mandatów, które służą tylko tym „na górze”. Ani Wam – policjantom, ani nam – piszącym o tym, splendoru to nie przynosi.

 

Konkluzja…

 

W imieniu oburzonych mieszkańców, firm prowadzących swoją działalność przy ulicy Aleja LOP, proszę wszystkich, którzy są władni wykonać przejście dla pieszych, które połączy część osiedla z wymienionymi w tekście placówkami, o natychmiastową reakcję. Zapewniam, wdzięczności tych ludzi nie będzie końca. W razie potrzeby ufundujemy kubeł farby, a naczelny TOKiS-a z przyjemnością i osobiście wymaluje pasy według szablonu, aby nikogo nie narażać na koszty.

 

Mariusz R.Fryckowski – przestępca, ukarany mandatem, podczas wykonywania czynności służbowych w imię celów nadrzędnych, bo… społecznych.

 

Słynna Aleja LOP. dziury, wyboje i kompleks handlowy w głębi, do którego zabrakło drobiazgu – przejścia dla pieszych, zwykle starszych osób.

W okolicy sa dwa miejsca dla piechurów, oba oddalone, nawet znacznie. Oto pierwsze , kompletnie zrujnowane, tuż obok świetnego zakładu fryzjerskiego pani Kasi. (Wdzięczny za cierpliwość – klient)

Widok z boku, wszelkie komentarze są zbędne.

Słynna apteka z niezwykle życzliwą obsługą i sklep mięsny (polecamy, świetne wyroby). To do tych miejsc prowadzić powinno przejście dla pieszych. Widoczny fragment podjazdu apteki, gdzie zaparkował radiowóz policyjny i w tym własnie miejscu doszło do wymiany wielu słów, również  z udziałem obywateli. Powstało zbiegowisko.

To oczywiste! Przedłużeniem ciągu pieszego powinno być przejście. Niestety, to mit, za który płacimy wszyscy – mandaty. Mieszkańcy są zbulwersowani.

Inne ujęcie, podmiot sprawy ciągle ten sam.

Oto drugie istniejące przejście dla pieszych, oddalone od apteki o jakieś 300 metrów. Szczerze współczuję tym, którzy kupili telewizor, a sąsiadują z apteką, niezły wysiłek, zwłaszcza dla niepełnosprawnych.

Ujęcie od strony tzw. bloku „rotacyjnego”.

Widoczna luka między pojazdami, to wjazd na teren zaplecza apteki. To właśnie w tym miejscu odbyła się cała awantura. fotografia wykonana z parkingu po przeciwnej stronie. To właśnie tą drogą do radiowozu wyruszył autor, aby wyjaśnić sprawę w której uczestniczyła starsza pani indagowana przez policjantów. Dla nas sprawa jest oczywista, w naszym żargonie określamy ją,  jako „polowanie na…”.

To właśnie w tym miejscu powinno powstać przejście dla pieszych. Będzie spokojnie, bezpiecznie, a policjanci poszukają sobie innego, dochodowego punktu, chwilę później będziemy tam my i to z kamerami.

 

I na zakończenie… wypowiedź pracownika pobliskiej apteki, która niezwykle sugestywnie, choć z wielką nieśmiałością mówi o tym, co dla nas jest czymś egzotycznym, dla handlowców – codziennością.

 

Mariusz R.Fryckowski

Pełna galeria fotografii jak zawsze znajduje się w naszym profilu Facebooka – https://www.facebook.com/media/set/?set=a.365809670197047.1073741891.100003040504284&type=1

Zapraszamy!

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook