22 października 2020

W tej sprawie nie ma niczego dziwnego! I koniec!

3 min read

Polacy zostali wykluczeni z mistrzostw w grze w szmaciankę, wszystko wydarzyło się błyskawicznie i z wielkim hukiem. Trwają poszukiwania winnych. Media przebąkują coś o wywaleniu trenera Smudy i niechybnej, stowarzyszeniowej śmierci Grzegorza Laty. Polscy piłkarze również nie mają tęgich min, mają wiele pretensji, praktycznie do każdego i do wszystkiego, a i kibice do społu z bloggerami nie szczędzą słów krytyki i tym i owym.

Słowem zaczęło się polowanie na czarownice, a te tradycyjnie zadziałały cicho, podstępnie i jednocześnie sprytnie w sprawie najnowszej informacji, która zatrzęsła politycznym, przestępczym półświatkiem i komentatorami – generał Petelicki nie żyje. Wstępne doniesienia przyniosły jedynie słuszną informację – to było samobójstwo.

Jakoś nie powinno to już robić na nas większego wrażenia, wszak dostąpiliśmy na przestrzeni ostatnich lat swoistego „wysypu” nieszczęść, gdzie wręcz masowo giną w dziwnych okolicznościach prezydent, rząd, parlamentarzyści, najwyżsi wojskowi, politycy drugiego sortu, ministrowie, działacze, dziennikarze i Bóg wie kto jeszcze.

 

Oczywiście, nie mamy najmniejszych wątpliwości, że mamy do czynienia albo „ze zbiegami okoliczności”, albo z „tragediami osobistymi” – uwieńczonymi sukcesem. I tak właściwie nie potrzebujemy terrorystów, postanowiliśmy, że sami decydować będziemy o swoim  losie. Jakie to zapobiegliwe, perspektywiczne!

 

Mamy do czynienia z niezwykłą formułą, oczywiście nie ma ona najmniejszych podstaw naukowych, stanowi raczej zagadkę kryminalną. Oparta jest ona na prostej zależności, kiedy osobistość z pierwszych stron gazet wystosowuje pismo, lub przed kamerami zachowuje się zbyt swobodnie w wypowiedziach kierowanych w bardzo określonym kierunku – raptem decyduje się na decyzję o samodzielnym zejściu z tego łez padołu. Po śledztwie, którego wyników nie znamy okazuje się, że motywem są problemy finansowe, osobiste, rodzinne, natury zdrowotnej lub powiedzmy… mechaniczno – technicznej (dziwne wypadki samochodowe i lotnicze, przykuwały tygodniami naszą uwagę).

 

Co ciekawe, aby utwierdzić nas w przekonaniu, że samobójstwo to całkowicie autonomiczna  decyzja, znalazł się delikwent, który prawie przed kamerami, odbierał sobie życie. Ten akurat nie miał szczęścia, przestrzelił sobie policzek i ślad po nim zaginął. Mam nadzieję, że go nie zjedli kanibale.

 

Bywało również tak, że „ludowi strzelcy wyborowi” mierząc do siebie z broni, nawet z długiej, dokonywali niemożliwego, potrafili się postrzelić kilka razy i to w różne miejsca. Co ciekawe, przypadkowość wyboru organu do zniszczenia była całkowicie dowolna. Zaczynano od głowy, a kończono na jamie brzusznej. Podziwiam wytrzymałość na ból i odwagę godną samurajów, albo roninów (niepotrzebne proszę skreślić).

 

Co ciekawe, pojawiła się nawet pewna prawidłowość.

 

Kiedy w Polsce ginie śmiercią samobójczą osoba znana, dzieje się to albo w piątek po południu, albo w sobotę. Niedziela i pozostałe dni są względnie bezpieczne. Oczywiście można się zabijać i w inne dni, jednak pod warunkiem, że ma się pewność, że nikt tego nie wykryje wcześniej, niż właśnie w pierwszych dniach weekendu. Ciekawe dlaczego, prawda?

 

Myślę, że powodem takiego stanu jest troska o dobry wypoczynek prawników i urzędników. Przyszły denat, jako człek litościwy rozumie, że weekend, to czas święty i jako nieboszczyk ma osławione 48 godzin tylko dla siebie w nieco chłodnych, ale jakże luksusowych warunkach. A w poniedziałek…, no cóż, medycy sądowi, pełni sił i animuszu, zakaszą rękawy i wykonają wszystkie zaplanowane czynności, może nawet ujmując w swym wykazie zadań, testy toksykologiczne.

 

Porządek musi być, nawet po śmierci „samobójcy”, tylko…, skąd oni mają broń w kraju, który  przepisami skutecznie blokuje do niej dostęp swoim obywatelom?

Wiem, pewnie mieli pozwolenie…

Mariusz R.Fryckowski

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook