21 października 2020

Trzech panów w łódce nie licząc psa, czyli… nasi pokonali Wisłę od smoka do Neptuna

3 min read

Nie bez przyczyny przypominamy tytuł znanej książki Jerome K. Jerome, ponieważ tę historie można odrobinę porównać z książkowym pierwowzorem, z drobnym wyjątkiem – nasi bohaterowie mieli ze sobą… otwieracz do konserw.

Media nie odnotowały tego wyczynu z drobnym wyjątkiem, a szkoda, bo pomysł, tylko pozornie był szalony. Postanowili, że w tak nietypowy sposób uczczą 25-lecie odzyskania niepodległości. Na początku było ich czterech, jednak jeden z nich odpadł i licho wie dlaczego, może przyczyną była choroba morska? Właśnie, przez długie dziewięć pracowitych dni ich domem był maleńki jachcik typu Orion, dzisiaj możemy go podziwiać, stoi zacumowany przy brzegu naszego miejskiego jeziorka – Głęboczek. Niewielu jednak wie o tym, że właśnie tą łupinką trzech śmiałków pokonało… WISŁĘ! A wszystko wydarzyło się w czerwcu 2014 roku.

Przygotowania do długiego rejsu trwały wiele tygodni. Zgromadzono zapasy, sprzęt, narzędzia do ewentualnych napraw i… silniki, które jak się później okazało, bardzo się przydały. Skoro silniki, niezbędnym był zapas paliwa. Nikt ich nie sponsorował i nikt nie dotował, sami postanowili, że zrobią coś dla Tucholi. Idea była szczytna, a rozsławienie Tucholi wyłącznie kwestią czasu. oczywistym stało się, ze łódkę ochrzczono jedyną słuszną nazwą – Tuchola HiP.

Kapitanem „statku” został obecny pan prezes Stowarzyszenia Miłośników Borów Tucholskich „Historia i pamięć” ( tutaj nie ma pomyłki) Zbigniew Kabat. Śmiałkowie otrzymali „błogosławieństwo” – dwie flagi od: Burmistrza Tucholi i Starosty Tucholskiego. Uroczyście wciągnięto je na maszt. Zanim jednak łódkę zwodowano, trzeba ją było przewieźć. Wyprawa rozpoczęła się 15 kilometrów od Krakowa. O tym miejscu zdecydowała linia brzegowa.

Wyruszyli 21 czerwca, wielka wyprawa zaczęła się. Kapitana już poznaliśmy, czas na pozostałych członków załogi. To panowie z Męcikału  (Cis) i z Rytla ich tożsamość zachowajmy w umownej tajemnicy, dlaczego? Hmm, tajemnica wojskowa.

Wisła, niby rzeka jak wiele innych, niestety, to pozory, są miejsca, że jest równie dzika jak Orinoko, a sygnalizacja ostrzegająca przed niebezpieczeństwami… iście umowna.  Pierwsze uszkodzenia pojawiły się szybko, to skutek braku przejrzystości wody i zdradliwego dna. Uszkodzenia silników, uszkodzenia kadłuba, w tamtych dniach to był standard. Poradzili sobie ze wszystkim we własnym zakresie, wszak to doświadczeni podróżnicy, choć zwykle ich naturalnym środowiskiem jest głębia. Są płetwonurkami z gigantycznym doświadczeniem. Nurkowali prawie we wszystkich morzach i oceanach, a jednak…, Wisła potrafi zaskakiwać.

Podczas rejsu spotykali się z niezwykłą gościnnością i przyjaznymi gestami mieszkańców miast, miasteczek oraz wsi. W Warszawie powitali ich… policjanci, którzy przygotowali wspaniałą ucztę. Po dniach odżywiania się konserwami, taka zmiana była czymś fantastycznym. Po drodze pokonywali śluzy, to znacznie opóźniało ich rejs. W jednym przypadku z pomocą nadeszli strażacy, którzy przy pomocy specjalistycznego sprzętu przenieśli łódkę kilometr dalej. W tak nietypowy sposób pokonali „zakorkowaną” śluzę i zyskali bezcenny czas.

Ich celem był Gdańsk, dotarli tam 30 czerwca, jednak wcześniej dopłynęli do Westerplatte, upamiętnili tę chwilę w sposób wyjątkowy. W Gdańsku zacumowali obok  Sołdka –  legendarnego masowca o napędzie parowym. Przebyli łącznie ponad 800 kilometrów w rejsie bez wygód, ot, taki patriotyczny, wspaniały zryw trzech obywateli, czyż to nie wspaniałe?

_____________________

(red.)

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook