22 października 2020

WYBORY SAMORZĄDOWE 2014. Kandydaci, czyli… strusie i kolędnicy?

5 min read

Wyścig do władz samorządowych trwa. Kłębowisko kandydatów dosłownie wyłazi ze skóry, aby potykać się o ich: banery, ulotki, prognozy prasowe, profile w portalach społecznościowych oraz zabiegają o „znajomości” w mediach niezależnych w tym również w naszym.

O, ile bezpartyjni budzą odrobinę sympatii ( jeżeli nie mają „pstro” w głowach), tak środowisko upartyjnione próbuje uwłaczać naszej (wyborców) inteligencji. Rozpoczęli „łazikowanie po domach”, nagabując ludzi do „jedynie trafionych” wyborów. Zabawne, to jak powrót do czasów, kiedy prócz dominującej „czerwieni”, dokładano ugotowaną, wyborczą „parówę” z krowich wymion, mówiąc, że to mięso.

Działanie na najniższych instynktach bywa skuteczne wśród osób zdominowanych jakimś reżimem ( witaj Białorusi i Rosjo Putina / Gagarina ), w Polsce tak stary i oklepany „numer” raczej nie przejdzie. Kolędujący  partyjniacy przekonują, że obecne władze miasta i powiatu, to ogólnie mówiąc jedno, wielkie nieporozumienie i należy ten motłoch wymienić. To właśnie oni – kolędnicy, niosą kaganek oświecenia i mają antidotum na wszelkie społeczne dolegliwości – KŁAMCY W NASZYCH PROGACH!

Kiedy widzę i słyszę podobne bzdury nie wiem, czy śmiać się, czy spuścić ze smyczy psa, choć go nie mam. Pewnie, gdyby prawo użycia broni zostało zliberalizowane, poczęstowałbym nieproszonego gościa / kandydata porcją soli i to w sam środek upolitycznionego tyłka.  Zabawne, wrzeszczą najgłośniej ci, którzy nie mają bladego pojęcia o samorządach lub nigdy nawet nie pofatygowali się, by przyjść i zastanowić się nad decyzjami rajców, którzy na swoich sesjach stanowią o naszym być, albo nie być. I takim ludziom mam zaufać? Wolne żarty, to nie jest rzeczywistość Szekspira!

Każda polska partia jest skompromitowaną, a w szczególności dwie wiodące, które w swoich krętactwach osiągnęły szczyty nie absurdu, a zwyczajnej głupoty. Czy oznacza to, że każdy jej członek powinien być przywiązanym do pręgierza? Nie do końca, choć ci światli, zwykle giną w masie miernot, które mają lepsze pozycje startowe do władzy i z natury bywają albo sprzedajni, albo wymagający leczenia (słynna psychuszka – broń masowego rażenia wszystkich przy żłobie, wobec krnąbrnego obywatela).

Polityka, to bagno, a osuszyć może je tylko ktoś, kto się nie obawia „wiodących” partyjniaków, układów i odwiecznych sitw. Nie lepiej jest z pozostałymi partiami, które są jak zimne, strupieszałe przystawki, które zacierają swoje łapki, by podłączyć się do zwycięzców. Jeżeli takie układy są na samym dole „drabiny wpływów”, to…, co będzie za rok, kiedy rozpocznie się bój o największe zaszczyty w państwie? A może…, znowu pojawi się weekendowy zabójca, aby rozwiązać wszelkie nabrzmiałe problemy? I tak się może zdarzyć.

To prawda, nikt nie przepada za obecnymi władzami, ale ich oczernianie, nie jako specjalistów, a jako ludzi, jest zwyczajnym przedwyborczym „dziadostwem” i niestety, tak to wygląda. Co ciekawe, ów wyścig szczurów nie odbywa się z udziałem przeciętnego wyborcy, który ma inne dylematy (iść, czy nie iść do lokalu wyborczego), a z udziałem części kandydatów, którzy w sferze wirtualnej , jako anonimowe kreatury, wylewają sobie na głowy wiadra pomyj, aby zwrócić na siebie uwagę wyborcy.

Obserwacja tego jest lepsza od filmów z udziałem Atkinsona, Hilla, czy Bałtroczyka. Ludzie chorzy na władzę? To, też…, ale wszyscy budzą jedynie rozbawienie lub przerażenie swoją płytkością.

Kandydaci do godności takiej, czy innej, ciągle nie mogą zrozumieć podstawowej prawdy…, nie są od tego by rządzić, a wykonywać polecenia, inaczej służyć!!!! Komu? SPOŁECZEŃSTWU, KTÓRE IM ZAUFAŁO!!!

Ba, mało tego, są zobligowani, by nas informować o postępach, sukcesach i porażkach. Jeżeli tego nie robią kim są? Odpowiedź jest raczej prosta.

Aby być skutecznym w wykonywaniu powierzonych przez wyborców obowiązków, trzeba po pierwsze przestać się bać, a następnie realizować punkt, po punkcie programu, który firmuje się swoim nazwiskiem. A jeżeli program jest pokrętny? Wtedy nie za wszelką cenę, ponieważ zakładający komitety wyborcze i współpiszący programy, bywają oderwani od rzeczywistości lub zwyczajnie używają wykrętów, aby się wybronić w razie niepowodzenia, a zdarza się, że robią to za plecami świeżych kandydatów. Cwaniacy, liczą na to, że „zieloni” tego nie zauważą? Tak, to jest ta właściwa polityka, czyli inaczej mówiąc –  ogłupianie społeczności, która i tak będzie narzekała lub niczego nie zrozumie. Tutaj się zaczyna rola rzetelnych mediów. Zna ktoś takie? My tak, jedno – nasze, które nie obawia się absolutnie nikogo!

Stare porzekadło mówi o zasługach i czynach. To głupota, nie ma czasu na eksperymenty – powiat tonie w długach i stał się rezydentem ostatniej pozycji na długiej liście dłużników. POWIAT TUCHOLSKI balansuje na granicy katastrofy! Kto mówi coś innego, lub próbuje się wybielać, kłamie w żywe oczy i należy go odsunąć od władzy, najlepiej dożywotnio, od prezydenta począwszy, na zwyczajnym radnym skończywszy.

Poszukiwania odważnych fachowców trwają, a kto próbuje się „wkręcić”? Populiści lub… strusie. Może dlatego tak ciężko kupić w Tucholi zwykły… piasek, bo chowają w nim głowy nieudacznicy.

Konkludując. Kiedy odwiedzi cię w twoim własnym domu kandydat do godności takiej, czy innej i wiesz, że jest z partyjnego klucza, lub okazuje się być zwyczajną, mentalną łajzą, weź miotłę i „potraktuj go godnie”. Resztą zajmie się lokalna służba zdrowia, o ile będzie miała jeszcze limity, wszak… „mój dom jest moją twierdzą” (ang.) i to nazywamy zwyczajowo – wolnością, a nie jej pozorami.

__________________________

Mariusz R.Fryckowski 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook