19 października 2020

Wielki Brat i wątpliwe ozdoby

2 min read

Tucholskie władze szczycą się tym, że miasto należy do elitarnego grona „monitorowanych”. I rzeczywiście, system monitoringu istnieje, a nawet działa o ile obserwator znajduje się przez ekranem monitora, a system rejestruje rzeczywistość. Czy nam się to podoba, czy też nie, podjęto za nas decyzję o tym, że kamery zostały zamontowane, a koszty instalacji przelano na obywateli płacących bardzo słone podatki.

Istnieje niewiele raportów, informacji o skuteczności działania systemu. Nie mamy wątpliwości tylko w jednym przypadku – ruchomej kamery zamontowanej obok nieistniejącego już kina. Z tej bardzo chętnie korzystają policjanci, którzy „namierzają: przestępcę (kierowcę), by chwilę później dopaść delikwenta i wlepić mu mandat.

Czy tucholskie kamery nas chronią? Bez wątpienia nie, stanowią dodatkowy element represyjny wobec obywatela, prócz tego istnieje możliwość śledzenia dowolnej osoby. To swoista inwigilacja, nad która nikt z nas nie ma kontroli.

Czy nagrania z kamer mogą zostać wykorzystane przeciwko nam, przez służby zainteresowane podobnymi praktykami? Bez wątpienia, system podłączony do globalnej sieci jest praktycznie bez kontroli. Przeciętny funkcjonariusz nie ma bladego pojęcia o zagrożeniach wynikających z informatyzacji.

Kamery zamontowano w różnych punktach miasta, jednak niektóre wydają się znajdować w miejscach absolutnie niepotrzebnych, no chyba, że mamy do czynienia z atrapami. Przykład? Ulica Aleja LOP, w szczycie bloku nad tzw. „małą pocztą”. Co obserwuje obiektyw kamery? Zdaje się, że widnokrąg.

____________________

 

Zagadka. Co zauważy podróżny, który dotarł do Tucholi koleją (ha! KolejąJJJ) i wychodzi do miasta poprzez główny hall budynku stacyjnego?

Dziury przed budynkiem? Brak taksówek? Ulicę jednokierunkową prowadzącą do centrum? Nie, koszmarka, który zdobi ścianę boczną wielkiego bloku przy ulicy Dworcowej. Szary, bury, odpychający, szkaradny, to najłagodniejsze skojarzenia piszącego te słowa w tym momencie. W rzeczywistości jest jeszcze gorzej!

Kiedyś sprawą estetyki miasta zajmowali się konkretni ludzie, często artyści, a dzisiaj? Zapewne urzędnicy po telewizyjnych kursach kroju i szycia, bo inaczej to rzeczywiste ustąpiłoby dobremu smakowi i stylowi. Dobra reklama zwraca się w dwójnasób, zła odstrasza, a z taką mamy tutaj do czynienia.

 

(m.)

 

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook