19 października 2020

Vox populi, czyli… XXVI OB – sesyjne science fiction w powiecie

12 min read

15 marca br. zakończyła się kolejna, 26 już sesja Rady Powiatu, była zadziwiająca i to pod każdym względem. Spotkanie trwało ponad cztery godziny, zarejestrowaliśmy je wyjątkowo w dwójnasób.

Powstała wersja audio i tradycyjne wideo. Z pełną premedytacją kamerę główną wyłączyliśmy, po prawie trzech godzinach, resztę sesji  zarejestrowaliśmy zapasową, z której zapis już trafił do naszego archiwum z napisem: „Do późniejszego wykorzystania”. Dlaczego tak postąpiliśmy? Powód był oczywisty – ton wypowiedzi i wszechobecna demagogia części radnych przekroczyła wszelkie granice, wykorzystamy to przed wyborami, punktując obecne władze i namawiając społeczeństwo, do korzystania z własnej woli, bez udziału ulotek i wieców przedwyborczych, nowych / starych kandydatów do rad wszelakich.

Media przyzwyczajono do tego, że podczas podobnych rejestracji w rajców wchodzi jakiś kompletnie „wyalienowany duch”, który prowadzi ich prostą drogą do absurdów w wypowiedziach. Ich aktywność osiąga apogeum w chwili, kiedy zaczynają upajać się własnym głosem. Kompletnie nie rozumieją prostej zależności, że dla widza – mieszkańca powiatu stają się komiczni, a nam utrudniają pracę, a za stracony czas płacą nasze redakcje. Pozostaje coś jeszcze, to zwyczajny brak szacunku dla ludzi, których zadaniem jest przekazanie informacji opinii publicznej, która w większości przypadków i tak nie jest wstanie znieść ogromu „bzdur”, ukrytych w pozornie sensownym ciągu wypowiedzi „wybrańców”. Wtedy widzowie zmieniają kanał TV na bardziej… śmieszny.

Mówiąc o bzdurach nie można pominąć faktu, ze pod wpływem wypowiedzi jednego z radnych, zachowujący zwykle stoicki spokój wicestarosta Metkowski zirytował się tak dalece, ze użył zacytowanego zwrotu – „bzdura”.. Właśnie na tej scenie kończy się nasze nagranie wideo. TOKiS – PRESS nie ma w zwyczaju „ganiać” za sensacją, nasz profil działania zobowiązuje do tego, aby zachować pewne standardy słowa. Nie będziemy publikować wypowiedzi, które przypominają tak dobrze nam znaną „mowę potoczną” wprost z Wiejskiej w Warszawie.

Czy radni upodabniają się do posłów i senatorów? Dość karkołomne, ale jednak tak i choć wicestarosta przeprosił radnego, zgrzyt pozostał, a my go utrwaliliśmy. Jednak pamiętajmy o tym, że wytrzymałość każdego człowieka ma swoje granice, sprowokowany mówi to, co myśli. Czy radny działał z premedytacją? Widz – wyborca to oceni.

Przeraża niekompetencja radnych, przynajmniej ich lwia część kompromituje się zadając naiwne pytania zaproszonym na sesję „fachowcom”. Pewne informacje można zdobyć metodą samokształcenia (istnieją przecież dokumenty), część poprzez rozmowy ze specjalistami. My mieliśmy wręcz książkowy przykład tego, jak można przyjść na sesję i debatować o przyszłości dziesiątków tysięcy osób, bez przygotowania. I ciśnie się na usta tylko jedno stwierdzenie – Panie i Panowie, jakich środków użyliście, aby przekonać społeczeństwo o trafności ich wyborów? Jakim cudem część z Was pozostanie w tej radzie na koleją kadencję? Powód może być jeden – uroda osobista, innych nie widzimy.

Zaiste, zadziwiające zjawisko, analogiczne do tego,  na szczeblu centralnym, podczas wyborów parlamentarnych.

My, reporterzy, dziennikarze, korespondenci i zwyczajni obywatele, przysłuchujący się piątkowej sesji, mamy tylko jedno wrażenie… przyszłoroczne wybory samorządowe już trwają. To dość samolubne, a my po części swoimi relacjami przysługujemy się Wam i to darmo! Niezrozumiały dla obywatela słowotok bywa atrakcyjny, daje jednak fałszywe świadectwo rzekomej elokwencji, a tak naprawdę budzi uśmiech politowania.

Oczywiście można się oburzyć na słowa, które są wyjątkowo krytyczne, ale nie mamy do czynienia z relacją, a felietonem. Inaczej  tej sesji skomentować nie można.

Szpital, czy cyrk?

 

Poznajmy cztery opinie kompletnie obcych sobie osób, które dzielą się wrażeniami na jednym z popularnych forów internetowych, gdzie padają słowa gorzkie, dosadne, krzywdzące i od czasu, do czasu… wyjątkowo trafione:

Co się stało z dyżurami w nocy? Teraz trzeba chodzić do szpitala, a tam jacyś młodzi lekarze, którzy robią wrażenie bardzo zagubionych , nie potrafią pisać recept i dobrze zbadać . Diagnozy sprawdzają na Google . Tylko czekać aż się komuś coś stanie

(Darek)

Cóż mówiąc szczerze to też się zawiodłem. Myślałem, że będzie lepiej. Rozpoznano u mnie zapalenie płuc, ale po zdjęcie płuc musiałem iść do swojego lekarza, tam znowu czekałem w kolejce,

a przecież powinienem leżeć w łóżku!

(anonimowy)

Jest dużo lepiej. Młodzi, ale lekarze, w poprzednim miejscu wszystko próbują robić pielęgniarki. Kiedyś w nocy z gorączką stałam w mrozie 15 minut aż wielce niezadowolona pielęgniarka otworzyła mi drzwi. Potem była jeszcze 10-minutowa rozmowa: a co/ dlaczego? a co mi jest? (gdybym wiedziała to bym się wyleczyła) a dlaczego teraz? Sto pytań niekompetentnej osoby. Potem czekanie 15 minut, aż łaskawie lekarz się obudzi. A podstawowa opieka – mi osobie płacącej składki – należy się bez mrugnięcia okiem.

(Mirella)

Zanim się pojedzie do lekarza to się zbija gorączkę. Chyba każdy w domu ma lek p/gorączkowy.a poza tym po co jeżdżą do lekarza w nocy z bólem gardła czy gorączka od godziny!!! Moim zdaniem powinno się zlikwidować opiekę w nocy dla bolących gardem a pieniądze przeznaczyć na leczenie poważnie chorych. Kiedyś było pogotowie z lekarzami i izby przyjęć i nikt z błahostka nie szedł w nocy do lekarza, bo mu się należy, bo płaci składki. Ludzie trochę przesadzacie!

(Anna)

(Pisownia po redakcyjnej korekcie)

Źródło: http://forum.pomorska.pl/opieka-lekarska-w-nocy-t141880/

Piątkową sesję zdominował tucholski szpital, w którego imieniu przemawiał jego szef – lek. med. Pan Leszek Pluciński, który od 1 lutego 2008 pełni funkcję Prezesa Szpitala Tucholskiego oraz Dyrektora Szpitala. Mówił długo według ściśle przygotowanego scenariusza. Mówił nie jak lekarz, a przedsiębiorca, który posiadł wszelką wiedze z zakresu ekonomii.

Coś niebywałego, czy ekonomia zdetronizowała u pana doktora dyplom lekarski? Zapewne nie i w dalszym ciągu posługuje się tak dobrze nam znana maksymą: „po pierwsze nie szkodzić”.

I owszem, dokonano cudu, Tuchola w dalszym ciągu ma szpital, który funkcjonuje, jednak istnieje wiele kwestii, które są powiązane z finansami, ale pamiętajmy o tym, że dobro obywatela jest priorytetem. Jakość usług czymś oczywistym, a jak jest? Czytamy raz jeszcze opinie pacjentów, którzy w części skarżą się, w części zajmują stanowisko neutralne, inni chwalą pracę placówki.

Prezes Pluciński zdaje się nie dostrzegać pewnych niuansów, które dalekie są od finansów, a wyjątkowo bliskie zwyczajnej prawidłowej organizacji pracy personelu szpitalnego. Pamiętajmy, w handlu obowiązuje maksyma, że „klient ma zawsze rację„, w szpitalu ma być podobnie. Jednak trudno mówić o standardach, skoro na chirurgii brakuje sztućców, a pacjenci, zwłaszcza starsi i zniedołężniali, są pozostawieni samym sobie w sprawach higieny i spożywania posiłków. A to zakrawa już na skandal!!! (Dowody chętnie udostępnimy).

 Sobota, 16 dzień marca, godziny przedpołudniowe.

Trafiamy do szpitala, jedna z naszych koleżanek potrzebuje porady lekarza. Zwykłe przeziębienie komplikuje się, zajęte zatoki, podwyższona ciepłota ciała, ogólne rozbicie powodują prostą decyzję – potrzeba interwencji lekarza.

Lądujemy pod drzwiami gabinetu. Wywieszka na drzwiach informuje o tym, że gabinet pełni dwie funkcje – gabinetu zabiegowego (chirurgia) i rejestracji. Przed gabinetem spora kolejka, posuwa się z prędkością żółwia przed zawałem. Tuż obok gabinet lekarski świeci pustkami. Lekarz, zapewne stażysta nie bardzo wie, co ma z sobą zrobić. Poczekalnia (obskurny korytarz z niewygodnymi siedzeniami) wypełniona jest pacjentami w połowie. Naszą uwagę przykuwa rodzina z dzieckiem, które sprawia na wszystkich makabryczne wrażenie, że za chwilę zadławi się. Dziecko wymaga natychmiastowej interwencji. Czas mija nieubłaganie, sytuacja wydaje się trudna, wreszcie mały pacjent, wraz z rodzicami trafia do gabinetu, gdzie również dokonuje się rejestracji pacjentów. Uff, wszystko kończy się dobrze, dziecko otrzymało zastrzyk, wraca na korytarz wraz z rodzicami, po kilkunastu minutach oddech małego pacjenta wraca, do jakiej takiej równowagi.

Aby zarejestrować się, co jest niezbędne do tego, aby otrzymać pomoc lekarską potrzebowaliśmy prawie godziny! Koleżanka jest bardzo zmęczona i tylko przemiła obsługa łagodzi nasze nerwy. Prosty błąd – kwestia rejestracji powoduje iście atomowe kolejki. Czy tak trudno zmienić ten proces na bardziej przyjazny i co najważniejsze… szybszy?

Prezes Pluciński żongluje statystykami, jak wprawna cyrkówka, jego wypowiedzi są pełne odnośników do placówek w kraju. Wydaje się, że nie robi niczego innego, jak analizuje stan innych szpitali i odnajduje w tych swoistych wykresach miejsce tucholskiego szpitala. Poznał arkusz kalkulacyjny, czy co?  Komu chce udowodnić, że jest tak dobrze, skoro to nie jest prawdą? Radnym, którzy wydają się być przekonanymi do racji zaproszonego na sesję gościa.

Przypomnijmy…, najważniejszym udziałowcem spółki o nazwie „Szpital Tucholski” jest Powiat Tucholski, pozostałymi są gminy Tuchola, Cekcyn, Lubiewo, Śliwice i Gostycyn. Nie wolno nam również zapomnieć o tym, że 0,18 % udziałów posiadają osoby fizyczne. Zostawmy to, do kogo imiennie należą, to łatwo sprawdzić. Prezes Pluciński w chwili rozkojarzenia w wyniku dyskusji wśród radnych wypowiedział bardzo znamienne zdanie: „…szpital, to biznes”, jakże trafne określenie, które raptem nabrało innego znaczenia, po pytaniu radnego Grugela. Szukając źródła dochodu dla powiatu, radny dociekać zaczął sedna kwestii opłat za czynsz, czym wzbudził u rozmówcy spory dysonans. Prezes znowu posługując się statystkami próbował udowodnić, że ponad 88 % szpitali w Polsce czynszu nie płaci, zasłaniając się wyjątkowością takiej placówki, jak szpital. Radny nie dał się zbić z tropu, jako jeden z nielicznych, bardzo skrupulatnie przygotował się do sesji i kolejnymi, wprawnymi pytaniami (jedno dotyczyło kwestii negocjacji Prezesa w innej sprawie) zapędził rozmówce do narożnika. Bardzo słusznym było przypomnienie przez radnego Grugela, że skoro biznes, to oparty o pewne reguły, znowu nastąpił zwrot w stronę finansów. Polecamy ten fragment nagrania.

Prezes Pluciński wspomina o tym, że sytuacja finansowa szpitala jest dodatnia, ale bez pieniędzy, ponieważ jeszcze wszystkie procedury nie zostały rozliczone. Zadania statutowe Szpital realizuje w ramach zawartych kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia. Stanowią one obecnie 92 % przychodów spółki. To swoiste kuriozum, któremu zaprzecza poseł Katulski, który pofatygował się i przybył do budynku starostwa. To oczywiste, inne problemy powiatu są dla niego mało ważne, ale kwestia szpitala? O, to zupełnie inna baśń. Poseł twierdzi, że bezpłatna opieka medyczna to mit, ma rację, rzeczywiście, płacimy za te usługi od wielu lat i to bardzo słono. Efekt? Kolejki, drogie leki, niedostępne zwykłym śmiertelnikom, zwłaszcza żyjącym z nędznej , głodowej emerytury lub uwłaczającej człowieczeństwu „renciny”. Poseł przeprasza i tłumaczy, to zbyteczne, opcja polityczna, którą reprezentuje bez wątpienia bardziej szkodzi obywatelowi, niż wspomaga. Liberałowie? Gdzie i kiedy?

Kiedy kończy się temat szpitala, poseł „znika” jak kamfora, a do omówienia pozostało wiele spraw, a wśród nich ta bardzo ważna – obwodnica. Widać ma inne, ważniejsze obowiązki, jednak warto zapamiętać, że posłem nie jest się wiecznie, posłem się bywa. Nie wróżę panu posłowi kolejnego sukcesu w wyborach – zbyt wiele przeciętych wstęg, za mało pracy od podstaw, dla dobra ludzi. I tak tracimy jedną z największych okazji w dziejach Tucholi, tę na dobry rozwój miasta. Nigdy nie zdarzyło się tak, abyśmy tak wysoko w strukturach mieli: senatora, posła, eurodeputowanego i radnego wojewódzkiego. Co z tego mamy? Postępującą degradację miasta, za to z nowym brukiem i wysepkami na „wyremontowanych” ulicach. Wszędy nędza, bezrobocie i odpływ mieszkańców. Trwały ślad w dziejach miasta i tylko jedno ciekawi, kto jako ostatni wyłączy w nim światło? Komornik?

Radni rozwodzą się nad oświatą

 

Radni bardzo głęboko pochylili się nad kwestiami szkolnictwa w powiecie. Swój mały szoł odbył radny Kowalik, który przekazał wicestaroście niezwykły prezent puszkę – skarbonkę. (teatralnych gestów rozpaczy komentować nie będziemy). W zamian otrzymał od tego ostatniego głęboki uścisk dłoni. Ciekawi tylko, czy komuś z panów podczas tej czynności zatrzeszczały paliczki. Jeżeli tak, zachowali pokerowe miny. My postawiliśmy na wicestarostę, zdaje się mieć większą motywację i… krzepę. Wszystko za sprawą finansów, a jakże.

Radni głosowali nad uchwałą w sprawie przyjęcia regulaminu wynagradzania nauczycieli zatrudnionych w jednostkach organizacyjnych Powiatu Tucholskiego. Zarząd Powiatu powiatu zaproponował obniżenie dodatków motywacyjnych dla nauczycieli i kadry kierowniczej w szkołach do 0,75%, co przyniosłoby oszczędność na pełen rok kalendarzowy w wysokości około 300.000 zł. Niezły grosz, jednak pomysł wrzucono do kosza.

Wspomniany już wcześniej radny Kowalik uznał sprawę za skandaliczną i udowadniał, przez kolejny wiek, że podobne pomysły spowodują obniżenie, jakości nauczania. W tej kwestii oczywiście miał rację. Praca nauczycieli, to wyjątkowo złe określenie, to swoiste powołanie i trzeba mieć na uwadze fakt, że każdy nauczyciel prócz tego, że kształci się przez całe życie, poświęca sporo swojego czasu ( a nie ma go w nadmiarze) uczniom nawet w tak egzotyczne dni jak sobota, czy niedziela. Dodatek motywacyjny.., z samej definicji wynika, że ma motywować, inaczej…, trzeba mu zapłacić, bo zwyczajnie umrze z głodu, wraz z rodziną. To oczywiście wielu nie przekonuje, media zrobiły swoje określając nauczycieli w jakże stronniczy sposób. Tym dedykujemy kolejne porzekadło: „obyś uczył dzieci cudze”. Należy współczuć tym wszystkim nauczycielom, którzy po reformie dokonają czegoś niemożliwego i pozostaną w służbie dzieciom do 67 roku życia. Współczujemy, zwłaszcza nauczycielom wychowania fizycznego – wymyk „na głodniaka”w wieku np. 65 lat, bez zawału, będzie nie lada sukcesem!

Polecamy: http://www.bippowiat.tuchola.pl/?cid=459

W Tucholi powstanie nowa szkoła, będzie to kolejna już próba ratowania wszystkiego, co się da w kwestii przyciągnięcia do tucholskich szkół młodzieży, która kuszona jest lepszymi ofertami z opłotków. Największym konkurentem dla Tucholi jest rynek chojnicki, właśnie tam z nadzieją na przyszłość, spogląda tucholska młodzież. Tucholscy radni powiatowi wymyślili, że przyciągną chętnych do szkoły o profilu zbieżnym z tucholską, jak na razie jedyną uczelnią wyższą, która w rankingu szkół, zajmuje jedno z ostatnich miejsc w Polsce. Radni zdaje się nie mają o tym fakcie najmniejszej wiedzy. TOKiS wykrył tę sprawę i nagłośnił, widocznie niezbyt dobitnie. Szkoda, młodzież i ich rodzice odkryli również dzięki naszyej publikacji prawdę o tym, że część uczelni wyższych zainteresowana jest wyłącznie ich kasą, reszta, to wyłącznie dodatek. Jest coś jeszcze, jakoś nikt nie wpadł na to, że absolwentów trzeba gdzieś zatrudnić, może w Mozambiku?

Ogólny bilans będzie dla szkolnictwa tucholskiego katastrofalnym, ale co tam, radni będą brnąć dalej – powstanie  „Technikum nr 2 w Tucholi wchodzące w skład Zespołu Szkół Licealnych i Agrotechnicznych im. Leona Janty – Połczyńskiego w Tucholi” oraz nastąpi włączenie nowo utworzonej szkoły do Zespołu Szkół Licealnych i Agrotechnicznych im. Leona Janty – Połczyńskiego w Tucholi.

Życzymy powodzenia, będzie Państwu potrzebne.

Co dziwne, przyjęta została uchwała w sprawie zasad rozliczania tygodniowego obowiązkowego wymiaru godzin zajęć nauczycieli. Oznacza to, że do obowiązkowego wymiaru zajęć dydaktycznych włączone zostaną: ocenianie prac kontrolnych oraz egzaminacyjnych, a także przeprowadzania semestralnych i klasyfikacyjnych egzaminów ustnych. Zmiana dotyczyć będzie nauczycieli Tucholskiego Centrum Edukacji zawodowej w Tucholi, ujednolicone zostaną naliczenia wynagrodzeń wszystkich nauczycieli, których zatrudnia Powiat Tucholski. Co z tego wynika? Chaos i być może zaoszczędzone 70 000 złotych – kropla w morzu długów powiatu.

…CDN

 

Prezes Pluciński

Jak zawsze, niezwykle uważny i taktowny radny Grugel punktuje prezesa Plucińskiego.

Poseł Katulski pilnie przysłuchuje się wypowiedzi prezesa, jest gościem Rady Powiatu.

Radny Mówiński opowiada o pacjentach poradni psychiatrycznej i ich anonimowości.

Poseł Katulski mówi, mówi, mówi…

Jest przekonany o tym, że robi wrażenie, ma rację…, jeden z radnych właśnie zasypia.

I ten biedny orzełek…

 

Mariusz R.Fryckowski

Pełna galeria fotografi: https://www.facebook.com/witryna.press

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook