25 października 2020

RZECZPOSPOLITA SKŁÓCONA (felieton autorski)

5 min read

Przez kilka ostatnich miesięcy trwam w stanie kompletnego osłupienia i obawiam się, że może on jeszcze potrwać, przynajmniej do najbliższych wyborów.

Skoro o wyborach już mowa, to nabieram pewności, że Giertych senior kwestionując teorię ewolucji zupełnie nieświadomie ją potwierdził. Być może w najbliższym czasie nie urośnie nam druga głowa, czy trzecia ręka (choć po tej ilości konserwantów i modyfikatorów żywności nie jest to wcale pewne), to chyba faktem jest, że ewoluują niektórym z nas… głowy, ściślej mózgi. Oczywiście utopią jest, że uzasadnionym będzie stwierdzenie o pojawieniu się nowego gatunku HOMO SAPIENS SAPIENS, gdyż po ostatnich wyborach samorządowych mam pewność, że jednak nie było żadnego fałszerstwa. Pomimo tego, że publicyści głowią się i udowadniają, że niemożliwym jest, by ponad trzy miliony rodaków nie potrafiło złożyć krzyżyka we właściwym miejscu, ja twierdzę, że rzeczywiście nie potrafią!

Stan uwstecznienia intelektualnego, lenistwa, społecznej obojętności i skretynienia, osiągnął właśnie poziom krytyczny, inaczej, równie wielki, co stopień napromieniowania terenu i to tuż po wybuchu w Czernobylu. Precyzując, afery, które wybuchają każdego dnia nie są przypadkowym produktem polityków wspieranych przez media każdej strony, to cyrk, lub dla miłośników teorii spiskowej wybuch zupełnie innej wojny, którą steruje z pomocą doradców pewien karzeł z wydętym ego i kompleksem Napoleona. Jego agenturalny rodowód i liczne operacje plastyczne upewniają mnie w przekonaniu, że jest graczem, który pomimo pustej kiesy i widma zamachu ze strony swoich zauszników, po mistrzowsku gra na zasmarkanych nosach już nie tylko europejczyków, ale i całego świata.

Zakładając, że jego ochrona osobista nie zamorduje go we śnie, na zlecenie miłośników dużej ilości płótna na głowie, zastosuje plan działania dostosowany do mentalności np. Polaków. Nas nie trzeba najeżdżać, zdobywać, wystarczy nas… skłócić, a cała reszta przybierze postać przewracających się kostek domina. Ten efekt doskonale znamy z historii świata i nie do końca ma on związek z konfliktami militarnymi. Te są zbyt drogie, a stawka zbyt wysoka, najlepszą bronią stały się media, to one powodują ewolucję u kretynów, którzy przeświadczeni o swojej wielkości, upodabniają się do ptaków dodo. Czego brakuje? Wyłącznie wysokiego urwiska nad przepaścią. Wystarczy popchnąć ostatni szereg, a wpadną wszyscy.

I to właśnie się dzieje. Na pierwszy rzut powędrowali anonimowi obywatele, których bezkarnie się łupi, okrada, szykanuje, zmusza do pewnych zachowań, wmawiając im, że to dla ich dobra. Ci obywatele, jako zwierzęta stadne, łączą się czasami w grupy – związki zawodowe, będące obecnie w stanie agonalnym (po likwidacji niewygodnych zakładów). One próbują jeszcze walczyć, jednak nie o zasady demokracji, która w wydaniu polskim jest idiotyzmem, a o swój byt. Oni już przegrali i aby przetrwać, muszą się ugiąć. Właśnie na to czekają przestępcy ( są wyjątki!) w białych kołnierzykach, których jak na idiotów przystało, sami wybraliśmy, nie idąc do urn wyborczych.

Oczywiście, skrajni prawicowcy powiedzą, że to niczego nie zmieni, ponieważ w ich mniemaniu każde wybory są jeżeli nie sfałszowane, to… zmanipulowane. I to też może być prawdą, chociaż nawet w procesie zliczania kart do głosowania, członkowie komisji nie potrafią wykonywać podstawowych działań matematycznych licząc, że zastąpią ich maszyny.

To naiwne przekonanie również swój finał ma w bliskim sąsiedztwie wspomnianego kacyka, który położył swoje nienaturalnie krótkie dłonie na oprogramowaniu i serwerach, które miały rozwiązać problem przejęcia władzy przez nowych kandydatów w podobno demokratycznych wyborach.

Czegóż się spodziewać lepszego, skoro sam pan prezydent ma bardzo poważne problemy w posługiwaniu się językiem swoich przodków, zakładając, że są stąd.

W Polsce wrze i nawet grająca od prawie ćwierć wieku pewna orkiestra, której mocno podstarzały dyrygent biega po scenie w czerwonych gaciach i okularach, ponieważ nawet i  on ma sporo za uszami. Czyżby resortowe dzieci ustąpiły pola agenturalnym? O, to może być ciekawe, zakładając, że ilość ich wyznawców stanowić będzie rzeczywistą siłę. Oczywiście okazać się może, że mamy do czynienia z nowym ośrodkiem wyznaniowym na poziomie Latającego Potwora Spagetti, ale w takim przypadku nie będzie mowy o nowym kościele, a o sekcie.

Ta ostatnia też jest dla ludzi, ale potwierdzać regułę jej działania będą dobrowolne datki, które są niezbędne do utrzymania się przy powierzchni. Oczywiście, dla rozładowania nastrojów można wylać kilka cystern wody wprost na ziemię, bo przecież każda świnia lubi taplać się w błocie, a całość dla niepoznaki ogłosić można jako… koncert, czy festiwal. Cóż, w takim przypadku ewolucja mózgu osiągnęła niebywały sukces, zamieniając nas w… bydło. Co za tym idzie, prawdopodobnie ośrodki bólu w nim położone stępią się, to przydatna cecha przy wzajemnym  szlachtowaniu się w poszukiwaniu niewiernych, choć równie skuteczną metodą jest kamienowanie.

Niejaki Max Kolonko – człek bardziej amerykański od Amerykanów twierdzi, że taki scenariusz przeniesiony do Polski zaowocuje wyrywaniem bruku z jezdni z powodu braku polnych kamieni w miastach. Facet wydaje się być o tyle płytki, że nie ma pojęcia, że polski bruk kojarzy się tylko z jedną nazwą – polbruk, ale za to jaki! Dobry temat dla kolejnej komisji śledczej lub prokuratora.

Tak, czy inaczej, mamy przechlapane i mieć będziemy, dopóki agenturalny karzeł , lub jak twierdzą inni – samiec alfa nie nabierze pewności, że od środka udało mu się rozsadzić kolejne państwo i to bez użycia zielonych , umundurowanych ufoludków, bynajmniej nie z fazerami, a z karabinami w dłoniach.

Jasnym jest, że ów jegomość, zgodnie z tym co mówił wcześniej, jest gotowy dotrzeć do naszej stolicy w zaledwie kilka godzin. Czym? Z pewnością nie Kamazem, czy Krazem, ukradnie, skopiuje, a później ogłosi, że to autorski projekt inżynierów jego kraju, którzy wymyślili produkt o nazwie Pendolino. I niech się nie burzą prawdziwi twórcy tego bubla, ponieważ dostąpią zaszczytu przerzucenia ich pociągami dowolnej ilości “obrońców” demokracji…, ich demokracji.

Kiedy dotrą już na miejsce z pewnością czeka ich serdeczny i szczery uścisk dłoni tych, którzy tworzywo na czapki i bluzki określają mianem – moher. Niestety, zrobią to pod naciskiem, albo odwiedzi ich weekendowy zabójca, zapewne niewidzialny, bo “wykonany” w technologii stealth.

Co więc nam pozostaje? Ucieczka, ale dokąd?

____________________

mrf.

Fot. Źródło

Materiał ukazał się w obywatelskich mediach ogólnopolskich.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook