24 października 2020

Gustaw i ja – obraz słowem malowany

5 min read

Wielu z nas ma niebywałe szczęście, żyjemy w przełomie dwóch wieków. Staliśmy się mimowolnymi świadkami zmian w naszej dość karkołomnej, polskiej rzeczywistości. Owa rzeczywistość dotyczy wielu dziedzin życia, jednak bez wątpienia, jedną z najważniejszych jest ta, zalewająca współczesnych potokiem tandety, która nas zatapia.

„Jeżeli ludzie zachowają Ciebie w swojej życzliwej pamięci,

stajesz się nieśmiertelnym”.

Istnieją też wyjątki…

Nie tak dawno Tuchola gościła gwiazdę ekranu i scen teatralnych, Panią Magdalenę Zawadzką. Nie ma mowy o wcieleniu się aktorki w nową rolę, to raczej oczywistość, która spowodowała, że spod jej pióra „wyszła” niezwykła książka pt. „Gustaw i ja”. To ciekawa propozycja dla czytelnika – konesera, miłośnika talentu i wielu wspaniałych kreacji Gustawa Holoubka. Któż inny, jak nie Jego żona może przybliżyć czytelnikowi tak niezwykłą postać? Promocja książki w Tucholi, to bez wątpienia ważne wydarzenie kulturalne, zwłaszcza wtedy, gdy opowiada o niej autorka.

Czwartkowy wieczór 2011 roku w tucholskiej MBP, był ze wszech miar niezwykły, sposób w jaki opowiadała o książce Pani Magdalena, zmuszał do zadumy, jednak nie brakowało w tym wszystkim jakiegoś pierwiastka nadziei dla tych, którzy chcą, aby pewne sylwetki nigdy nie zniknęły z naszej rzeczywistości, a tym bardziej z pamięci.

Książka jest wspaniałym monumentem, który stawia się ku pamięci kogoś, komu przypisuje się jakieś wybitne zasługi, „Gustaw i ja” spełnia nieco inne kryteria, pamiętajmy o tym, że autorem jest osobą najbliższą nieżyjącemu już aktorowi, to żona. Tylko Ona potrafi tak rzetelnie zinterpretować nie tylko twórczość wielkiego aktora, ale także życie zwyczajnego człowieka z jego wszelkimi słabościami.

Lektura książki budzi różne uczucia, biorąc pod uwagę wszechogarniającą nas współcześnie tandetę, której przypisuje się znamiona sztuki, czy artyzmu, automatycznie odnosimy się do przeszłości, dokonując porównań. To, jak zderzenie z ceglanym murem, który wyrósł na ogarniającej nas ze wszystkich stron komercji. Niemożliwym stało się oddzielenie sztuki od dóbr doczesnych, które same w sobie stały się celem. Sztuka, to coś znacznie poważniejszego, coś, czego nie można przeliczyć na pieniądze. Ideałem jest oczywiście układ, gdzie oba elementy można pogodzić.

Pamiętam jeden z pierwszych filmów Gustawa Holoubka, utrzymany jeszcze w konwencji czerni i bieli – „Prawo i pięść” z wyjątkową interpretacją piosenki w wykonaniu Fettinga. Krytycy mówili o nim, że to pierwszy polski film utrzymany w konwencji westernowej. Jakiś kompletnie idiotyczny osąd w który wpleciono w powojenną, polską przeszłość, gdzie szabrownictwo było czymś oczywistym.

Każda z ról Holoubka stawała się wydarzeniem, nie musiał przybierać masek, nie potrzebne mu były kostiumy, peruki, „dziwne” środki wyrazu, wystarczył głos, mimika twarzy, mowa ciała. Był mistrzem, który gdyby zaszła taka potrzeba, mógłby zagrać nawet kuchenny zydel w taki sposób, aby wzbudzić emocje u widza. To dar, który nie jest dany każdemu.

Cieszmy się, wśród nas są aktorzy „dawnej szkoły”, którzy ciągle grają, choć nie często, ale egzystują we współczesności tworząc i odtwarzając role. Prócz tego, że ich życiem jest scena, mają tę niebywałą umiejętność, że potrafią swój artyzm przelać na kartki papieru, które wystarczy zespolić, by powstała książka. Magdzie Zawadzkiej się udało, a innym?

Wielkim, moralnym zdrajcą okazała się telewizja, która potrafi wykreować, ale także zniszczyć aktora. Może nie warsztatem, a brakiem pamięci o twarzach, którymi swego czasu pasjonowały się miliony Polaków. Te filmy współcześnie określane są mianem „kultowych”, choć w wielu przypadkach, były wyłącznie poprawnie stworzone, dzięki dobrym scenariuszom i genialnej obsadzie. Tytułami możemy sypać jak z przysłowiowego rękawa.

Czy o współczesnych, telewizyjnych produkcjach będziemy po latach mówić tak samo? Nie! A może w twórczości kinowej dzieło tworzenia wygląda bardziej zachęcająco? Wszystko uzależnione jest od reżyserii. Jesteśmy w niej potęgą, ale nie zawsze tak będzie, to pewne i typowe dla teraźniejszości.

Wrażliwość, to chyba najważniejsza cecha, którą scharakteryzować można każdego, kto nie pozostaje obojętny na dorobek artystyczny twórcy lub odtwórcy. Holoubek łączył te „przypadłości”, mógł wszystko, łącznie z zajadaniem się chlebem posmarowanym grubo smalcem.

Tuchola to miasto, które posiada coś unikalnego – ma klimat, który sprzyja tym, którzy tworzą, by po chwili stać się odbiorcami: słów, strof, obrazów, rzeźb, nut. Wrażliwość na wszelkie przejawy kultury i sztuki są jakby zapisane w kodzie DNA każdego mieszkańca Tucholi. Co ważne, nieprawdą jest stwierdzenie, że dotyczy to wyłącznie tych, którzy kroczą przez życie z bagażem doświadczeń.

Będąc po drugiej stronie kamery, widzi się więcej, a bywa tak, że w pewnych chwilach należy sprzęt zwyczajnie wyłączyć, ufając swojej pamięci, zatajając wątki bardzo osobiste filmowanych osób.

Książka Pani Magdaleny Zawadzkiej spełnia jeszcze jedną ważną rolę, nie mam wyjścia i musze użyć tak niesprawiedliwego określenia, jednak w moim mniemaniu słusznego…, „Gustaw i ja”, jest książką wręcz terapeutyczną dla każdego, kto utracił w swoim życiu kogoś bardzo bliskiego. Książka uczy nas, jak przetrwać trudne chwile. Zawadzka po mistrzowsku dokonała tego w każdym zdaniu, w każdym rozdziale. Z treści tchnie nie tylko wielkie uczucie, ale także próba pogodzenia się z nieuchronnością zmian i ich akceptacją. Autorka skomponowała całość w taki sposób, że mniej uważny czytelnik, z pewnością te niuanse wychwyci, pośród dokumentów, zdjęć, anegdot i przypowieści.

Jest coś jeszcze, „Gustaw i ja” tchnie siłą na przyszłość, tej książki nie można ominąć i nic w tym dziwnego, że po kilku tygodniach od chwili ukazania się jej na półkach księgarskich, stała się jedną z najważniejszych w tym kończącym się roku.

Na spotkanie z autorką przyniosłem egzemplarz, który kupiłem w jednej z tucholskich księgarń, jednak nie odważyłem się poprosić o dedykację i autograf, wystarczy mi film, do którego fragmentów zapraszam…

______________________________

Mariusz R.Fryckowski

Galeria zdjęć dostępna w naszym fotoblogu.

 

 

 

 

 

 

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook