23 listopada 2020

TELEWIZYJNO FILMOWA AGENCJA PROMOCYJNA

TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA i SPOŁECZNA tokIs – press tv

Tabakiera dla nosa, czy nos dla tabakiery? O "tucholskiej PUP-ie" słów kilka…

7 min read

SONY DSCCzasami moje zdumienie osiąga apogeum, kiedy pilnie wsłuchuję się w wypowiedzi osób, które odpowiadają za działanie różnych instytucji. Bywa tak, że stają się nawet kalkami tych, którzy w minionym ustroju decydowali o tysiącach. Ich mentalność i niezrozumiały dla przeciętnego zjadacza chleba język, staje się po sekundzie suchym bełkotem, który jest niczym innym, jak pobożnym zbiorem „chciejstw” i braku skuteczności. Zmieniło się tylko jedno – argumenty, albo zwyczajowo… ich brak.

Zastanówmy się chwile nad tym, kim jest urzędnik? Ktoś zapyta… współcześnie? Tak.

To osoba, która musi pełnić formę służebną wobec obywatela, często nieporadnego, przestraszonego, zagubionego. Urzędnik niczym latarnik, ma obowiązek poprowadzić klienta prostą drogą do celu. Jeżeli nie potrafi tego dokonać, jest bezużyteczny i należy go… zwolnić z obowiązków.

35025_264039557064911_2107832956_n

Być może taka metoda spowodowałaby to, że były już urzędnik po drugiej stronie kontuaru Powiatowego Urzędu Pracy zrozumiałby to, w jakim stanie psychicznym, a i często fizycznym znajduje się człowiek, który zwykle od lat pozostaje w stanie zawieszenia pomiędzy brakiem pracy, a samobójstwem. Przesada? Statystyki mówią zupełnie coś innego, choć w skali mojego Kraju.

 

Z wielką uwagą wsłuchiwałem się w słowa pani dyrektor miejscowego PUP-u, podczas wystąpienia, w trakcie trwania 28 sesji Rady Miasta, bodaj w ubiegły piątek. Wrażenia były przytłaczające dla mnie, dość lekko przyjmowane przez zebranych radnych. Być może to tylko subiektywne, moje odczucie, a być może nie. Popatrzyłem na twarze zebranych. Tak, nie mam wątpliwości, nikt z zebranych prawdopodobnie nie dostąpił wątpliwego zaszczytu bycia bezrobotnym – szczęściarze, ci spoza sali go nie mieli – pechowcy? Nie wirtualni, a jak najbardziej realni. Tym bardziej dziwi wypowiedź pani dyrektor – sucha, beznamiętna, monotonna, najeżoną statystykami, prowadząca donikąd. To jakby książkowy przykład tego, że dla urzędu, bezrobotny jest tylko statystyczną cyfrą lub liczbą w dodatku niechcianą!

 

Zaraz, dotychczas myślałem, że to dzięki ludziom bez pracy instytucja taka jak PUP istnieje! Tabakiera dla nosa, czy też nos dla tabakiery? Zadziwiające, jednak nie bardziej niż to…

 

Według statystyki PUP w Tucholi, liczba bezrobotnych w grudniu 2012 roku wynosiła  3.807 osób! To nawet nie jest śmieszne, skąd te statystyki? Urząd nie ma pojęcia o tzw. ukrytym bezrobociu. Według naszych statystyk liczba bezrobotnych w powiecie tucholskim jest przynajmniej dwukrotnie większa, bez brania pod uwagę tych osób, które ze względów czysto ludzkich (czytaj honorowych) do urzędu nie pójdą, bo to zwyczajnie uwłacza ich godności ( nie oznacza to, że są bumelantami!)

 

Zbyt ostre określenie? Niestety nie, idiotyczne przepisy, które nakazują osobie bez pracy wpierw wypełnić druczek, aby móc porozmawiać z „zapracowanym urzędasem” odpychają największego stoika. Już słyszę… to w takim razie to jego sprawa i niech się sam o siebie martwi. I tutaj właśnie dochodzimy do kwintesencji problemu – taki człowiek czuje się upodlony w wyjątkowy sposób. Po pierwsze z takiego powodu, że stracił pracę, często dawno temu, będąc ofiarą przemian ustrojowych w kraju, który zapomniał o swoich obywatelach. Po drugie pomoc urzędnika PUP-u ogranicza się do…, właśnie i tutaj mam problem, który rozwiała pani dyrektor podczas swojego wystąpienia. Mianowicie jest przekonana o tym, że bezrobotni pojawiają się w „Jej” urzędzie tylko po to, aby „kombinować”, wyłudzając opiekę taką, czy siaką. Otóż jest zgoła inaczej, być może pani dyrektor nie jest w stanie tego pojąć, ale ci ludzie walczą o… życie! Bez świadczeń medycznych są już teraz skazani na chorobę, a być może na śmierć. To właśnie ich nie wykrywa kolejny idiotyczny wymysł władzy, który nazwano wdzięcznym, damskim imieniem „Ewuś”. Ewuś rychliwa, ale nie do końca sprawiedliwa, ponieważ notorycznie pomija ludzi, poprzez totalny chaos w ZUS-ie. Sprawa także wymaga kontekstu z udziałem bezrobotnych, których wspomniany wcześniej ZUS także nie widzi. Cała ta instytucja zdaje się być ślepa i często ogłupiała, z nadmiaru bitów informacji w zardzewiałych dyskach swoich komputerów. Kto cierpi? Jak zawsze… my.

 

Pani dyrektor PUP-u łaskawa była wspomnieć o formach aktywizacji bezrobotnych. Oczywiście ma na myśli osławione sześć średnich pensji, które poprzez urząd daje państwo tylko po to, aby pozbyć się z ewidencji niechcianych petentów. Mówimy o kwocie 22.140 zł, czyli zbyt dużo, aby wydać na alkohol z rozpaczy, zbyt mało, aby rozpocząć i poprowadzić działalność gospodarczą, z jakim, takim sukcesem. Otóż, być może pani dyrektor nie wie, ale rozpoczęcie każdej, powtarzam każdej działalności gospodarczej, zwłaszcza w tucholskich realiach to samobójstwo, lub w lepszym wydaniu… pewne wrzody żołądka i nocne lęki. I nie dziwię się temu, że klienci urzędu mają w nosie podobną pomoc, którą pomniejszają dodatkowo jego „specjaliści”.

 

I w tym momencie zatrzymajmy się na chwilę, bo warto.

 

Abstrahując…, jeżeli pójdę osobiście do Urzędu Pracy po wsparcie finansowe, które proponuje mi urzędnik z własnoręcznie przygotowanym planem biznesowym, z którego wynika to, że aby poprowadzić skutecznie redakcję TOKiS-u potrzebuję jedenastu zestawów komputerowych w cenie powiedzmy 1000 zlotych za sztukę, do tego meble, urządzenia peryferyjne oraz inne i udowodnię planując, że w proponowanej kwocie się mieszczę, co zrobi tajna broń urzędu – „specjaliści” od korekty zapędów szaleńca, który porywa się z motyką na słońce? Oczywiście ostudzą mój zapał udowadniając, że pięć zestawów mi wystarczy i obetną mi fundusze np. o połowę. Niestety Drodzy Państwo, tak działa mechanizm, którego nikt nie rozumie. W interesie urzędu jest pozbycie się środków przyznanych, w przeciwnym razie wrócą do budżetu centralnego, a w przyszłym roku PUP otrzyma kwotę znacznie mniejszą. To kolejny nonsens, który wygenerowali sami urzędnicy na własną niekorzyść!

 

I nie dziwię się temu wcale, ze nasz powiat w tej materii mieści się gdzieś pomiędzy możliwościami Zanzibaru, a Etiopii, przynajmniej mentalnie.

 

Urząd pracy jest mechanizmem ze wszech miar niewydolnym, źle działającym, generującym gigantyczne koszty. Co daje w zamian? Zszargane nerwy klientów, dzięki którym istnieje, dodatkowo określając ich „bezrobotnymi”, czyli ludźmi gorszego sortu, wmawiając im, że są zarejestrowani tylko po to, aby naciągnąć Ministerstwo Zdrowia na koszty.

 

Rozwinięte demokracje dawno odeszły od archaizmów PUPopodobnych, stwarzając agencje pracy, gdzie prowadzący je otrzymują wynagrodzenie adekwatne do osiągnięć. Cóż to oznacza? Przedstawiciel takiej firmy zrobi wszystko, aby znaleźć pracę człowiekowi, który jej potrzebuje. Kiedy się uda…  ma z czego żyć. A w u nas? Państwo płaci za wypełnianie góry papierów, tworzenie statystyk i organizowanie kursów, które prowadzą kandydata do… płotu, którego nie przeskoczą, nawet wtedy, gdy dowiezie ich… motorówka.

Urzędy pracy muszą zrozumieć jedno – człowiek pozostający bez pracy nie jest petentem, a klientem, któremu należy się szacunek i rozmowa w miejscu dyskretnym, a nie sterczenie w kilometrowej kolejce po idiotyczny podpis, który ma na celu jego „aktywizację”.

 

Dodatkowo urząd musi mieć świadomość tego, że współczesny bezrobotny, jest tylko takim z nazwy, ci ludzie marzą o stałej pracy, zgodnej z wykształceniem, z dobrą umową, która da im stabilizację i zwyczajny spokój. Niestety, są najbardziej zapracowanymi z ludzi, muszą zapewnić byt swoim rodzinom, więc podejmują wszelkie ryzyko, łącznie z tym najbardziej skrajnym, tak rozpowszechnionym wśród nieuczciwych firm budowlanych.

 

Nikt nie prowadzi statystyk, które określają, ile osób zginęło podczas wykonywania pracy „na czarno”, a to sprawa powszechna.

 

Co pozostaje ludziom pozbawionym pracy od lat? Wyjazd za granice i modlitwa o to, aby się udało. Czym ryzykują? Pożyczonymi od każdego pieniędzmi, za które kupują bilet… w jedną stronę. Czy taki człowiek zwyczajnie zdąży złożyć podpis pod listą, która uprawnia go do dalszego bycia bezrobotnym? Dla pani dyrektor (jak wynika z filmu) taka osoba nie jest bezrobotną, jest kimś niewiarygodnym. A wystarczy być tylko odrobinę bardziej elastycznym czasowo, ale akurat ten pomysł, zatwierdziła obecna ekipa rządząca nie powiatem, a Krajem. Władza dąży do zmniejszenia bezrobocia, niestety… tylko na papierze i poprzez swoich przedstawicieli, którzy są tak skostniali poprzez przepisy i mentalność, że nie narażą się, podejmując decyzje własne. Jakże rozpowszechnione jest obecnie asekuranctwo, bo tylko z takim mamy tutaj do czynienia. Wszyscy boją się odpowiedzialności za własne decyzje, urzędnicy w szczególności.

 

Mariusz R.Fryckowski

 

 

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook