nie. Cze 7th, 2020

Testy zabezpieczeń

2 min read

Zima, to najgorszy czas i jednocześnie ekstremalny test dla dronów wszelkiego rodzaju i przeznaczenia. I problemu nie stanowi niska temperatura, a wiatr i wilgoć. Niewielu operatorów decyduje się na pracę ze sprzętem w takich warunkach, a co jeśli trzeba?

Największym niebezpieczeństwem jest kontakt z czymkolwiek, w sezonie problem stanowią ptaki, zwłaszcza ciekawskie gołębie, broniące rewiru jeżyki, atakujące wszystko mewy i rybitwy oraz sporadycznie ptaki drapieżne, które niczym duchy pojawiają się znikąd. Trzeba zrobić wszystko, a by nic im się nie stało. Problem oczywiście dotyczy również ludzi, nad głowami których wykonywanie lotów, to głupota. Niestety, życie pisze swoje scenariusze i wydarzyć się może absolutnie wszystko i właśnie wtedy, prócz umiejętności, potrzeba zabezpieczeń. Całkowicie chore prawo (ustawy) ustawodawca już dawno powinien wprowadzić procedury, które my stosujemy od dawna. Kiedy zawiodą silniki, lub trzeba je wyłączyć w locie, możliwości są dwie, rozbić urządzenie, lub uruchomić zabezpieczenie, a dron natychmiast wyląduje, nie robiąc nikomu krzywdy.

A co z dronami, które podczas bardzo szybkiego lotu zderzą się z drzewem? Jak się zachowają, które części odpadną, czy mogą zrobić komuś krzywdę? Trzeba to sprawdzić w takim miejscu, gdzie mamy pewność, że nikt się nie pojawi – prywatny las jest idealnym poligonem…

Po co to wszystko? To oczywiste, aby w trakcie prawdziwej pracy z kamerami drona, zrobić to dobrze i bez przygód. Prócz tego ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć i to każdego dnia minimum godzinę, inaczej stajesz się wtórnym analfabetą i tracisz wypracowane odruchy. O ile w plenerze wszystko wydaje się proste, tak loty w halach, to prawdziwe wyzwanie, niestety, jest z tym problem, nie każdy gospodarz obiektu wyraża na to zgodę, pozostają ruiny budynków, ale to opowieść na inną okazję.


(red.)