31 października 2020

W Woziwodzie choinki są, jednak… nie do końca

2 min read

Oj, śmiechu było, co nie miara, założyliśmy się przedwczoraj w redakcji o to, kto zaparzy następny „kocioł” kawy, jeżeli wrócimy z Woziwody z… choinką. Młodzi, naiwni, zasugerowali się jakąś sympatyczną reklamówką wprost z Woziwody. Jak zawsze, byłem sceptycznie nastawiony do tej wyprawy, twierdząc, że szybciej będzie ją wykonać własnoręcznie, lub kupić przy Karasiewicza. Później była już tylko wyliczanka i padło na mnie. Wczoraj wsiadłem do auta, jak zawsze włączyłem kamerę i w… drogę.

Woziwodę od Tucholi dzieli dystans 10 kilometrów, to blisko, niestety, drogowcy jak zawsze zaskoczeni porą roku, zapomnieli o obowiązkach. U celu przywitała mnie wielka, ozdobna brama, domofon i… automatycznie otwierane drzwi. W takim miejscu? Może mają też i windę?

Zapakowałem swój majestat do pierwszego z brzegu pomieszczenia, w którym przebywało kilka osób – przemili ludzie. Pożartowaliśmy chwilę, jeden z sympatycznych leśników wykonał rozmowę, z kolegą. Po jej zakończeniu dowiedziałem się, że wymarzone, świąteczne drzewka znajdują się odrobinę dalej. Był bardzo uprzejmy, odprowadził mnie do drzwi i wskazał drogę. Cóż, zupełnie niepotrzebnie, zabłądziłem w przeciągu dziesięciu sekund. „Jestem z miasta” – tak zdaje się brzmią słowa popularnej piosenki?

 

Leśna droga jest przepiękna, trochę niepokoją mnie tablice informujące o tym, że poruszam się szlakiem dla… pieszych. Cóż, kazali jechać? Jadę. Stromy zjazd, nasz „szosowiec” ma, co prawda zimowe, nowe opony, ale w zasadzie każdy teren jest dla niego tym, czym Księżyc dla rowerzysty. Cóż, ryzykuję. Uff, udało się, są zabudowania, dojeżdżam do leśniczówki, czeka na mnie uprzejmy pan leśniczy. Chwila rozmowy, wskazuje mi miejsce, gdzie stoją choinki gotowe do sprzedaży.

 

Szok, obraz nędzy i rozpaczy, jest ich w najlepszym razie kilkanaście. Zaciekawiony pytam o szczegóły tej sytuacji. Rozmówca nie pozostawia złudzeń, lepiej nie będzie, może w drugim punkcie, bodaj w Komorzy. Wybrałem jedno z drzewek, jest wysokie, jednak straciło przy bliższym poznaniu, może w ostateczności…, na wszelki wypadek nie żegnam się…

 

Hmm, właśnie straciłem bezpowrotnie prawie dwie godziny, ale co tam, świeże powietrze wynagradza wszystko, chociaż zamrożony nos odmawia współpracy.

 

Z tym wielkim wyborem drzewek w Woziwodzie to spora przesada, może pojawią się ich chińskie podróbki? Te święta trwają zaledwie… trzy dni?

 

Kawę parzyliśmy wspólnie, a nos działa już doskonale.

 

Mariusz R.Fryckowski

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook