31 października 2020

„Śpiewał felietony” – odszedł Mistrz słowa…, Wojciech Młynarski

2 min read

Wczoraj wieczorem, polskie środowiska twórcze przeżyły głęboki szok. Chociaż wszyscy wiedzieliśmy o tym, że stan zdrowia Mistrza Wojciecha Młynarskiego jest zły, to jednak do póki życie trwa, jest również nadzieja. Ta, właśnie odeszła…

Pozostawił po sobie gigantyczny dorobek – ponad 2000 tekstów, właśnie…, w wielu wywiadach mówił o tym wprost, skromnie, że jest tekściarzem. Jednak, właśnie one wywarły głębokie piętno na kilku generacjach Polaków. Jego piosenki są aktualne do dzisiaj, właśnie na tym polegał geniusz Mistrza, miał niesamowitą wręcz wyobraźnię, którą łączył z obserwacją codzienności. W innym wywiadzie mówił o tym, że inteligentnemu kabaretowi dorównało życie i tutaj także trudno się z Nim nie zgodzić.

Pilny Czytelnik TOKiS-a doskonale wie, że i my tworząc liczne figury retoryczne, tak naprawdę, garściami czerpaliśmy z twórczości Pana Wojciecha. Swoistym wzorcem był również dla poetów, również tych lokalnych, którzy od lat z powodzeniem zdobywają szerokie uznanie wśród innych twórców i czytelników.

Dlatego poprosiliśmy o wypowiedź jednego z nich – Pana Kazimierza Rinka, który prawdopodobnie jako jedyny

dziennikarz, przed laty, przeprowadził wywiad z Mistrzem Wojciechem Młynarskim. Ten ukazał się na łamach jednego z najlepszych i najbardziej niedocenionych pism w dziejach Tucholi:  „BOROWIACKICH WIEŚCI” ( ten wywiad wkrótce przypomnimy).

To był całkiem spory wywiad, przyprawiony misternie naszkicowaną karykaturą Mariana Thiede. Pamiętam doskonale tytuł rzeczonego inteview; JEST JESZCZE DUŻO MUZYKI DO NAPISANIA W C-DUR. Rzecz miała miejsce za kulisami Teatru Polskiego w Bydgoszczy, po recitalu Artysty, wiosną 1991. Myślę, że odszedł Artysta jedyny w swoim rodzaju, unikalny, niepowtarzalny, obok A.Osieckiej niekwestionowany Mistrz i Poeta polskiej piosenki. Jego specyfiką był „śpiewany felieton”, w którym to rzadkim gatunku nie miał sobie równych, dlatego za życia stał się klasykiem rodzimej estrady. Autorytem i układem odniesienia w tej branży. Jego teksty cechowała subtelna publicystyka, cięty, lwi pazur błyskotliwa inteligencja i przepyszny dar obserwacji. Kontynuował zarazem wspaniałą tradycję rodzinną, wszak jego dziad, Emil Młynarski był założycielem Filharmonii Narodowej (1901) i pierwszym jej wybitnym dyrygentem.

Młynarski stworzył setki tekstów, pisanych dla niezliczonej ilości rodzimych wykonawców i sam zwykł mawiać o sobie; – jaki tam ze mnie poeta, jestem tylko na solidną miarę skrojonym tekściarzem. Dotkliwie, najdotkliwiej zabraknie Go w nadwiślańskim pejzażu muzycznym, ale przetrwa to, co po sobie pozostawia – jego imponujące na tym gruncie dzieło. MOJE ULUBIONE DRZEWO… ta piosenka o jego ukochanej leszczynie nabiera dziś iście symbolicznego znaczenia. Niech odpoczywa na zawsze w jej miłośnie kojącym cieniu…


Mariusz R.Fryckowski

Kazimierz Rink

fot. YouTube

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook