Historia „szprycowanym mięchem" pisana

Pracownik zakładu mięsnego wkłada niewielki kawałek szynki do specjalnej maszyny. Po chwili dziesiątki igieł pompują w tę wędlinę fosforany, rakotwórcze substancje konserwujące i wzmacniacze smaków. Efekt? Z ważącej kilogram szynki wychodzi kawałek o wadze dwukrotnie większej – by producent zarobił krocie! Takie napompowane chemią mięso trafia potem do sklepów. A my to kupujemy i się trujemy! Co gorsza, to wszystko jest legalne…

Jak to możliwe? To, czego nie zabrania prawo jest dozwolone i maszyneria kręci się i to dosłownie! Jak to możliwe, że z kilograma dowolnego mięsa można dosłownie przetworzyć to samo mięso w taki sposób, aby jego objętość powiększyła się nawet dwukrotnie! Służą do tego specjalne maszyny (nastrzykiwarki) i to silnie wyrafinowane, bo pod kontrolą bardzo precyzyjnego komputera. Wystarczy zwyczajny kawałek mięsa wrzucić do maszyny, a zestaw igieł wpompuje weń specjalny płyn wprost do tkanek, rozpierając je tak skutecznie, że nic nie wypłynie. Oczywiście ktoś uparty może przekonać się i to dosłownie, z czym ma do czynienia odciskając plaster gotowej już wędliny, na kawałku papierowego ręcznika.

Nie inaczej jest z wędlinami, które powinny być uwędzone, właśnie, powinny, ale nie są. Wystarczy specyfik w płynie, o aromacie wędzarniczym, a pozostała procedura jest już nam znana. Po chwili mamy gotowy, pachnący produkt, już za chwile zgodny z normami Unii Europejskiej, która zabroni polskim wędliniarzom procesu wędzenia. 

Kto stosuje podobne praktyki? Każda masarnia, w okolicach Tucholi również. Propozycja? Jeżeli masz ochotę na kawałek prawdziwego mięsa, kupuj je wyłącznie w sprawdzonych miejscach i przetwarzaj samodzielnie, a unikniesz… przedwczesnej śmierci. I tak oto  wędliniarz, przepięknie wpisuje się i to świadomie w eutanazję narodu, dając łatwy zarobek podejrzanym indywiduom, zajmującym się ostatnią drogą „smakosza” na tym łez padole.

Zapis oszustwa…

 

Mariusz R.Fryckowski

Wstęp: http://finanse.wp.pl