27 października 2020

Ścieżka rowerowa wysokiego ryzyka (felieton autorski)

3 min read

To musiał być szok dla moich znajomych i przyjaciół, kiedy po latach, miast ujrzeć mnie „rozwalonego” za kierownicą auta zobaczyli na… rowerze.

Jeden z największych wrogów jednośladu napędzanego siłą mięśni uwierzył, że drogi dla rowerów w Tucholi nie są wirtualnym wymysłem grafika, a rzeczywistością. To po części zasługa tucholskiego Burmistrza, który zaraża swoją pasją niczym dżumą przy każdej okazji. Chwała mu za to, choć w ostatnią sobotę gorzko tego pożałowałem w konfrontacji z „wyrośniętym dzieciakiem” na rolkach. Efekt? Naderwane ścięgno i piekielny ból. Nie, nie, skorzystanie z pomocy przychodni lekarskiej nie wchodzi w grę z prozaicznego powodu – braku czasu. Niczym słynny MacGyver, naprawiłem się sam. Czy mam scyzoryk? Mam, dokładnie taki sam jak On.

Zanim jednak doszło do tego epokowego wydarzenia, wybrałem się dwukołowym „świństwem” do Świtu – naszego lokalnego uroczyska, które grupa szaleńców chce przerobić na… obwodnicę. Start nastąpił ze słynnego ronda ( „im. „Samobójców”), gdzie wpierw dwukrotnie musiałem zdjąć swoje siedzenie z siodełka, aby przekroczyć jezdnię. Pomijam milczeniem czas, który na to straciłem. Powód? Tucholskie godziny szczytu (ok. 15:30) i wariaci w VW po przeróbkach, którzy uparli się, aby mnie przejechać na pasach.” A, żem człek uparty”, postanowiłem skorzystać ze swoich praw. Pisk opon był przerażający, jednak nie dla mnie. Później, przez jakieś 20 sekund było łatwiej, aż do miejsca, gdzie znajduje się stacja paliw PKS-u ( to ta, która zawyża ceny, choć w Chojnicach w swojej bazie, serwuje je kierowcom znacznie taniej). Na tym krótkim odcinku znajduje się wytyczona droga dla rowerów, która kończy się… niczym przy wjeździe do wspomnianej stacji. Co dalej?

Rosyjska ruletka. Nie ma wyjścia, aby przekroczyć przejazd kolejowy trzeba zaryzykować. Głowa w lewo w prawo, jest luka między pojazdami, sprint na drugą stronę ulicy. I co dalej? Właśnie, nic. Podobnie reaguje jedna z mieszkanek, naiwna , też ma ochotę odwiedzić Świt.

Kombinujemy wspólnie. Musimy przedostać się przez torowisko kolejowe, później przeprowadzimy rowery po chodniku aż do przejścia dla pieszych przy Czarnej Drodze, później ciach na drugą stronę,później wąskim trotuarem obok barierek do Bydgoskiej i…? I znowu problem, bo tam też nie wolno jeździć rowerem! Jak to nie wolno? Ponieważ wpierw trzeba po przejściu dla pieszych przejść przez wspomnianą Bydgoską, aby wreszcie z radością wkroczyć na wybudowaną ścieżkę rowerową, która poprowadzi nas aż do słynnej „betonki” ( eksperymentalna droga wybudowana przez Gierka przetrwała wiele historycznych zawieruch), a tą bez trudu dojedziemy do wymarzonego Świtu.

Ile trwały próby przedostania się do drogi dla rowerów od strony ulicy Świeckiej? Uwaga! To nie jest żart – 15 minut z „hakiem” ! Teraz zainteresowani zrozumieją, że kierowcy aut mają lepiej, a i przejechać kogoś, tak  dla „hecy” mogą  (cudzysłów oznacza sarkazm!) będzie śmieszniej, zawłaszcza w najniebezpieczniejszym miejscu w Tucholi, gdzie już ginęli ludzie!!!

Przemiła pani podziękowała mi za opiekę (pozdrawiam raz jeszcze i zapraszam przy okazji na kawę do „Basztowej”) i ruszyła dalej, a ja stałem jak wryty, podziwiając dzieło idioty, któremu coś wyraźnie się popierniczyło w głowie, kiedy opracowywał  tę trasę.

Minęło kilka dni, noga boli mniej po zmianie obuwia, na super miękkie. O rowerze nie ma mowy, zaparkowałem auto przy stacji PKS-u i wyjąłem aparat fotograficzny. To, co zobaczyłem przez wizjer, najlepiej odzwierciedla „drogowe safari”, które opisałem.

Nigdy więcej…

_____________________

Mariusz R.Fryckowski

Specjalne podziękowania dla rowerowych specjalistów, panów: Racy i firmy pana Zygmunta Gajewskiego, za pomoc w doposażeniu i wyborze rowerów.

Fot. wprowadzająca nie przedstawia nogi autora.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook