czw. Wrz 19th, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

„W poszukiwaniu piękna…” – raz jeszcze

3 min read

Powróćmy na chwilę do tamtych dni, w których dokonano pierwszy raz prezentacji albumu, poświęconego twórczości pana prof. Zenona Korytowskiego znakomitemu  malarzowi z Tucholi.

Kiedy my, wychowankowie pana profesora wracamy myślami do czasów, kiedy próbował (:)) nauczyć nas podstaw malarstwa w tym również pojmowania sztuki, praktycznie wszyscy mamy wyłącznie ciepłe wspomnienia i skojarzenia. Tuchola ma niebywałe szczęście do twórczości mieszkańców, powtarzał to będę do znudzenia. W naszym sąsiedztwie żyje i tworzy wielu, którzy swoje prace chowają głęboko na dno przysłowiowej szuflady. TOKiS próbuje wydobyć te dzieła na światło dzienne, próbuje zachęcić twórców do tego, aby wyszli wreszcie z cienia i pokazali to, co tworzą od lat…światu. Dzieła ludzkich rąk, to dobro najwyższe, które nigdy nie przemija.

Podczas gali w MBP, gdzie nowy album można było wreszcie kupić, prof. Zenon Korytowski wygłosił kapitalne i wielkiego znaczenia słowa, które choć uniwersalne w odbiorze, nasycone były pierwiastkiem zrozumiałym głównie dla miłośników sztuki, Jego sztuki. Choć pan profesor mówi o sobie kolorysta, nie do końca w mniemaniu autora tych słów nim jest. To zdecydowanie „coś więcej”, ale o tym porozmawiamy sobie przy innej okazji, która zapewne zdarzy się podczas realizacji wyjątkowego dokumentu filmowego, który już dawno powinien powstać. Wstępnie już jesteśmy z mistrzem umówieni.

Obrazy, które mieliśmy przyjemność obejrzeć podczas prezentacji książki są wyjątkowe i… bezcenne.

Odwiedziłem kilka dni temu jedną z tucholskich cukierenek, gdzie właściciel pokusił się i dokonał zakupu kilku obrazów mistrza. Trzy z nich wyeksponowano w przytulnych wnętrzach kafejki. Dwa obrazy znalazły godne miejsce, można podziwiać je od samego wejścia. Są wspaniałe. Niestety, trzeci równie dobry umieszczono w miejscu, które wpierw wzbudziło we mnie zdumienie, a po chwili wściekłość. Zapewne, gdyby obecny był właściciel cukierenki dostałby ostrą reprymendę.

Dlaczego? Otóż, ktoś kompletnie nieodpowiedzialny ośmielił się wyjątkowe dzieło umieścić nad „przeklętą” maszyną do parzenia kawy. Opary, ulatniające się olejki eteryczne, wilgoć, to zabójstwo dla tak wybitnej pracy.

Nie wytrzymałem, zwróciłem uwagę ekspedientce (tak Droga Pani, obraz, to nie reprodukcja plakatu „wyjącej Madonny bez gaci”), która choć do sprawy podeszła ze zrozumieniem, była zdziwiona. Zapewne twórca obrazu ucieszyłby się z tego, że Jego sztuka „trafiła pod strzechę”, ja uważam, że ten kupiec nie zasłużył na to, aby mieć tak wspaniały obraz, którego wartość może szokować, nawet jego.

Oburzające…

TOKiS nie szczędzi słów krytyki lokalnym władzom, za brak kompetencji w wielu sprawach, ale ta krytyka całkowicie ginie, kiedy dochodzimy do spraw promocji sztuki. To wspaniałe, że ludzie, którzy decydują o tysiącach swoich obywateli, potrafią wspiąć się ponad przeciętność i docenić ludzi sztuki i ich dzieła. Tylko w taki sposób możemy spowodować, że staną się one nieśmiertelne, podobnie jak album, który właśnie przeglądam.

Resztę usłyszymy wprost z ust mistrza…

 

Mariusz R.Fryckowski