29 października 2020

W Tucholi horrory oglądamy zawsze we wtorki?

2 min read

Chyba rzeczywiście tak jest, a to za sprawą braku konsekwencji, która nadążałaby za zmianami komunikacyjnymi w obecnej rzeczywistości. Jest wtorek, relikt czasów komunistycznych, kiedy sklepowe półki świeciły pustkami – plac targowy, ciągle istnieje i nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za ten bajzel. Horror od wieków rozgrywa się w tym samym miejscu. Przybywający tutaj każdego tygodnia sprzedawcy, chyba w swoim genomie zapisane mają – „pamiętaj! Kiedy w Tucholi jest targ, to choćby się waliło i paliło musimy tam być”. I w wielu innych miejscach.

Do miasta zjeżdżają cale konwoje ludzi z okolicznych wiosek, aby zrobić zakupy, coś zbyć,kupić i wyjechać stąd zadowolonym – ich prawo. Wtorkowy horror rozgrywa się tuż przy wjeździe na teren tucholskiego stadionu. Gęsto ustawione kramy pod brezentowymi dachami których piętrzą się przeróżne towary…, dokładnie w tej samej lub nawet wyższej cenie, niż produkty, które można kupić tuż obok w słynnej „Biedronce” Geronimo Martens, która wmawia nam, że jest polska. Jednak nie o ceny tutaj chodzi, a często o zaspokojenie  potrzeby „bywania” lub spotykania się z ziomkami z okolicznych wsi. Wobec braku kina, to oczywiste.

Są i inne zachowania, a to dla przykładu nasz lokalny sport, czyli wjeżdżanie autem w kufer innego, z którego właścicielem na co dzień prowadzi się sąsiedzką wojnę o trzy palce zagrabionej miedzy. Ten krótki odcinek drogi od skrzyżowania z ulicą Warszawską do bramy OSiRu jest wypełniony do ostatniego miejsca, prócz tego tysiące aut wyjeżdżających i wjeżdżających na parking „Biedronki”, to ryzyko śmierci lub kalectwa, podniesione do potęgi ze znacznikiem milion. Nikt nie patrzy na pojazdy wjeżdżające ludziom dosłownie w torby. Policja oczywiście nie ma, no chyba, że dojdzie do stłuczki, a te zdarzają się każdego wtorku, gdzie z powodu „zasuszonego dziadka” za kierownica starej Łady, Skody czy innego Zaporożca, dochodzi do mrożących „krew w żyłach zdarzeń”. Najlepiej we wtorki całkowicie zrezygnować z poruszania się autem. Zdrowiej i bezpieczniej.

Antidotum?

Natychmiast przenieść całe to towarzystwo tam, gdzie jego miejsce, na ulicę Nowodworskiego, tuż obok szpitala, lub na Marsa, zanim komuś zdarzy się krzywda.

Radiowóz policyjny? Kolejna stłuczka…

Policjantka medytuje, czy przechodzi chwilę załamania?

Po dwunastej wszystko powoli wraca do normy. Miejscowi mieszkańcy odzyskuja swoje miejsca parkingowe, kasjerki w markecie masują obolałe palce, policja jedzie na obiad do baru przy ulicy Świeckiej, a służby porządkowe udają, że sprzątają resztki potłuczonych lamp samochodowych i opakowań. Muszą się spieszyć, właśnie przyjechał lunapark, sytuacja powtarza się, choć na mniejsza skalę, a ten cyrk potrwa do końca tygodnia. W kolejny wtorek będzie tak samo.

(red.)

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook