21 października 2020

Według producenta i pośrednika klient jest idiotą, czyli… oszustwa w cieniu żytniego chleba

4 min read

Z trwogą obserwuję tucholskich klientów, którzy kompletnie nieświadomi niebezpieczeństwa kupują pieczywo, które w mniemaniu lokalnych producentów jest podobno zdrowe. Już na samo hasło „chleb” piekarze robią się czerwoni na twarzy, ponieważ znowu będzie o kwestiach ich uczciwości i produkcie, który jest dla organizmu równie bezpieczny, co… nikotyna zmieszana z kurarą.

Z czego powstaje chleb? Pytanie jakże proste –  z mąki! I rzeczywiście, coś w tym jest, choć nie do końca. Zakładając, że nie produkują swoich wypieków ze świństw, które przypominają swoim składem „mrożone coś”, nie dodają do nich niczego innego, z wyjątkiem drożdży czy innego „zakwasu”, wtedy wszystko jest prawie w najlepszym porządku. Niestety, 80 lat temu naukowcy odkryli zboże łatwe w manipulowaniu genami, bez którego ani rusz – pszenicę. Jednak, to nie jest to ziarno, które produkowano na wsi gdzieś w ukryciu, , na najlepszej glebie, przystępne tym najbardziej zamożnym gospodarzom. Właśnie od 80 lat mamy do czynienia z kolejnym świństwem modyfikowanym na wszelkie sposoby tak, by pleniło się wszędzie jak… chwast, było tanie i rzekomo… super.

Dominujące zwyczajowo w polskiej wsi żyto powoli wypierała genetyczna krzyżówka. Pszenica dodawana jest absolutnie do prawie wszystkiego, w obecnej postaci uzależnia, powoduje wiele komplikacji zdrowotnych, o czym się nie mówi, mamy do czynienia z biznesem, który nie uznaje kompromisów. za wszystko płacimy my, klienci, nie tylko pieniędzmi, ale również zdrowiem! Słynne „pszeniczne brzuchy” u ludzi, którzy uwielbiają pieczywo, nie mając nawet świadomości tego, że są uzależnieni od niego podobnie, jak narkomani od środków odurzających.

Co robić? Nie ma wyjścia, aby poprawić swoje zdrowie trzeba skorzystać ze starych wzorów – jeżeli pieczywo, to żytnie i nie przejmować się tym, że połowa piekarni upadnie. Albo dostosują się do potrzeb klienta, albo podzielą los milionów bezrobotnych. Skoro tak, to spróbujmy odszukać w Tucholi pieczywo, które w swoim składzie nie będzie miało nawet odrobiny pszenicy.

Nam się nie udało. Jednak przez chwilę odżyła nadzieja, że w słynnej „Biedronce”, przez złośliwych nazywana „Stonką”, że własnie tam chleb z żyta jest osiągalnym.

Producentem jest firma Szalewski z Sępólna Krajeńskiego. Mało tego, że proponowany produkt jest podobno z żyta, wzbogacono go o ziarna słonecznika! Jakże zbawienny dla producentów papieru toaletowego… błonnik. Niestety, po założeniu okularów nadeszła refleksja, jakże różna od nazwy świństwa, które producent ośmielił się nazwać … chlebem.

Sprawa trochę dziwi, wszak w witrynie piekarni czytamy: CZYTAJ

Prócz tego widzimy, że w rozwoju firmy swój udział ma również Unia Europejska, ściślej jej środki finansowe, które „wpompowano” w ten śliski biznes. Dlaczego „śliski”? Bo proponowany chleb żytni, wyprodukowany dla słynnej „Biedronki” jest zwyczajnym… oszustwem!

Oto dowód.

Ów „chleb” wyprodukowano owszem, z żyta, ale „wzbogacono” go o pszenicę i to w ilości zaprzeczającej zdrowemu rozsądkowi, czyli… tej informacji zwyczajnie nie ma! Uważnie przeczytajmy skład i zawartość procentową świństwa w świństwie. Prócz mąki jest w tym gniocie i to uparowanym,  dosłownie wszystko.

Skoro wymieniona firma wyprodukowała ten produkt i chcąc zachować twarz, powinna nazwać go GNIOTEM PSZENNO – ŻYTNIM z dodatkami i nie byłoby sprawy, a tak, dopuszczono się zwyczajnego oszustwa, wciskając klientowi „kluchę”, która nie jest tym, za co zapłacił. Co ciekawe, paserem w tym procederze staje się „Biedronka” – sieć sklepów, rzekomo przyjazna polskiemu klientowi i znana z tego, że „sprzedaje towary najwyższej jakości” – chyba w… Ułan Bator.

Zwróciliśmy uwagę w tej sprawie kierownikowi zmiany w tucholskim markecie, który problemu nie dostrzega, bo przecież:”kazano mu tym handlować”. A czy gdyby na półkach sklepu znalazł się skażony alkohol i klient kupiłby go, chwilę później schodząc z tego świata, to też byłoby wszystko w porządku? Sklep nie zgłosi najmniejszego zażalenia do producenta opisanego chleba, ponieważ nie ma takiej mocy sprawczej, a klientowi nie będzie się zwyczajnie chciało walczyć z wiatrakami poprzez kierownictwo Geronimo Martens ulokowane licho wie gdzie. Wynik? Przyjdzie naiwny i kupi paskudztwo, które pod nazwą „Chleb żytni” w rzeczywistości okazuje się być wybuchową mieszanką dla klienta, który podobno „zawsze ma rację”.

O święta naiwności!

__________________

Mariusz R.Fryckowski

Posłowie.

Po długich poszukiwaniach, udało nam się odnaleźć producenta prawdziwego chleba żytniego. Jego firma mieści się w pobliskim Lubiewie, a jego żytni chleb jest porostu boski. Polecamy!

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook