pon. Lis 18th, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Wieczór z poezją Basi i odrobina prywaty…

2 min read

Barbara Jendrzejewska jest tucholanką i odkąd pamiętam, zawsze to podkreśla, pomimo tego, że od lat w naszym miasteczku już nie mieszka. W miarę możliwości powraca tutaj i kiedy już jest, pozostawia po sobie kolejny trwały ślad i porcję energii, której wystarcza do jej kolejnej wizyty.

Nie inaczej było również wczoraj, kiedy w Naszej Bibliotece, zaprezentowała swój najnowszy tom wierszy i to jakich! Jest poetką, a jej strofy są niczym innym, jak balsamem dla ludzi, którzy po uszy tkwią w odrażającej, polskiej, politycznej  rzeczywistości. Kolejny już raz doceniła to tucholska inteligencja, która tłumnie przybyła na spotkanie z poetką.

Basia Jendrzejewska, dla przyjaciół „Bacha”, mam zaszczyt do tej grupy się zaliczać, ale słynna „Bacha” w naszych ustach brzmi jak zdrobnienie w dodatku bardziej, niż ciepłe. Piękni ludzie mają piękne dusze? Zawsze twórcza, pogodna, ciepła, otwarta, z wielkim poczuciem humoru, z twórczości której można czerpać garściami, dzisiaj do Tucholi przyjechała ze swoją ukochaną córką i synem.

Słynna gospodyni, kawiarni literackiej w bydgoskim „Modraczku”, a dzisiaj u nas w Tucholi, było czego posłuchać. W wyjątkowej interpretacji Basi mogliśmy poznać wiersze z jej najnowszego tomiku „Rozproszenie”. Odkąd pamiętam, kolejne książki poetki były opatrzone intrygującymi tytułami. „Basia” nie ukrywa ich znaczenia, również i tym razem wyjaśniła skąd ten pomysł, ale sposób w który to zrobiła… tylko Ona tak potrafi.

Prócz nowej książki, Basia przywiozła coś jeszcze, dwie wyjątkowe płyty, właśnie ich wysłuchałem, nie można ich opisać. Jakie są? Zajmujące i intrygujące, muzyka, słowa, cieszy to, że w dzisiejszych, często absurdalnych czasach, istnieją „takie Bachy”, które poruszają ludźmi bardziej niż 500+ i trzęsienie ziemi razem wzięte.

Kto nie był, niech żałuje, film nie oddaje emocji, które dominowały dzisiejszego wieczoru w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tucholi. Dlaczego? „Bachę i jej poezję trzeba jeść łyżkami „na żywo”, wtedy najlepiej smakuje.

 


Mariusz R.Fryckowski