20 października 2020

WYWIADY AGI> Wywiad z Joanną Sykat

8 min read

„Świat jest niezwykły i w takich kategoriach powinno się go traktować, a nie na zasadzie wzruszenia ramion” – Joanna Sykat.

Jej powieści rozchodzą się jak świeże bułeczki. Nic dziwnego, że wydawnictwa muszą dokonywać dodruków, wszak to historie prosto z serca płynące. Opowieści o kobietach, dla kobiet i nie tylko. Sprawiają, ze krew buzuje dwa razy szybciej, a myśli schodzą na ścieżki własnych marzeń, przemyśleń, czy chociażby pragnień. O sobie mówi niechętnie, poza tym, że jest matką ponad wszystko. I to spojrzenie na świat jest o tyle piękne, bo pozwala utożsamić się z milionami zwykłych kobiet – matek i zajrzeć w samą siebie, stoczyć bój o chwilę dla siebie i nie dać się najzwyczajniej zwariować. Mieszka w Krakowie, ale skrycie marzy o swoim domku. I błogim lenistwie na zielonym łonie natury. Magię, podobnie jak macierzyństwo, nazywa cudem. Jej bohaterowie, to ludzie z krwi i kości, nie fantomy literackie, bo, jak przyznaje, to kwintesencja dobrej powieści. Do teatru jeszcze nie dojrzała, a na kino zwyczajnie nie ma czasu.

O tym, co kocha, co cieszy, co uwielbia. O świecie, życiu, zeszycie pełnym wierszy i cofaniu w czasie, opowiada Joanna Zakrzewska – Sykat.

I teraz coś ode mnie.

Dziękuję Joasiu, że poświęciłaś swój cenny czas dla  mnie, dla czytelników mojego bloga. Za wspaniałe kobiety, które umieściłaś w swoich książkach. Masz ten niesamowity dar, że potrafisz niekiedy napisać tak piękne zdania, które są tą dziesiątką na tarczy życia, czy kalejdoskopu wydarzeń. Czekam na Twoje „Macierzynki” oraz „Biedronki są ważne”. Z chęcią je przeczytam i napiszę o nich kilka słów.

Życzę Ci spełnienia wszystkich tych najskrytszych marzeń, wydawania co roku świetnych książek, by wydawcy bili się o to, by Twoje pozycje widniały u nich w katalogach i musieli z radością dokonywać dodruków.

Dziękuję:)

Joasiu, często podkreślasz, że obecnie oprócz pisania zajmujesz się inną „dyscypliną” – zapasami z macierzyństwem. Moje pierwsze pytanie będzie właśnie dotyczyło zapasów. Jak to jest? Co je łączy, a co dzieli?

Macierzyństwo to niemal dyscyplina sportu. Trenuje się ją codziennie, często morderczo. To zapasy z dzieckiem, z jego kaprysami, płaczem, niegrzecznym zachowaniem, ale może bardziej zapasy z sobą, żeby wstać w nocy, dać mleko, wodę, pokonać senność, swoją słabość. To zapasy z „być” matki jako odrębnego człowieka, który chce mieć czas dla siebie, a wciąż musi tę potrzebę konfrontować z własnym dzieckiem, z jego potrzebami i wymogami.

Jaką jesteś matką? Co chciałabyś synkowi pokazać, czego nauczyć, przed czym ochronić. Umiesz powiedzieć – nie, czy jednak pozwalasz mu na wszystko?

Chciałabym nauczyć syna, jak być szczęśliwym. Chciałabym, żeby zrozumiał, że trzeba iść własną drogą, czyli żyć prawdziwie. Ważne jest, aby dać dziecku oparcie, mocne rodzinne korzenie, ale potem pozwolić na samodzielność i jeszcze do niej dopingować.

Ochronić chciałabym przed wszystkim. Nawet przed chłopcem, który spycha go z drabinek. Ale tak się nie da. Dlatego próbuję go też syna uczyć, kiedy i jak się mądrze bronić.

Umiem powiedzieć „nie”. Kosztuje mnie to wiele, ale zaciskam żeby i myślę, że to da lepsze rezultaty niż zadowolona, chwilowo, buzia dziecka.

Jak obserwujesz inne matki, co w Tobie budzi zachwyt, a co niesmak?

Cierpliwość podziwiam, cierpliwość. I jeszcze pełne poświęcenie, rezygnację z siebie. I to, że niektóre kobiety to po prostu fajne matki. Nie lubię z kolei obserwować, jak matki wyręczają dzieci we wszystkim albo podcinają im skrzydła. Maluch chce na przykład wejść na drzewo i, zamiast wskazówek, jak to zrobić, słyszy: “ Spadniesz. Zejdź. Nie umiesz. Jesteś za mały”. Ja na szczęście mam mądre dziecko i jeśli zapędzę się w pomocy, młody mówi, niemal krzyczy: Sam! Ja mam już cztery lata! Chcę sam!”.

A jaką dziewczynką była mała Joasia? Chodziłaś po drzewach, czy bawiłaś się lalkami?

Zdecydowanie – drzewa. Łaziłam po nich jak małpa. Potrafiłam wynaleźć sobie wygodny splot gałęzi i siedzieć tak godzinami. Gałęzie lekko się kołysały od wiatru, drzewo pachniało, bzyczało. Lalki to tak średnio. Raczej samochody pilotowane przez przytroczony do kierownicy sznur i wszelkiej maści broń palnaJ

Mieszkasz w Krakowie, tęsknisz za łonem natury. Czy istnieją chwile tego kompletnego nicnierobienia? Jak odpoczywasz?

Niestety, obecnie nie ma chwil beztroskiego nicnierobienia. Gdy się takowe pojawiają, odczuwam wyrzut sumienia, że nie piszę, nie sprzątam, nie czytam. I to psuje radość lenistwa. Myślę, że to znak czasów. Żyjemy intensywnie, dorabiamy nieraz na kilku etatach, nie m kiedy pocelebrować siebie. Błogie lenistwo było przywilejem bardzo młodych lat. Teraz jest zderzenie z obowiązkami i zaległościami, które narastają jak gazety w kącie. Ale jeśli się zdarzy możliwość wypoczynku – zawsze zielone i bezludne.

W jednym z wywiadów przyznałaś, że walczysz o prawdziwość w swoich książkach. O to, by pokazać prawdziwych ludzi z krwi i kości, a nie fantomy literackie. Powiedz proszę, czy jest jakaś postać – osoba, którą chciałabyś umieścić w swojej przyszłej powieści, która byłaby odbiciem osoby z Twojej wyobraźni, skrytych marzeń, zaprzeczająca całemu ładowi, porządkowi.

Na razie nic takiego nie przychodzi mi do głowy. Żeby stworzyć postać, muszę się o nią zaczepić w realu. Czasem będzie to wygląd, czasem pierwsze wrażenie, jakie czyni, czasem zasłyszana historia lub nawet gest. Nie sięgam do wyobraźni albo robię to rzadko. Jestem wzrokowcem; istotne rzeczy zalegają w mojej głowie, aż w końcu najbardziej niecodziennie ułożą się w świetny patchwork.

Mówiłaś też, że zdarza Ci się pisać o różnych porach dnia i nocy, w przeróżnych miejscach i wychodzą z tego złapane w kadr papieru migawki z życia. Jak to jest, Joasiu z tymi migawkami rzeczywistości? Gdybyś mogła uciekłabyś jak najdalej, czy jednak została?

Migawki życia stanowią o jego smaku. Mogę więcej powiedzieć o momentach, niezwykłych obrazach, które zostały mi w pamięci i najdrobniejszym szczególe niż zwykłym, codziennym życiu. Zapamiętam ptaka, który się potknął. Miłość i uwagę, jaką okaże siwowłosy człowiek mniej sprawnej żonie. To są cudowne aspekty życia, to trzeba zawarować w głowie, a nie uciekać. Choć zdarzają się i takie, które staram się z całą mocą zapomnieć.

We „Wszystko dla Ciebie” pozwoliłaś sobie na pewną dozę magii. Chodzi mi o ducha wujka

Lozika. Jesteś sceptykiem, czy raczej wierzysz, że istnieje, oprócz naszej, również płaszczyzna równoległa – nienamacalna?

Oczywiście, że istnieje. I nie twierdziłabym tak, gdybym nie doświadczyła niezwykłych zdarzeń czy snów. Zwłaszcza te ostatnie to kopalnia wiedzy, wskazówki dotyczące nas samych i naszej przyszłości.

A tak w ogóle czym dla Ciebie jest magia?

Nie lubię tego słowa. Wolę: “cud”. I dla mnie cudem jest wszystko, począwszy od tego, że oddycham, przez zmieniające się pory roku, po widok śpiącego syna. Świat jest niezwykły i w takich kategoriach powinno się go traktować, a nie na zasadzie wzruszenia ramion.

I standardowe pytania, które zadaję każdemu mojemu rozmówcy. Ciekawi mnie Twój punkt widzenia na teatr, poezję. Zacznijmy od teatru. Czym on jest dla Ciebie?

Do teatru to ja jeszcze nie dojrzałam. Sztuki komediowe, lekkie to dla mnie co innego niż teatr. Czekam cierpliwie, kiedy nastąpi przebudzenie i potrzeba takiej sztuki .

Jakie jest Twoje spojrzenie na poezję? Przeważnie wszyscy, którzy zaczynali swoje przygody z pisaniem, zaczynali od wierszy. Wiem, że jesteś laureatką konkursów literackich. Czy i Ty miałaś jakąś swoją przygodę z poezją?

Przygodę tak – w momencie dość intensywnego zakochania zapełniłam notes wierszami. Jednak to nie moja działka. Nie potrafię, nie umiem dać rzeczy odpowiedniego słowa w wierszu. Twórczość na serio to dla mnie tylko proza.

A film. Jesteś kinomanką, czy przeżywasz tylko jednorazowe przygody z filmem?

Nie mam czasu na kinomanię. Filmy oglądam z doskoku, żeby na chwilę przestać myśleć i czasem się zrelaksować, ale częściej przeżyć film. Obraz ma w sobie siłę, twierdzę że większą niż słowo pisane. Zapada mi w pamięć, duszę, ale tylko ten dobry.

Co czytujesz?

Pytanie powinno brzmieć, czy czytamJ. Pisanie odebrało mi sporą część czasu na lekturę, ale nie żałuję, bo przecież wnoszę jakiś wkład w literaturę. Żeby ktoś mógł poczytać. Teraz, gdy mam chwilę, raczej wybiorę klawiaturę niż ucztę literacką. Ja się naczytałam od dzieciństwa do trzydziestki. Ale dobrą lekturą nie pogardzę. Zawsze znajdę na nią czas I wtedy wszystko inne musi poczekać.

Gdybyś mogła, cofnęłabyś czas? Jeśli tak, to do jakiego momentu, do jakich wydarzeń?

Gdybym mogła cofnąć i zostawić sobie na karku głowę, którą noszę obecnie, jasne, że tak. Natomiast wracać w infantylny świat sprzed doświadczeń życiowych i wniosków, które z nich wyprowadziłam? Nie ma mowy. Na pewno teraz nie rzuciłabym studiów. Przegrzebała angielski wzdłuż i wszerz.

Do tworzenia potrzebujesz kompletnej ciszy, czy jednak pozwalasz sobie na brzęczenie czegoś przy uchu?

To zależy. Często potrafię się tak wyłączyć, że stworzę coś interesującego w tramwaju, a czasem i komfort ciszy nie pomaga wenie. Najlepiej nie planować pisania.

I oczywiście stały punkt moich rozmów. Odpowiedz w kilku słowach:

Miłość dla mnie to ciągła walka z egoizmem. Zrobienie czegoś dla kogoś, choć czasem mi się nie chce.

Nigdy nie wyjdę z domu bez zegarka i szczotki do włosów.

Szczęście to  luksus odwagi w znalezieniu swego miejsca na ziemi. Wytyczenie swojej ścieżki życiowej i umiejętność niezbaczania z niej.

Uwielbiam wodę, widok gór, ciszę w sobie, o którą niełatwo.

Marzę, by  być pewną, że ścieżka, którą idę, jest tą właściwą.

Denerwuje mnie pośpiech codzienności.

Spaceruję tam, gdzie nie ma ludzi.

W deszczowe dni zawijam się w koc, piję herbatę z imbirem. Wtedy najlepiej się pisze.

A teraz Joasiu proszę, byś napisała coś od siebie:

Dużo by tego mogło być. Ale chyba najważniejsze: żyjcie tu i teraz, wybaczcie sobie i przeszłości, nie myślcie o jutrze, bo ucieknie to, co najistotniejsze. Czas, który możemy kształtować tylko tu i teraz. Słuchajcie siebie i serca. Ot, kazanie.

_____________________________________

Z Joanną Sykat rozmawiała Agnieszka Krizel

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook