pon. Wrz 23rd, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Uratowali rannego bociana, czyli… „chybotliwy” czubek góry lodowej

5 min read

Bocian, jakże to sympatyczny ptak, gdyby nie historyczny orzeł w dodatku w koronie, zapewne właśnie on byłby naszym symbolem. Polacy kochają te wyjątkowe ptaki, a one, jak każdego roku, choć  narażone  na śmierć podczas podróży, powracają do polskich gniazd.

Trudno dziwić się innym krajom, że zazdroszczą nam tego faktu. Bocian, to również symbol nadziei, zwłaszcza, kiedy szybuje nad czyimś domostwem, ku radości lub przerażeniu męskiej części społeczeństwa:)

Nie ma też nic specjalnego w tym, że kiedy widzimy, poczciwego boćka jest w potrzebie, chronimy go i bronimy, tak właśnie postąpiła mieszkanka ulicy Czerskiej w Tucholi, która udzieliła pomocy rannemu ptakowi.

Koniec poprzedniego tygodnia, długo oczekiwany piątek, wszyscy cieszymy się z tego, że mamy prawie trzy dni odpoczynku z daleka od pracy, obowiązków, kłopotów. Błogi odpoczynek… nareszcie! Niestety, właśnie ten dzień przyniósł sporo kłopotów pani, która ratowała rannego bociana. Przyczyna? Dzielna mieszkanka Tucholi chciała poprosić o pomoc kogoś, kto odpowiada za pomoc dzikim zwierzakom w takich przypadkach.

Niestety, był z tym problem, bo tak naprawdę, kto tak właściwie ma obowiązek zajmowania się chorymi lub padłymi dzikimi zwierzętami?

Teraz nie mamy wątpliwości, wszystko stało się jasne, odpowiedzialna jest konkretna osoba – pracownik gminy. Oczywiście, nie musimy znać numeru telefonu do urzędnika, wystarczy, że o sprawie poinformujemy np. policjantów. Oni (dyżurny) dysponują listą telefonów do urzędników i bez trudu powiadomią osobę odpowiedzialną. Coś jednak tego dnia się rozchwiało, skoro telefon tego, konkretnego urzędnika… milczał.

Tak przynajmniej twierdzi Starosta Tucholski, pan Michał Mróz.

Problem narasta

Bocian ma złamaną nogę, liczy się czas, kto może pomóc? Ten obowiązek przejęło tamtego dnia Starostwo Powiatowe w Tucholi. W sprawę osobiście zaangażował się starosta. Z pomocą nadszedł miejscowy weterynarz, który udzielił ptakowi pierwszej pomocy. Niestety, nasze miasto nie ma miejsca w którym ptak przeszedłby pełną rekonwalescencję. Potrzebą chwili stała się pomoc kogoś z zewnątrz.

We współpracy z weterynarzem poproszono o nią znakomitą instytucję z Bydgoszczy Animal Patrol Kobylarnia. Prócz tego, że  mają warunki, aby pomóc zwierzakom,  ci dzielni ludzie kochają zwierzęta i są do dyspozycji przez całą dobę. Animalsi przyjechali do Tucholi i zabrali rannego boćka. Według pana starosty, rokowania były dobre, wszystko powinno zakończyć się pomyślnie, ptak powinien odzyskać pełną sprawność.

Czy dojdzie do urzędniczego kompetencyjnego sporu?

Starosta ma uzasadniony żal do władz gminy o to, że tym razem stworzony system nie zadziałał. Prawdopodobnie pójdzie nawet o krok dalej i wystosuje oficjalne pismo  w tej sprawie do Burmistrza Tucholi.

O co tak właściwie chodzi?

Można się obawiać tego, że ranny bociek przelał właśnie czarę goryczy, która potwierdza nasze obawy o to, że obaj włodarze mają poważne problemy z komunikacją, a to bardzo źle wróży na przyszłość.

Oba urzędy dzieli odległość około kilometra, oba też mają chyba sprawne telefony, wystarczy się porozumieć, ot i wszystko.

Zadziwia też sytuacja i tutaj możemy się mylić, skoro urzędnik odpowiadający w sytuacjach kryzysowych za dzikie zwierzęta nie odbiera telefonu, co jest naturalnym , krokiem? To oczywiste, wykonanie kolejnego, bezpośrednio do burmistrza. Możemy wykluczyć to, że i jego telefon pozostanie głuchy.

To…, o co tutaj chodzi? Być może o zasady, które zostały właśnie złamane. Powiedzmy sobie szczerze, wiele razy widujemy, zwłaszcza na drodze, potrącone, prawie zawsze martwe zwierzaki, które usuwane są po długim czasie.  Panuje w tej materii powszechna znieczulica. Słabo reagujemy w takich momentach, a bez nas o sytuacji nie dowiedzą się służby. O patrolach zajmujących się takimi sprawami możemy zapomnieć. Tuchola, to nie Nowy Jork, a szkoda, jesteśmy podobno stolicą Borów Tucholskich.

Można też wyczuć zupełnie inną sytuację, gdzie okaleczony bociek stanie się przyczynkiem do czegoś znacznie poważniejszego. To oczywiście kolejna spekulacja, której jednak nie możemy wykluczyć.

Każdy urzędnik podchodzi do rozwiązywania trudnych spraw bardzo ambicjonalnie (spróbujmy w to uwierzyć). Jeżeli do Burmistrza Tucholi trafi oficjalne krytyczne pismo od Starosty Tucholskiego, to jaka będzie reakcja adresata? Łatwo to sobie wyobrazić, będzie eskalacja niechęci, a ta zwykle prowadzi do otwartego konfliktu. Nikt na tym nie zyska, zwłaszcza teraz, gdzie kwestią otwartą jest najbardziej paląca sprawa, próba zatrzymania w rękach miasta, Muzeum Borów Tucholskich, które w trzech transzach ma zostać sprzedane marszałkowi województwa, za „zawrotną” kwotę 170 000 złotych. Uściślijmy, pan burmistrz chciałby odkupić muzeum, płacąc za nie żywą gotówką praktycznie natychmiast.

Może właśnie tutaj jest pogrzebany, przysłowiowy pies? Tego nie wiemy, spekulujemy twórczo, ale i tego wykluczyć nie można. Dlaczego? Może problem stanowi ewentualne wycofanie się z ustnej (jak mniemamy) obietnicy danej właśnie marszałkowi w ej sprawie? Jak zachować twarz? Może to tutaj tkwi problem?

Marszałkiem nie do końca trzeba się w tej sytuacji przejmować, zrozumie, zwłaszcza, że nie pozostaje głuchy na prawidłową ocenę podobnych sytuacji, gdzie część lokalnej społeczności nie jest przekonana, o trafności decyzji sprzedaży muzeum, czy innego obiektu komuś obcemu.

Kierując się lokalnym patriotyzmem, bliższa koszula ciału, można warto wypracować dobry kompromis, właśnie z kimś tak zdecydowanym jak ewentualny kupiec – Burmistrz Tucholi, ściślej – gmina. Muzeum zachowa obecny status, zostanie wyremontowane, unowocześnione i wszyscy będą zadowoleni. Oczywiście, powiat straci kontrolę nad kolejną nieruchomością, ale obiekt pozostanie w naszych rękach i będzie kontynuował działalność. Co zyska  Starostwo? Spłaci część swoich długów, realizując kolejny etap projektu naprawczego. Taka jest cena błędów popełnionych przez przedników.

Ktoś może obruszyć się na podobne dywagacje, ale przyznajmy, nie są one pozbawione sensu.

Pozostaje  kwestia zdrowia bociana.

Niestety, pomimo tego, że Animalsi podali mu leki, ptak padł już pierwszej nocy, jak informuje nas lekarz weterynarii z Bydgoszczy. Prócz złamania, bociek chorował jeszcze na muszycę. Pomoc prawdopodobnie nadeszła zbyt późno, my mamy jeszcze szansę uniknięcia poważniejszych błędów.

Warto rozmawiać.

____________________

(mrf.)

Fot. www.bocianopedia.pl