28 października 2020

Rola lokalnych mediów w promowaniu i dyskredytowaniu osób i tematów, czyli… przed nami brudna kampania wyborcza 2014 (felieton autorski)

5 min read

Od kilku tygodni, oczywiście,  jeszcze nieformalnie, trwa kampania wyborcza, inaczej, wyścig „chętnych” do władz samorządowych. Jak zawsze w kolejce ustawiają się osoby, którym piekielnie na tym zależy. Zwykle są to ci, których znamy od… zawsze.

Komitety wyborcze, ciągle jeszcze nieoficjalnie, obmyśliły już strategię i rozdają sobie laury, póki, co jeszcze wirtualnie. O ile nieformalnie stanowiska są już „obstawione”, czyli wykonano pierwszy krok, trzeba teraz wykonać kolejny, a tym będzie próba wywarcia wpływu na elektorat w taki sposób, aby ponownie i samoistnie uwierzył w to, że ci „chętni” są jedynymi kompetentnymi i niezastąpionymi. Dodatkowo, muszą mieć oni wrażenie, że to ich własny wybór! Jak to zrobić? Zapewne to pytanie spędza sen z powiek „amatorów łatwego zarobku w czystych rękawiczkach, przy minimalnym wysiłku inetelektualnym”.

Kandydaci wykorzystają każdą okazję i metodę, aby osiągnąć swój cel, rzadko się jednak zdarza, że kandydat działa inaczej. Uwaga! Możemy mieć do czynienia z kosmopolitą, inaczej, oryginałem, który postępuje wbrew układowi – tzn.uczciwie. Niestety, przepadnie i to z kretesem? Najczęściej stosowaną metodą jest ciągła obecność kandydata w mediach,  poprzez organizowanie imprez masowych, gdzie szerokim gestem można prawie darmo przekazać społeczeństwu, czyli wyborcom argumenty, które powoli wpijają się w ich podświadomość. To metoda stara jak świat, świetnie udoskonalona w czasach realnego socjalizmu, który tak właściwie ledwie nas musnął, doprowadzając finanse państwa i psychikę obywatela do ruiny, dokładnie tak, jak czynione jest to obecnie. Kandydaci na szczęście zapominają o tym, że obywatel wybaczy wiele, ale nigdy, przenigdy nie zaakceptuje tego, by traktować go poważnie! To paradoks obecny w młodych demokracjach, czyli tych po nagłych przemianach, gdzie społeczeństwo pozostawiono samym sobie.

Bywa jednak, że osoby, które wybrano w demokratycznych wyborach sprawdzają się na swoich stanowiskach, będąc ponad lokalnymi układami i świństewkami. Jest to szczególnie widoczne w małych społecznościach – wsiach gminnych, gdzie lokalne władze są jednocześnie mieszkańcami. To oczywiste, że takim ludziom zależy na tym, aby ich rodzinna miejscowość była przyjazna swoim obywatelom. Korzystają z tego wszyscy. Inaczej jest w środowiskach licznych, gdzie po części można stać się pozornie anonimowym, czyli, zninąć w tłumie w razie przegranej wyborczej, lub po zakończeniu nieudolnej kadencji.

O ile ci najbardziej zaangażowani, z maniakalnym wręcz uporem dążą właśnie do oczywistego, czyli konstruktywnego realizowania wielu celów, zawsze znajdzie się ktoś, komu ten stan nie będzie odpowiadał i zrobi wszystko, aby taką osobę zdyskredytować w o czach potencjalnych wyborców po to, aby przepchnąć siebie lub swojego kandydata.

Kto może mieć taką moc sprawczą w odniesieniu do drugiej z wymienionych możliwości? Dokładnie, nie kto inny, a właśnie media.

Powoli kończy się epoka wydawnictw tradycyjnych – papierowych, które są anachronizmem, drogie i skazane na działanie od – do z dużym opóźnieniem spowodowanym komplikacjami techniczno – drukarskimi. W najtrudniejszej sytuacji są kwartalniki, miesięczniki, ale i tygodnikom nie wiedzie się najlepiej. Te zasady kompletnie odpadają w mediach z wykorzystaniem globalnej sieci – Internetu.

Przyjrzyjmy się tej witrynie. Odwiedziła ją niewyobrażalna liczba osób, stałych czytelników przybywa i cieszymy się z tego, że padają liczby sześcio, siedmiocyfrowe. Czy jednak chodzi w tym wszystkim o jakieś bezduszne statystyki? Nie, media  internetowe są kompletnie inne od tradycjnych. To wyjątkowe medium łączy w sobie kilka tradycyjnych: radio, telewizję, słowo pisane. Dodatkowo treści przekazywane są czytelnikowi w atrakcyjny sposób, gdzie bardzo łatwo w tekst wkomponować odnośniki, które ułatwiają  przyswojenie treści i są trwałe! Prosta zależność – czytanie ze zrozumieniem tekstu, to sztuka, jednak dołączenie i to w innym kolorze kilku linków, daje efekt przejrzystości informacji i to pełnej, w oparciu o np. obraz, czy fonię. Nie bez kozery pokutuje stwierdzenie, że obraz, zwłaszcza ruchomy jest warty miliarda słów, a czytanie nie dla wszystkich musi być czynnością atrakcyjną, zwłaszcza obecnie.

Gdybyśmy odnieśli to wszystko do pierwszej z brzegu „gazetki” o mentalności „brukowca”, jawi nam się obraz, który przekazuje czytelnikowi prostą informację – warto, względnie nie warto tutaj zaglądać.

Oczywiście, to kwestia treści i pierwiastka wiarygodności w nich zawartych. To czytelnik podejmuje decyzje, co jest prawdą, kłamstwem lub konfabulacją.

Zmienia się także nastawienie osób, które z racji tego, że są publicznymi, do mediów internetowych. One doskonale zdają sobie sprawę z tego, że „papierowe pismo” dociera do osób będących swoistymi tradycjonalistami. Wędrują raz w tygodniu do kiosku po swoją ulubioną, bo jedyną lokalną gazetę, płacą za nią coraz większe kwoty, a później rozpalają nią „pod kuchnią”. Czytelnik coraz częściej zadaje sobie kluczowe pytanie … po co? Łatwiej i dodatkowo bezpłatnie można bardziej wiarygodne informacje otrzymać natychmiast i darmo.

Tradycyjne pisemka – brukowce podbijają sobie statystyki czytelnicze wydarzeniami z gatunku drastycznych, to powielany od lat wybieg, gdzie w możliwe najbardziej atrakcyjny sposób podaje się informacje z zakresu kronik wypadków, tragedii osobistych bliźnich, czy celowego wmawiania afer ludziom, którzy są niewinni i uporczywe nagłaśnianie tego, co chwilę później okazuje się być bzdurą. Czym ryzykuje takie pismo? Praktycznie niczym, zawsze może przeprosić i zamieścić sprostowanie. Niestety, sytuacja jest znacznie poważniejszą, ponieważ dokonuje celowej manipulacji, kreując wizerunek „ofiary” w sposób jednoznaczny, kwestia winy jest nieistotną, wystarczy krzykliwy tytuł. Uwaga! Poruszamy się w zakresie plotek kreowanych, lub akceptowanych przez kolegia redakcyjne!

Pisma, które dopuszczają się podobnych praktyk zwykle giną z rynku. Media internetowe nie mają takich problemów, dodatkowo mająimages kompletnie inne źródła finansowania. Nie są potrzebne im jakieś reklamy, teksty intencyjne, mamy do czynienia z mediami niezależnymi, czyli nie są one w większości przypadków w zasięgu osób, które mogą wywierać na nie nacisk. To całkowite przeciwieństwo mediów papierowych, które żyją z reklam, które zamieszcza na ich łamach również władza, nawet ta z „rodowodem”. Czy takie pismo może być w pełni wiarygodne?

Odpowiedź jest oczywista, a miejsce podobnego „pisemka” jest tylko jedno – w koszu z napisem… „papier” i dobrze. Najbliższa kampania wyborcza w mediach będzie inna, całkowicie zdominowana przez media internetowe, to właśnie tam informacja będzie tą najbardziej trafioną i sprawdzoną, bo emitowaną w świat praktycznie „na żywo”.

Kandydat do piastowania funkcji społecznej zostanie błyskawicznie prześwietlony od każdej strony, na populizm , obiecanki i kłamstwa wyborcze, miejsca nie będzie, nie tym razem.

Mariusz R.Fryckowski 

Fot. wprowadzająca www.solidarnosc.gda.pl

_____________________________________

Tekst dedykuję przemiłej pani, martwiącej się przyszłoscią swojego miasta, naszej czytelniczce, którą spotkałem podczas tworzenia nocnego fotoreportażu, poświęconego centrum Tucholi.

Dziekuję za ciepłe słowa.

mrf.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook