21 kwietnia 2021

TELEWIZYJNO FILMOWA AGENCJA PROMOCYJNA

TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA i SPOŁECZNA tokIs – press tv

Tucholski Ośrodek Kultury dorabia bokami? Dlaczego? (felieton autorski)

4 min read

Powraca sprawa, o której informowaliśmy już wielokrotnie, niestety… bezskutecznie. Komu i czemu służyć powinna tak zacna instytucja, jaką jest Tucholski ośrodek Kultury? Jak Państwo myślicie?

Przecież to oczywiste – ludziom. Instytucja ta ma określone zadanie – krzewienie kultury wśród mieszkańców, organizację wystaw, spotkań artystycznych, tworzenie kółek zainteresowań, aby aktywizować lub wręcz uwrażliwiać tych, którzy mają większe ambicje, niż mecz oglądany w telewizji, czy butelka piwa opróżniona w Zamkowym Parku, tuż pod nosem młodych policjantów, przynajmniej kiedyś.

W zasadzie, prócz utrudnionego dostępu do wystaw ( drzwi do ekspozycji są zwykle zamknięte, to zniechęca zwiedzających) tucholski TOK jakoś tam funkcjonuje. Owa „jakoś” jak się okazuje ma głębszy podtekst, a to w kontekście i tutaj sporo osób zadziwię, bo – telefonu.

Ktoś powie, o czym autor bredzi? Nie do końca tak jest, a szara tucholska rzeczywistość, gdzie firmy z zewnątrz szukają łatwego zarobku, lub dosadniej – „jeleni” są wśród nas i zarabiają naszym kosztem.

Od wielu miesięcy mieszkańcy Tucholi, którzy nieopatrznie skorzystali z usług firmy, która ich nazwiska umieściła w tzw. „książce telefonicznej” zarówno teraz, jak i wiele lat wcześniej, są nękani rozmowami z przedstawicielkami firm wielobranżowych, które o dowolnych porach dnia, wieczoru, a nawet w weekendy namawiają do „odwiedzin”.

Zwykle odbywa się w to w ściśle ustalony sposób, według schematu: rozmowa nie może być zidentyfikowana, telefon wyświetla ją jako „anonimową”, potencjany klient nie ma możliwości reakcji. Następnie rozmówczyni przedstawia się, zwykle szybko i w taki sposób, aby indagowany nie mógł zapamiętać nazwiska. Potem schemat się zmienia, a rozmówczyni szuka sposobności do zacieśnienia kontaktu z rozmówcą, wkracza pierwiastek poufałości, inaczej mówiąc, indagująca używa imienia rozmówcy wbrew wszelkim zasadom kultury.

Sposobów manipulacji podczas rozmowy jest sporo, jednak niezbyt rozgarnięte telefonistki stosują tylko jeden schemat, wytrenowany podczas kursów ze zleceniodawcą. W naszym przypadku firma, ma konkretny cel – pierwszy element ewentualnego sukcesu –  dąży do spotkania z nami, a w efekcie do zwiększenia prawdopodobieństwa sprzedaży produktu lub usługi, (kiedy do spotkania dojdzie, a potencjalny klient jeszcze się waha, sprawę rozstrzygają drobne upominki, lub szybkie wytworzenie zażyłości. To bardzo oklepany ciąg wydarzeń, ale ciągle skuteczny w małych ośrodkach, o przewadze mieszkańców w wieku starszym lub starczym)

Rozmowa kończy się zawsze w ten sam sposób, aby nie sprawiać wrażenia zbyt natarczywego, proponuje się nam przesłanie zaproszenia, które do czegoś obliguje nas, a składającemu ofertę, daje konkretne dane statystyczne ważne podczas organizacji spotkania.

I dochodzimy właśnie do sedna sprawy, ponieważ praktycznie wszystkie spotkania mają  wspólny mianownik, tylko jedno miejsce – Tucholski Ośrodek Kultury właśnie!!!

Skąd wziął się ten idiotyczny pomysł? Kto na to pozwolił? Czy tucholski TOK jest tak źle dofinansowany, że musi „robić bokami”?

Kilka dni temu znany z wielkiego i małego ekranu aktor i satyryk – pan Tadeusz Drozda wypowiedział jakże znamienne w skutkach słowa:, „aby zapełnić widownię publicznością, oczywiście współcześnie, nie można rozprowadzać biletów, bo nie przyjdzie nikt. Nigdzie w Europie, a tam, nawet na świecie nie ma takiego fenomenu jak w Polsce, że artysta robi za darmo”.

To oczywiście patologia, wiadomo, artyści są tylko ludźmi i muszą zaspakajać podobne potrzeby, jak zwyczajny Kowalski. Opłata za obejrzenie każdego spektaklu, wysłuchania koncertu jest czymś oczywistym, skalkulowanym na takim poziomie, aby widz mógł zażyć innej, niż masowa rozrywki. Jeżeli takie przedsięwzięcia organizowane są przez przez placówki kulturalne, jest to słuszne, mądre, oczywiste. Jeżeli jednak kosztem wartości wyższych kupczy się jak kramarka pomieszczeniami, współpracuje z firemkami, których cel jest jasny i prosty, ze szkodliwym oddźwiękiem, mamy do czynienia z patologią. Kto powinien otrzymać za to żółtą kartkę? Ktoś, kto nie ma bladego pojęcia o prowadzeniu tak ważnej jednostki, która stanowi o czymś więcej, niż prestiżu miasta, choć w krytykowanych przypadkach nie zawaham się użyć określenia – „patologii mentalnej i proceduralnej w świątyni kultury”.

Jak walczyć z natrętami, którzy nie dają nam spokoju w domowym zaciszu? Precedensy już były, można pozwać przed oblicze sądu firmę, która nas nęka, zwykle proces jest tylko formalnością, kwestią otwartą pozostaje kwota odszkodowania. Można też pójść na skróty i przeprowadzić „męskie rozmowy” z zarządzającymi placówką kultury, w tym przypadku w Tucholi.

Można także odwiedzić słynne pokazy i publicznie skrytykować metody, które stosują handlarze. Ostatnia metoda jest najbardziej skuteczną, odstrasza natrętów raz na zawsze, niestety, takich firemek są tysiące w skali kraju, miliony w skali świata.

 

Mariusz R.Fryckowski

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook