wt. Wrz 17th, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Pan Senator zdobywa kolejne sprawności?

6 min read

Mianem osoby publicznej określa się kogoś, kto wykonuje funkcje publiczne lub przez inną swoją działalność zawodową, gospodarczą, społeczną, polityczną, kulturalną itp. wpływa znacząco na funkcjonowanie społeczeństwa. Inaczej, jest przeciwieństwem osoby prywatnej.

Decyzją Rady z dnia 28 listopada 2002 r. ustanawiająca europejską sieć ochrony osób publicznych dla jej potrzeb określa osobę publiczną, jako każdą osobę, której przyznaje się służbę ochrony, zgodnie z ustawodawstwem krajowym Państwa Członkowskiego (Unii Europejskiej)  lub na podstawie przepisów organizacji lub instytucji o charakterze krajowym lub ponadnarodowym.

Definicja nie ujmuje jeszcze jednej ważnej informacji. Osoba publiczna opłacana jest często z naszych podatków oraz podlega ocenie społecznej.

 ***

Pozbawił Świętego Mikołaja pracy przez najbliższy rok. Zapewne przywłaszczył sobie jego zaprzęg reniferów. Tym pojazdem porusza się po świecie w sposób całkowicie dowolny. Czasami powoduje u mieszkańców powiatu tucholskiego niekontrolowane reakcje – nadzieję, że oto wyląduje i zwyczajnie, po ludzku, pomoże. Niestety, jeżeli nawet świetnie poznał fach Świętego, stara się nabyć nowych umiejętności, co chwalebne, choć nie do końca zrozumiałe, ponieważ teraz zdaje się, że postanowił zostać… naleśnikiem, ups, przepraszam najmocniej – leśnikiem. Jako świetny przedsiębiorca branży… powiedzmy, spożywczej, nabierze teraz nowej umiejętności, a wszystko zapewne dzięki „przypadkowi”. Tak, czy inaczej Nasz bohater odwiedził gościnne dla władz wszelakich, podwoje wspaniałej placówki – Nadleśnictwo w Woziwodzie. Powód został określony bardzo jasno, pan Senator, rzekomo osobiście, związany jest z regionem, osobliwie z  Borami Tucholskimi. W Senacie aktywnie uczestniczy w pracach Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Komisji Środowiska. Nie, to zupełnie oczywiste, że już jest ekspertem!

Jednak…, czy rzeczywiście aż tak bardzo jest związany z Borami Tucholskimi? Wchodzimy sobie to Jego witryny internetowej, gdzie pan Senator (osoba publiczna)  pisze o sobie:

Urodziłem się 14 lipca 1951 roku w Bydgoszczy. Początkowo mieszkałem przy ulicy Kujawskiej na bydgoskim Szwederowie, potem przeprowadziłem się na ul. Spokojną, która była częścią osiedla Łuczniczka na Kapuściskach. Mimo to, gros życia spędziłem w Fordonie, na osiedlu Szybowników. Pamiętam moje najmłodsze lata ze Szkoły Podstawowej nr 8, która mieściła się przy Placu Kościeleckich, potem chodziłem do podstawówki nr 41 na Traugutta. Moja szkoła średnia to dobrze znane bydgoszczanom Technikum Mechaniczno – Elektryczne ze Świętej Trójcy. Po maturze pozostałem w Bydgoszczy i studiowałem na Akademii Techniczno – Rolniczej, dzisiejszym UTP.

 

W latach rozkwitu polskiej piłki nożnej, jako młody chłopak, grałem w klubie „Budowlani”. Pamiętam sromotną klęskę w derbach z bydgoskim Zawiszą – 8:0. Teraz tłumaczę sobie tą przegraną tym, że w składzie ówczesnej Zawiszy grał młodziutki chłopak o nazwisku Boniek.

 

Podczas studiów założyłem na uczelni klub kajakowy „Viva Aqua”. Organizowaliśmy spływy kajakowe na większości polskich rzek, ale również poza granicami kraju. W końcu przyszedł też czas na wojsko. Najpierw służyłem w Pile, potem zostałem przeniesiony na bydgoskie lotnisko. Zostałem oficerem rezerwy. Kiedy zaczęły się sierpniowe strajki, od początku wiedziałem, że muszę się w nie aktywnie włączyć. Zostałem przewodniczącym „Komitetu Protestacyjnego”, a kiedy powstała Solidarność, zostałem przewodniczącym Komisji Zakładowej oraz członkiem Rady Regionu Bydgoskiego. W czasie stanu wojennego współpracowałem z Prymasowskim Komitetem Pomocy więzionym i internowanym. Razem z kapelanem odwiedzaliśmy więzienia i miejsca zatrzymania internowanych.

 

Początkowo pracowałem w bydgoskim Spomaszu, następnie w Jutrzence. Dwadzieścia lat temu założyłem w Bydgoszczy własną firmę – Łuczniczkę. Nazwa kojarzyła mi się nie tylko z symbolem Bydgoszczy, ale również z osiedlami, gdzie spędziłem jeden z najpiękniejszych okresów w swoim życiu. Wtedy jednak władze miasta stworzyły dziwny, niesprzyjający małym firmom klimat, więc przeniosłem firmę do Tucholi, którą pamiętałem ze spływów Brdą. Obecnie jest to zakład dający 180 miejsc pracy.

__________________________________

Czyli…, mamy do czynienia ze specjalistą, który „pasję” zamienił w coś wyjątkowo bardzo namacalnego. Jednak, jako przedsiębiorca bardziej identyfikuje się  (co oczywiste) ze środowiskiem bydgoskim, Tuchola stanowi dla niego wyłącznie miejsce, gdzie istnieją korzystne warunki podatkowe i te…, związane z dojazdem, komunikacją i ewentualnymi głosami wyborców, którym warto sporo obiecywać, lub sprawiać wrażenie pilnego słuchacza. Pewnie, przecież wiemy o tym, że czasami podróż z jednego końca Bydgoszczy na drugi potrafi zająć nawet 1, 5 godziny! Zwłaszcza w komunikacyjnym szczycie – czyli… zawsze!

Wykażmy jednak odrobinę dobrej woli i uwierzmy w to, że pan Senator rzeczywiście związał się z… i teraz uwaga, czy z Tucholą lub okolicami? Nie, z Borami Tucholskimi, a to wyjątkowo szerokie, zwłaszcza geograficznie – pojęcie.

Skoro odwiedził piękny ośrodek w Woziwodzie ( nie, to nie jest pomyłka, nadleśnictwo w tej miejscowości naprawdę robi wspaniałe wrażenie, ma kapitalnego i mocno „zasiedziałego”  gospodarza), miał w tym jakiś cel. Zadajmy sobie pytanie, jaki? Trudno odpowiedzieć? Jest takie, słowo, które pięknie to obrazuje, brzmi ono jednoznacznie i nosi miano – KURTUAZJA. Bez wątpienia, to przyjacielskie spotkanie, za które ktoś zapłacił. Kto? Drogi Czytelniku, nie bądź taki dociekliwy, wszak jesteś także wyborcą, a ten podobno zachowuje pełną… świadomość? Pytanie pomocnicze, jaki naprawdę był ten „najgłówniejszy z głównych” cel wizyty znakomitego gościa?

Wiekopomna wizyta miała miejsca 15 lutego 2013 roku i zapewne została odnotowana we wszystkich możliwych księgach pamięci, a może nawet w lokalnej „gazetce drzewnej”, a co tam, niech „zwierzaki” też mają trochę (nie) wiedzy.

W jednej z nielicznych notatek, poświęconych ciekawej wizycie przeczytaliśmy: „podczas pobytu gość zapoznał się z działalnością nadleśnictwa i Lasów Państwowych. Obejrzał obiekty, które są wykorzystywane do realizacji zadań dydaktycznych. Senator odwiedził Ośrodek Edukacji Przyrodniczo-Leśnej oraz zainteresował się ofertą zajęć edukacyjnych skierowaną do dzieci i młodzieży szkolnej.

Bezcenne! Ma już pierwsze szlify „specjalistyczne”, którymi zapewne podzieli się ze swoimi koleżankami i kolegami z ław senatorskich. Korzyść przeogromna, lobbing na rzecz Borów Tucholskich będzie gigantyczny, pewnie większość z parlamentarzystów wybuduje sobie gdzieś w pobliżu piękne dacze w stylu późnego Gierka ( nie mylić z Dacią! Beznadziejnym do dzisiaj, autem wprost z Rumunii).

Podsumujmy to, co ustaliliśmy dotychczas:  osobistość jest PO (pełniącym obowiązki, ha!) Świętego Mikołaja przez najbliższy rok, powoli zdobywa szlify leśnika. Ale, ale, chyba jednak o czymś zapomnieliśmy!

Otóż, nie tak dawno, bodaj podczas wyjątkowego spotkania z „plebsem” (znaczy z nami), pana Senatora poproszono o pomoc w sprawie „pewnej drogi”, na której zależy coraz większej ilości mieszkańców Tucholi. Mamy nadzieję, że dzięki nam (plebsowi), tak ważna osoba zdobędzie kolejną sprawność – budowlańca drogowego.  Na spotkaniu pan Senator sprawiał wrażenie bardzo pojętnego, a jego szlachetne rysy twarzy nie pozostawiają złudzeń – ma Moc i „POMOŻE”. Oczywiście nie od razu, wszystko ma swój czas. Czekaliśmy połowę wieku, to i kolejne kilka lat ( warunek wybór na kolejną kadencję, zakładając, że Senat, jako izba zagrażająca finansom państwa, nie zostanie rozwiązany), nie zrobi na nas najmniejszego wrażenia.

Zaraz, gdzieś słyszałem te słowa… czy ktoś pamięta, kto wypowiedział słynną sentencję pt. „POMOŻECIE?”. Panie Senatorze, cała nadzieja w Panu – POMOŻEMY i to w zdobyciu każdego, nawet unikalnego zawodu lub… sprawności!

Poważnie!

Mariusz R.Fryckowski