pon. Sie 26th, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Sól z niespodzianką

3 min read

To wbrew chemicznym regułom? Nie do końca, zwłaszcza w chwili, gdy okazało się, że jeden z najważniejszych specyfików potrzebnych do funkcjonowania organizmu okazać się może… trucizną. Nie, nie ma to nic wspólnego ze złośliwością natury, wręcz przeciwnie, to efekt głupoty człowieka, a właściwie przestępcy – truciciela.

Od kilku dni wszyscy mówią o tym, że od dziesięciu lat ktoś usilnie podtruwa nas w sposób niezwykle konsekwentny solą, która jest taką tylko z nazwy.

Komuś zachciało się szybkiego zysku i dzięki „sprytowi” przemianował sól drogową w kuchenna, którą bez najmniejszych zastrzeżeń zastosowali w produkcji swoich wyrobów piekarze, masaże, przetwórcy i Bóg raczy wiedzieć, kto. Zakładając, że nie mamy do czynienia z kolejną próbą odwrócenia uwagi opinii publicznej od bardziej palących problemów (patrz ptasia grypa inne polityczne kataklizmy), kreśli się przed nami niezwykła historia. Oczywiście, miłośnicy teorii spiskowych mają kolejnego haka na to, że to zmowa wszystkich tych, którzy chcą zmniejszyć ilość Polaków, eliminując ich „chemicznie”.

Problem w tym, że tak do końca nikt nie wie, co zawiera sól drogowa. Jedni przebąkują coś o związkach siarki, inni mówią o pierwiastkach metali ciężkich, a jeszcze inni bagatelizują sprawę mówiąc, że taka sól w małych ilościach jest praktycznie nieszkodliwa dla organizmu ludzkiego. Cóż, prawda jak zawsze leży gdzieś po środku, jednak nie mamy na to większego wpływu, możemy jednak zadawać pytania, na które ze świecą szukać odpowiedzi w mediach. Mianowicie, kto jest sprawcą, kto kupił ów specyfik, jaką ilość i w jakim opakowaniu trafił do handlu. Jest coś jeszcze, dlaczego do tej chwili nie pojawiła się lista producentów żywności, którzy skażoną sól ulokowali w swoich przetworach?

Nie doczekamy się odpowiedzi, a jeżeli nawet, dotyczyć to będzie firm, które w przyszłości trzeba będzie „wykończyć” z wielu powodów.

Motorem polskiego, dzikiego, pełnego afer kapitalizmu są zyski wypracowywane za wszelką cenę. Wmawianie nam, że artykuły spożywcze zawierające nieanalizowalne świństwa właśnie wycofano z handlu, to utopia, gdzie średnio sprytny kontroler wietrzy możliwość szybkiego dorobienia do skandalicznie niskiej pensji urzędnika. Co tam obywatel, ten ma tylko trzy zadania: rozmnażać się, żyć 67 lat i „bez ceregieli” – umrzeć. Człowiek to nie koń, tym bardziej świnia, zje wszystko w przeciwieństwie do swoich czworonożnych przodków, którzy prócz wyostrzonych zmysłów mieli…instynkt samozachowawczy.

Jestem przekonany o tym, że głównymi odbiorcami produktów zawierających skażoną sól były wszystkie sieci supermarketów, dyskontów i innych molochów. Jasnym jest, że masarnie prywatne, szukając oszczędności, również korzystały i to całkowicie świadomie z soli pochodzącej z niewiadomego źródła. Jak to możliwe, że firmy posiadające swoje laboratoria tak bezkrytycznie korzystają z produktów, które opatrzone są na opakowaniach nalepami świadczącymi o ich legalności? Czy tak ufamy sobie wzajemnie w czasach, gdy każdemu zależy na dorobieniu się majątków w ciągu jednego roku?

Podziwiam moralność sprawców, pewnie dlatego byłem, jestem i będę zwolennikiem przywrócenia drakońskich kar dla przestępców, dybiących na życie i zdrowie przeciętnego obywatela. Że co? Że nie ma dowodów na to, że nikt nie umarł z powodu „przedawkowania” soli niewiadomego pochodzenia? Zapewniam, takich statystyk nie ma i nigdy nie będzie, wszak Polska „słynie” ze „świetnych wyrobów”, opartych na naturalnych składnikach. Jeden już znamy, możemy go, co roku zdrapywać wraz z rdzą z karoserii naszych samochodów i…butów, teraz możemy go… zjeść.

Smacznego!

Mariusz R.Fryckowski