23 października 2020

Tuchola – miasto wspomnień zaklętych w starej fotografii (cz1)

4 min read

Jest pierwsza połowa lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Do Tucholi, koleją, przybywają pociągi pełne wojska. Na otwartych platformach kłębią się tony przeróżnego sprzętu. Pociągi przetaczane są do miejsc wyładunku. Rzędy samochodów terenowych, ciężarowych, wszędzie mnóstwo ludzi. Obok Bydgoskiej, tuż przy lokalnej nastawni kolejowej zorganizowano polową kuchnię i stołówkę. Żołnierze różnych specjalności, są i… komandosi. Tuchola i okolice stały się poligonem dla wojska. Szczególne działania trwają w sąsiedztwie dawnego poligonu „Heidekraut” – „Wrzos”. W ćwiczeniach biorą również udział okoliczni kolejarze, oddając do dyspozycji wojska swoje pojazdy torowe z własną obsługą.

Okolice nieistniejącej już obecnie nastawni kolejowej w Nowym Młynie.

Właśnie z zawrotną prędkością przeleciał nad głowami  LIM – Mig 17. Ostrzelał jakiś cel. Zbliża się „ciągnik” – specjalna drezyna, która, na co dzień służy do przewozu sprzętu kolejowego. Tym razem zamiast ładunku wiezie komandosów. Pojazd porusza się z prędkością około siedemdziesięciu kilometrów na godzinę. Szybko się zbliża. Żołnierze w jednej chwili w pełnym pędzie, wyskakują z niego. Kilka minut później następują cztery wybuchy – nastawnia przestaje istnieć, a żołnierze znikają jak… duchy.

Wczesnym rankiem nad Rudzkim Mostem.

Z góry dobiegają nas odgłosy czterech potężnych silników odrzutowych. Nisko nad miastem przelatują dwie pary myśliwców, to ponownie LIM-y. Pierwsza wroga, druga przechwytująca cele. Dolatują do „strefy”, tę stanowią okolice Rudzkiego Mostu, dochodzi do walki powietrznej. Terkot myśliwskich KM-mów rozdziera powietrze. Ścigający odnoszą sukces, samoloty oddalają się.

(Wypis z książki autora  „Poligon „Heidekraut” – strefa zakazana”)

***

Tuchola to zaiste niezwykłe miasto, choć współczesnym mieszkańcom wydaje się być nudnym, może nawet trochę prowincjonalnym. Czy to właściwa ocena rzeczywistości? Bez wątpienia nie. Tuchola wielokrotnie była niemym świadkiem niezwykle dynamicznych, często tajemniczych wydarzeń, które dla większości pozostawały kompletnie nieznane. Któż pamięta jeszcze słynny przelot w okolicach Tucholi, niemniej słynnego sterowca „Zeppelina”, albo przyjazd wspaniałych cyrków? Praktycznie nie ma o tych chwilach najkrótszych zapisów historycznych. Dobrze, że równolegle obok oficjalnych, powstawały archiwa prywatne. Coś jednak zachowano od zapomnienia.

Wielokrotnie oknem „na świat” stawał się tucholski dworzec i jego okolice. Wielkie wyładownie towarowe służyły wszystkim. To właśnie koleją docierały do Naszego Miasta towary pierwszej potrzeby, od węgla począwszy, na szampanie kończąc.

Najweselej jednak było wtedy, gdy kawalkady kolorowych, cyrkowych wozów, przy pomocy LANZ – buldogów zjeżdżały z platform kolejowych. Konwój ustawiał się w szeregu, a gdzieś tam na końcu wędrowała karawana największych „atrakcji” – słoni.

I te przepiękne, tucholskie ulice, budynki i zaułki. Cudownie wybrukowane kostką trwałą jak ze spiżu. Granitu nigdy tutaj nie brakowało, kostki były różnej wielkości. Ulicę Chopina, tuż przy krawędzi wybrukowano inaczej. Była znacznie drobniejsza, miała ocień… pochodną błękitu, była tak równo ułożona, że poruszajmy się po niej rowerzysta praktycznie nie odczuwał wstrząsów.

Stare, czarno – białe lub wykonane w sepii fotografie, znakomicie oddają charakter dawnej Tucholi. I wspaniale się stało, że do dzisiaj miasto nie straciło tego wyjątkowego klimatu. Ciągle jest piękne, teraz odnowione, poprzecinane starymi / nowymi ulicami. Trochę jednak śmieszy, że w zależności od dawnych władz i układów, na przemian zrywano stary bruk lub asfaltowano go łącznie z poboczami, które spełniały rolę pasa zieleni. W szczególny sposób utkwiła w pamięci mieszkańców ulica Kolejowa, gdzie wyasfaltowano absolutnie wszystko. Po kilku latach przebijająca się przez masę bitumiczną zieleń, zrujnowała wszystko.

Pomimo tego, że do władz każdego okresu można się doczepić, zarzucając im niekompetencję, lub wręcz nieodpowiedzialność, miasto rozwijało się. Dla większości z nas Tuchola była jak wielki dom, a mijających ludzi traktowało się jak… „domowników”, mówiąc: „dzień dobry”. Zawsze był czas, aby przystanąć, porozmawiać…

Kto pamięta jeszcze knajpkę u Karofa? (a może pisało się to nazwisko przez dwa „f”?)

Obecna starówka

Po prawej stronie miejska rzeźnia.

Obecna ulica Stary Dworzec.

Kino „MIR”,  z rosyjskiego – „świat”

Świecka, zawsze piękna.

Cudowna fotografia oddająca klimat miasta

Tuchola, to również ludzie, powrócimy jeszcze do tego…

Mariusz R.Fryckowski

Fot. różnych autorów.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook