25 października 2020

Samorządowcy, dwukadencyjność i pstryczek w nosy lokalnych działaczy i to z samej góry!

6 min read

W polskiej polityce wrze, każdego dnia rodzi się coś nowego, nie do końca zrozumiałego przez przeciętnych obywateli.

Część z nich ma to w nosie i grilluje „biedronkową kiełbasę”, popijając „biedronkowym piwem”, aż miło. Kolejna część unosi się na falach patriotyzmu i słusznie, a reszta, od prawie dwóch lat puka się w czoło i nie wie, o co chodzi. Wynika z tego, że „rasa panów” dokonała podziału nie na dwa sorty, a na aż trzy, choć nie do końca była tego świadoma. Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam, to stare porzekadło robi obecnie  zawrotną karierę u szczytów władzy, choć jego zmodyfikowana wersja powinna brzmieć: jesteśmy tylko my i… lewactwo? Jak mówią ortodoksi,  skoro lewactwo, to śmiertelny wróg, godny tylko jednego: 2 gramów ołowiu między brwiami.

Samorządowcy doznali szoku, po informacji z ust „Nadprezesa”, że wylatują z roboty, a wszystko za sprawą dwukadencyjności, w dodatku działającej wstecz. I podniósł się klangor godny ptactwa wszelakiego, że to wbrew konstytucji ( nawiasem,nielegalnej), zdrowemu rozsądkowi i woli wyborców. Włodarze zorganizowali się i ramię w ramię ruszyli do przodu, z kosami prawie przekutymi na sztorc.

Punktem kulminacyjnym stał się „Marsz Wolności” w Warszawie, gdzie samorządowy zryw pospołu z nauczycielami, wykorzystało faktyczne lewactwo, z upapranymi również w Moskwie życiorysami. Niektórym samorządowcom i pedagogom oczy wyszły z orbit, kiedy połapali się, na jaką minę wpłynęli. Jednak w myśl innego, literackiego porzekadła „razem mości panowie” dołączyli do innych „obrońców demokracji”, licząc na cud, i ten się wydarzył!

Stan niepewności lub wręcz zagrożenia trwał długo, jednak dzisiaj jest powód, aby zainteresowani otworzyli butelki z szampanem. Larum chwilowo odwołano, a to za sprawą tego samego „Nadprezesa”, który popełnił był wypowiedź, podczas konferencji prasowej.

„Naczelnik” zaszokował dziennikarzy informacją, że nie będzie dwukadencyjności wstecznej, czyli obecni włodarze będą mieli szansę ponownie stanąć w wyborcze szranki z kontrkandydatami.

– Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, stanowisko prezydenta oraz sędziów Trybunału Konstytucyjnego doszliśmy do wniosku, że podtrzymamy zasadę dwóch kadencji dla osób, które pełnią funkcje jednoosobowe, a więc wójtów, burmistrzów i prezydentów, ale z karencją, tzn. z odłożeniem tego na dwie kadencje.

Wydukał „Szef wszystkich szefów”, podczas konferencji prasowej.

 

Naczelnik jest mistrzem intrygi, ups, gier politycznych i dobrze rozegrał tę partię warcabów. Prawdopodobnie ponownie wykorzystał najsłabsze ogniwo – prezydenta Jędrka, który czas jakiś temu, podobno z własnej woli, jako pierwszy opowiedział się przeciwko kadencyjności wstecznej.

Być może na skutek słynnego „Ucha Prezesa” autorstwa Roberta Górskiego – kabareciarza, które jak się okazuje traktowane jest przez Polaków bardzo poważnie, dopuścił wreszcie do swojej kancelarii mistrza długopisu PAD-a. Trudno jednak uwierzyć temu, że pan Prezydent uznał, że stać go na własne zdanie, ewidentnie różne od zdania naczelnika. Innymi słowy, rozpoczęła się właśnie kolejna partia warcabów ( trudno podejrzewać „Specjalistów Od Rozdawnictwa” że mają pojęcie o szachach), w której…, po stronie czarnych stoi większość w obu izbach parlamentu, a po drugiej, chwilowo odtrąbiony odbój, z wrzaskami samorządowców.

O co chodzi? To bardzo proste, jeżeli podczas najbliższych wyborów samorządowych wykluczeni zostaliby dotychczasowi samorządowcy, to ci ostatni natychmiast wystartowaliby do ław senatorskich i poselskich, co byłoby końcem „Ludzi Pierwszego Sortu”, mających większość w obu izbach. Ten proces prawdopodobnie i tak się wydarzy, ale w tej chwili, uzyskano kilkuletnie odroczenie wyroku. Władza zyskała bezcenny czas, a samorządowcy odzyskali chwilowe poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście, wszystko w rękach wyborców, którzy zdecydują o tym, czy u steru pozostaną obecni włodarze, do których mają zaufanie lub nie, czy też pojawi się ktoś inny, być może spoza układu, który i tak nie przejdzie. Tak, czy inaczej, nie jest ważne, kto wygra wybory, a kto policzy glosy?

Bez wątpienia, w tej sytuacji otwiera się wielka szansa dla lokalnych społeczeństw. Obecni włodarze będą dwoić się i troić, aby elektorat nie miał wątpliwości, przy oddawaniu głosów w lokalach wyborczych. Innymi słowy, kto o coś poprosi, temu będzie dane lub obiecane, oczywiście w granicach rozsądku. O co chodzi? O naprawę dróg, lobbowanie na rzecz przyciągnięcia biznesu i tworzenia lokalnego dobrobytu, czyli…? Wszystko jest tak, jak w demokracji być powinno, a to jest chore.

To jedna strona medalu, drugą będzie głębokie podkopywanie autorytetu lokalnych włodarzy przez „ciemne siły Mocy z nizin”. Tym już zajęli się szeregowi działacze „Naczelnika”, rozsiani po lokalnych gajach, szopach i klęcznikach.

W sposób szczególny, proces ten dotyczy Burmistrza Tucholi, którego lokalni, „szeregowi pyskacze” już zdegradowali, obwołując „administratorem gminy”, zatrzymajmy się tutaj przez chwilę…

Od pewnego czasu rozpowszechniane są przez nich przeróżne, niesprawdzone informacje, które oscylują wokół wszechobecnej, tucholskiej, plotki. Jedna z nich dotyczy tego, że po renowacji tucholskiego dworca, tam właśnie pojawi się studio telewizji internetowej. Gdzieś bije dzwon, to pewne, ale plotkarze usłyszeli ledwie jego pogłos.

W rzeczywistości, Tuchola będzie miała swoją niezależną telewizję, jednak pierwsze jej studio uruchamiane będzie w zupełnie innej części miasta, w dodatku na terenie prywatnym. Plotka jednak wycelowana została w konkretną osobę, tylko po to, aby zdyskredytować ją w oczach potencjalnych wyborców i po to, aby wywołać wrażenie istnienia jakichś wzajemnych zależności,  a to już zwyczajne draństwo!

Jeżeli funkcjonariusze systemu posuwają się do takich niegodziwości, marnie to rokuje na ich przyszłość i podważa zaufanie wyborców do formacji, którą reprezentują, a którzy w dobrej wierze oddali głos na jedynie słuszną, według nich, siłę. Pamiętamy, co spotkało kiedyś Unię Wolności…, i choć to inna baśń, historia lubi się powtarzać, o ile skala tego procederu zatoczy bardzo szeroki okrąg.

Co ciekawe, nie ma najmniejszych uszczypliwości ze strony partyjnych działaczy w stosunku do np. pana Starosty, który choć wyznania platformerskiego, wydaje się być pod szczególnym parasolem ochronnym. Czy ktoś zadał kluczowe pytanie, dlaczego? No tak, większość wie…

Istotną w tej układance jest wypowiedź „Naczelnika”, podczas wspomnianej konferencji prasowej, mianowicie, powiedział on:

„– Partia nie wycofuje się z proponowanych zmian, jednak odkłada w czasie ich realizację, ponieważ nie chce czynić czegoś, co przez niektórych mogłoby zostać potraktowane, jako złamanie reguł prawa”. Prezes zapewnił też, że jego partia „rezygnuje z przedsięwzięcia zmierzającego do tego, by oczyścić wiele samorządów i dokonać zmian”.

Tłumacząc z języka politycznego na ludzki, pan „Nadprezes” utrzymuje w dalszym ciągu, że przy najbliższej okazji wystrzeli samorządowców u steru, gdzieś w okolice Plutona.

Znając jego zmienność nastrojów i ogólny stan „wkurzenia smoleńskiego”, z pewnością, w najmniej oczekiwanej chwili zmieni zdanie, co będzie kolejną zasłoną dymną dla niepowodzeń, które z pewnością się wydarzą w myśl zasady:, kiedy ma się wydarzyć coś złego, to z pewnością się wydarzy. Wystarczy do tego kolejny Misiewicz, czy inny Janniger.

Konkludując…, skok na samorządy chwilowo odwołano, a ciemne, lokalne Moce, połknęły żabę!


Mariusz R.Fryckowski

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook