28 listopada 2020

TELEWIZYJNO FILMOWA AGENCJA PROMOCYJNA

TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA i SPOŁECZNA tokIs – press tv

Tuchola. Wielkie problemy małej spółdzielni mieszkaniowej

8 min read

Nie wszyscy wiedzą o tym, że w Tucholi znajdują się aż dwie spółdzielnie mieszkaniowe. Mało tego, ta, którą nas zainteresowano, usytuowana jest przy ulicy Cegielnianej, co dla wielu przyjezdnych stanowi spory problem, ponieważ przy tej samej ulicy znajduje się jeszcze jedno, większe blokowisko. Dzisiaj zajmiemy się Międzyzakładową Spółdzielnią Mieszkaniową (MSM).

m

MSM to dwa długie bloki w których łącznie mieszka kilkaset osób. Do niedawna, śmiało można było powiedzieć, że miejsce to znacznie odbiegało od standardów swojego większego brata, bliżej centrum miasta. Ostatnio sytuacja zmieniła się. Bloki powoli zmieniają swoje elewacje, docieplono je, otynkowano i pomalowano. Zamontowano nowoczesne domofony, wymienione zostały drzwi wejściowe do poszczególnych klatek i piwniczne okna. Dzięki pomocy magistratu, pojawił się również nowoczesny i bezpieczny plac zabaw dla dzieci. Niestety, tę maleńką spółdzielnię trapią spore kłopoty, na które zwrócili naszą uwagę mieszkańcy.

msm

Poprzez nasz profil Facebooka napływać zaczęły skargi dotyczące otoczenia spółdzielni, ściślej, sprawa dotyczy zaniedbań w godziwym utrzymaniu zieleni i otoczenia wokół śmietników. Krytyka jest miażdżącą dla administracji spółdzielni również w sprawie utrzymania czystości w klatkach schodowych i piwnicznych korytarzach. Jak się okazuje, takich ognisk zapalnych jest znacznie więcej. Co ciekawe, dowiedzieliśmy się o nich już nie od czytelników, a od samego pana prezesa MSM.

Administracja MSM

Jest niewielka, składa się z zaledwie dwóch osób: prezesa i pracownika biurowego. Administracja ma swoje biuro w pomieszczeniach piwnicznych bloku 6B.

cam01945

Pan Prezes MSM –  Bogdan Jendrzejewski bardzo rzeczowo odpowiada na nasze pytania. Rzeczywistość jest daleka od optymistycznej. O ile sytuacja finansowa spółdzielni nie jest zła, tak są wielkie kłopoty z pracownikami. Brakuje ludzi, którzy zajmą się utrzymaniem czystości ciągów komunikacyjnych i dbaniem o zielone skwery. Stawka godzinowa nie jest zła, spółdzielnia proponuje 12 złotych za godzinę pracy. Zwrot „pracy”, nie jest przypadkowym. Spółdzielnia nie może pozwolić sobie na utrzymywanie pracowników, którzy pracują przez osiem godzin na zasadzie „czy się stoi, czy się leży…”. Prezes płaci za wykonaną pracę i jest to słuszne.

Jak się okazuje, zainteresowanych umową o pracę … brak! Osoby, które dotychczas podjęły pracę w MSM, zupełnie nieoczekiwanie rezygnują z niej, wybierając zatrudnienie, najczęściej w Niemczech. Tucholanie zwyczajnie wyjeżdżają.

O tym problemie TOKiS pisze od lat, mnożąc zarzuty wobec władz miasta w sprawie „grzechu zaniechania” , czyli  przyciągania do naszego miasta kapitału zewnętrznego (pracodawców). Aby tacy się pojawili, trzeba podjąć się oczywistości – lobbowania na rzecz rozwoju rynku pracy w Tucholi.

MSM jest jedną z ofiar owego „grzechu”. Trudno też dziwić się ludziom, że chcą pracować w godnych warunkach i za godziwe wynagrodzenie. Brak rąk do pracy spowodował, że okoliczne śmietniki ustawione przed klatkami bloków opróżnia sam… prezes!

Słowami jednego z byłych ministrów („ministry”), sorry, taki mamy klimat.

Podsumowując, istnieją problemy kadrowe, dlatego MSM poszukuje pracowników lub firmy, która zajmie się utrzymaniem porządku na swoim terenie.

Świąteczne pozostałości.

Na gruncie MSM istnieje miejsce, gdzie składowane są odpady pochodzenia organicznego. Są to gałęzie, świąteczne drzewka, liście itp. Wygląda to odpychająco, ponieważ sterta rośnie z każdą chwilą, zwłaszcza, że tuż obok  znajdują się działki mieszkańców osiedla.

Prezes zapewnia, że z chwilą, kiedy zakończy się okres wegetacji roślin, sterta zostanie usunięta. Docelowo pojawi się specjalny kompostownik, z zawartości którego będą mogli korzystać działkowcy. Inwestycja nie jest specjalnie kosztowna, dlatego można ją sfinansować z drobnych kwot, które płacą właśnie oni..

Problemy z wjazdem i wyjazdem z osiedla.

To stały problem, który dodatkowo komplikuje obecność sympatycznego sklepiku, który od lat prowadzą te same osoby. Do osiedla prowadzi tylko jedna droga, która krzyżuje się z najbardziej ruchliwą arterią miasta – ulicą Świecką. Wielkim problemem jest wydostanie się z terenu spółdzielni. Duży ruch i kłopotliwe sąsiedztwo – rondo, powodują  drogowy koszmar o każdej porze roku. Dodatkowym kłopotem jest wzmożony ruch pieszych, ponieważ w sąsiedztwie spółdzielni znajduje się szkoła. Piesi całkowicie ignorują pojazdy, przez co dochodzi do sytuacji skrajnie niebezpiecznych. W chwili, kiedy podczas szczytu skumulują się wszystkie sytuacje, a dodatkowo do osiedlowego sklepiku dotrą samochody  zaopatrzenia i pojazdy PK, sytuacja staje się nie do zniesienia. I tak przez prawie 365 dni w roku.

Frustracje mieszkańców sięgają zenitu, stąd pytanie do prezesa, jak chce rozwiązać tę sytuację. Jest antidotum i na tę kwestię. W zamierzeniach pana prezesa ma pojawić się wyjazd, który połączy MSM nie ze Świecką, a z Cegielnianą. Tę jednak możliwość skutecznie wyhamowuje inwestycja, która ma się wreszcie wydarzyć – droga wojewódzka 240 w skład której wchodzi wspomniana Cegielniana, ma zostać wyremontowana i częściowo przebudowana, również w rejonie tucholskiego ronda. W związku z tym, spółdzielnia odsprzedała fragment swojego terenu pod tę inwestycję.

Wyjazd z osiedla ulegnie zmianie, ale potrzeba na to czasu… bliżej nieokreślonego, zwłaszcza, że pan prezes za rok będzie mógł już przejść na emeryturę i zapewne z tego przywileju skorzysta. Problem zapewne przejmie ktoś inny.

Brak miejsc do parkowania.

To również stały problem MSM, chociaż w tej materii sytuacja odrobinę się poprawiła poprzez zaimprowizowane dwa nowe parkingi, które są takimi tylko z nazwy. Stale zwiększająca się ilość pojazdów na osiedlu powoduje niebezpieczeństwo, że w razie pożaru w którymś z bloków, akcja gaśnicza stanie się… niemożliwą! Ta sytuacja jest już bardzo niebezpieczna. Prezes doraźnie chce rozwiązać problem parkowania aut, poprzez przystosowanie części nieuprawianych działek pod ten cel, jednak musi działać zgodnie z przepisami, a te mówią jasno, że parking znajdować się musi w odległość nie mniejszej, niż 15 metrów od budynków. W zasadzie, wspomniany teren będzie się kwalifikował do tych celów.

Długofalowo prezes spółdzielni ma inny pomysł. Chętnie podjąłby się wybudowania parkingu podziemnego. Na nasz argument dotyczący kosztów odpowiada, że to kwestia zaciągnięcia kredytów i spłacenia ich przez użytkowników  miejsc parkingowych w tej konstrukcji. Jest to zadanie wykonalne, ale z pewnością wzbudzi kontrowersje wśród mieszkańców.

Akcja zima.

To najgorszy okres roku dla mieszkańców tej niewielkiej społeczności. Od lat problemem jest odśnieżanie i znowu powracamy do kwestii pracowników, a właściwie ich braku. Czas biegnie szybko i tylko patrzeć, kiedy nadejdą pierwsze mrozy. Ktoś musi zadbać o wyjście z klatek schodowych i ktoś musi zadbać o drogę osiedlową. Pewne nadzieje budzi próba pozyskania firmy, która tym problemem się zajmie. Prezes oczywiście nie wyklucza też zatrudnienia pracownika. Wszystko zależy nie od pieniędzy, a od chęci ludzi.

„Piwniczny” problem.

W blokowych piwnicach znajdują się skrzynie z piaskiem. To pierwsze, widoczne, elementy przygotowań do zimy. Niestety, nie można z niego ( piasku) skorzystać, ponieważ o zgrozo, niektórzy mieszkańcy zrobili sobie z nich… pisuary! Mamy XXI wiek, jak to możliwe?

Prezes nie pozostawia złudzeń, to wina młodych ludzi, którzy w weekendy urządzają sobie w osiedlowych piwnicach „imprezy”. Śmierdzi, ale to już kwestia kultury mieszkańców – dodaje. Przykre, ale rzeczywiście, coś w tym „układzie” szwankuje. Tym bardzie,j blokowisko potrzebuje stałego dozoru, tylko po co, skoro sami mieszkańcy powinni reagować. Nie robią tego, a żądają porządku? Prawdopodobnie zapłacą za to dodatkowo.

Sprawa zanieczyszczania pomieszczeń piwnicznych, to zaledwie „kwiatek do butonierki”, ponieważ jeszcze do niedawna mieszkańcy w swoich piwnicach trzymali włączone lodówki, wierząc w to, że oszukają liczniki prądu. Prezes ukrócił ten proceder, poprzez obniżenie napięcia w sieci. Efekt? W piwnicach panuje półmrok, ale w ten sposób spółdzielnia ma oszczędności, a lodówki… zniknęły.

Paląca młodzież z „zawodówki”.

Ten problem również istnieje od lat. Ulubionym miejscem palaczy są tyły osiedlowego sklepiku. Od czasu do czasu pojawia się policyjny radiowóz, przez chwilę jest spokój, choć młodzież przenosi się na ten czas w okolice osiedlowych garaży i na skryte w zieleni osiedlowe ławki. Problem nie do rozwiązania, ale tylko pozornie, ponieważ sprawą powinno zająć się również grono pedagogiczne pobliskiej szkoły. Niestety, to tylko pobożne życzenia.

Prezes, aby złagodzić ten problem, będzie prosił o pomoc tucholskich policjantów. Nieocenionym w tych rozmowach będzie dzielnicowy.

Pojemniki na śmieci i porządek wokół nich.

MSN boryka się z dokładnie tym samym problemem, co inne spółdzielnie rozsiane po całej Polsce. I tutaj podrzucane są śmieci, przez ludzi, którzy nie mieszkają w tym miejscu. Do pojemników trafiają różne przedmioty, które nie są w żaden sposób segregowane. „Gabaryty” trafiają obok kontenerów. Ci ludzie świetnie zdają sobie sprawę z tego, że za wszystko zapłaci ta mała społeczność. To zwyczajnie nie jest w porządku. Mieszkańcy wiedzą kto i kiedy, ale nie reagują, aby zwyczajnie nie być narażonym na niepotrzebne scysje. Swoista znieczulica? Nie, tym problemem powinny zająć się odpowiednie służby. Być może teraz się to zmieni, kiedy prezes dojdzie do porozumienia z lokalnymi policjantami.

Oczywiście, problem rozwiązałoby stworzenie zamykanego boksu, szlabanu przed wjazdem na teren osiedla, jednak w tej kwestii trzeba liczyć się z kosztami, podobnie jak z ewentualnym monitoringiem, który prezes planował  przed wielu laty. Niestety, plany zawiodły. Wydawałoby się, że wszelkie kwestie sporne można rozwiązać na drodze kompromisu w czasie tzw. walnych zebrań mieszkańców osiedla. Niestety, liczba uczestniczących w nich jest znikoma. Problem można rozwiązać w bardzo prosty sposób, prezes musi ustalić je w takich godzinach, aby każdy z mieszkańców fizycznie mógł w nich wziąć udział. To tylko kwestia uzgodnień i samodyscypliny. Mieszkańców stać na to.

Międzyzakładowa Spółdzielnia Mieszkaniowa, to swoisty ewenement. Mieszkańcy tej niewielkiej społeczności doskonale się znają, przyjaźnią, odwiedzają. To jedna, wielka rodzina, ale faktem jest też to, że część z nich już się wyprowadziła, zachowując jednak swoje mieszkania. Obecnie są one wynajmowane i siłą rzeczy potrzeba czasu, aby nowi mieszkańcy dostosowali się do panujących w tym miejscu zasad i reguł. Potrzeba cierpliwości i kompromisu, to normalność, ale administracja osiedla zwyczajnie musi działać w zgodzie i dla mieszkańców, którzy za to słono płacą. Innego wyjścia nie ma i nie będzie.

_________________

(red.)

 

 

 

 

 

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook