30 października 2020

WYWIADY AGI. Wywiad z Panią Dorotą Sumińską

9 min read

Myślę, że miłość po prostu jest, lub jej nie ma. Nie można jej podzielić na tę do zwierząt i tę do ludzi. Ja kocham życie. Każde. Nie ma znaczenia gatunek. Człowiek nie jest minerałem, ani kwiatem. Też jest zwierzęciem.” – Dorota Sumińska.

Fot. Żródło

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że Pani Dorota Sumińska jest znanym w Polsce lekarzem weterynarii. Poza pracą, która jest Jej wielką pasją opublikowała kilka poradników, które głównie dotyczą opieki nad zwierzętami domowymi. Z zamiłowania zajmuje się psychologią zwierzęcą.

W ostatnich latach prowadziła program telewizyjny „Zwierzowiec” (TVP1) oraz audycje radiowe „Zwierzenia na cztery łapy” (I PR Polskiego Radia) i „Wierzę w zwierzę” (TOK FM).

Natura, szeroko pojęta przyroda fascynowała Ją od zawsze. Idąc w ślady ojca, ukończyła weterynarię. Nie czuje się anni psiarą, ani kociarą, jak to zwykliśmy nazywać w naszym kręgu. Jest osobą ciepłą, szlachetną, przede wszystkim o dobrym sercu. Gdyby mogła, pomogłaby wszystkim porzuconym, opuszczonym i samotnym zwierzętom.

O ludziach, psach, kotach, zwierzętach okaleczonych przez ludzi, letnią porą, opowiada Pani Dorota Sumińska.

Wywiad bardzo szczery, ciekawy i niezwykle wzruszający. W tym wywiadzie odstąpiłam od normy. Zastosowałam ogromną ilość prywaty, powołując się na konkretny przykład mojej suczki Luny, reprezentantki amstaffów, rasy będącej na czarnej liście psów agresywnych. Luna ma sześć lat i nie wyobrażam sobie życia bez niej.

Dziękuję Pani Doroto za to, że umie nazwać Pani stan rzeczy i umysłu po imieniu. Za miłość do zwierząt, której w otaczającym nas dziś świecie jest stanowczo za mało. Za Pani wiedzę, doświadczenie, światopogląd na biedę i krzywdę istot niewinnych, ale przede wszystkim które czują i żyją tak, jak my.

Jestem pod wielkim wrażeniem Pani niesamowitej wiedzy na temat zwierząt, szczególnie tych domowych. Jest Pani z wykształcenia lekarzem weterynarii. Chciałam zapytać o początki. Skąd u Pani się wzięła ta wielka miłość do zwierząt i tym samym skłoniła do wyboru tej profesji?

Myślę, że miłość po prostu jest, lub jej nie ma. Nie można jej podzielić na tę do zwierząt i tę do ludzi. Ja kocham życie. Każde. Nie ma znaczenia gatunek. Człowiek nie jest minerałem, ani kwiatem. Też jest zwierzęciem. Czy go kocham? Choć nie każdego, ale na pewno wszystkich tych, którzy są zależni od innych i tych, którzy umieją kochać. Czy miłość do zwierząt skłoniła mnie do studiowania weterynarii? Z pewnością nie. Na tej zasadzie każdy wielbiciel dzieci powinien zostać pediatrą, a zwolennik motoryzacji, mechanikiem. Zawsze fascynowała mnie natura, przyroda. Mój ojciec był dla mnie niedoścignionym znawcą tejże. Chciałam wiedzieć tyle co on. Skończył weterynarię, więc uznałam, że tędy droga. Potem okazało się, że do poznania Matki Natury wiedzie wiele dróg, ale moja przydała mi się wyjątkowo. Mając pod opieką 21 zwierząt nie wydaję na weterynarza.


Człowiek od początku swego istnienia udomowił wiele zwierząt. Jak brzmią słowa słynnej piosenki: „Do serca przytul psa, weź na kolana kota”. Skąd w nas, ludziach tyle miłości do psów i kotów, które okazują się być wierniejszymi przyjaciółmi niż my sami?

Zacznijmy od tego czym jest udomowienie. Ludzie mylą je z oswojeniem, a to zasadniczy błąd. Oswojone zwierzę nie boi się człowieka. Udomowione nie umie bez niego żyć. Udomowiliśmy wilka. Mamy psa. Niewolnika skazanego na naszą łaskę. Niestety częściej niełaskę. Schroniska pękają w szwach i dalej wytapia się z psów smalec. Udomowiliśmy kota i wypędzamy go nawet z piwnic. Udomowiliśmy dzika i skazaliśmy świnię na kaźń od urodzenia. Tur stał się krową- maszyną do produkcji mleka, matką której zabiera się „cielęcinę”, a na koniec robi się z niej befsztyk. Udomowiliśmy kura Bankiwa i mamy maszynkę do produkcji jaj i udka na ostro w fast foodach. Konia zaprzęgliśmy do pługa i wysyłamy na rzeź do Włoch. Owca i koza też nie mają lepiej. Tak samo jak gęsi, indyki i wiele innych gatunków. Największą zbrodnią ludzkości jest to, czemu służy udomowienie. Gdyby było w nas choć trochę miłości, nie musiałabym tego pisać.

Nie kryję się z określaniem siebie psiary do sześcianu. W moim domu rodzinnym od zawsze były psy. Tak jest i teraz. Jestem właścicielką amstaffki. Nigdy nie mogłam zrozumieć, skąd w ogóle podział na psy agresywne (czyli te z czarnej, ogólnoświatowej listy) i mniej agresywne. Może Pani mogłaby mi to wytłumaczyć, dlaczego psy dzieli się na lepsze i gorsze?

Nigdy nie dzielę psów na lepsze i gorsze. Jak już wcześniej wspomniałam, pies nie jest winny niczemu. To człowiek jest jego twórcą i to on jest zań odpowiedzialny. Rasa uznana za agresywną powstała, bo człowiek chciał mieć przy sobie „maszynę” do zabijania- psy bojowe, psy do walk z innymi psami i zwierzętami, psy do tropienia niewolników i więźniów. Dziś tylko część populacji ludzkiej pielęgnuje w sobie upodobanie do okrucieństwa. Tego typu psy potrzebne są dewiantom. Inni przedstawiciele ras uznanych za groźne mają stać się domowymi kumplami. Niestety, błędy wychowawcze mogą obudzić w nich pradawne zwyczaje. Przez tysiące lat selekcjonowano owe psy tak, by do obudzenia „bestii” wystarczyła „iskra”. Proszę się więc nie dziwić tym, którzy będąc kiepskimi znawcami psiej psychiki mają obawy. Cieszę się, że ma Pani amstaffkę, bo to urocze osoby w psiej skórze, ale nie wolno zapominać o jej przodkach. Napisała Pani o sobie- psiara do sześcianu. Nie zgodzę się z tym sześcianem. Gdyby był, u Pani boku żyłoby sześć psów zabranych z niedoli. Niestety przy amstaffce nie zawsze jest to możliwe.

Moi znajomi, gdy tylko dowiadują się, że mam amstaffkę, łapią się za głowę. Często ich komentarzem jest jedno zdanie: „Nie boisz się? Przecież masz dzieci”. Zawsze odpowiadam: „Nie boję się, dlaczego miałabym się bać” . Czy zgodzi się Pani ze mną, że psa trzeba umieć z rozsądkiem i zrównoważeniem wychować?

Odpowiedziałam w poprzednim pytaniu, ale muszę dodać coś jeszcze. Amstaffy, to psy uznane przez Amerykanów za rodzinne. Nie jestem specjalnie proamerykańska, ale mają tu trochę racji. Amstaff był przeznaczony do walk z psami, a nie ludźmi. Dlatego jego agresywne zachowania, jeśli wystąpią, kierowane są głównie na przedstawicieli własnego gatunku. Co do wychowania- każdego ssaka, a szczególnie społecznego- człowieka, psa, słonia, wilka i wiele innych trzeba wychować. Inaczej nie będzie umiał odnaleźć się w społeczności, w jakiej przyjdzie mu żyć. W wilczej watasze zajmowali się tym jej członkowie. Watahę zastąpiła ludzka rodzina i to ona jest odpowiedzialna za to kim będzie pies. Reguły wychowawcze stosowane w psiej edukacji pokrywają się z tymi, które stosujemy w przypadku dwu, trzyletnich dzieci. Teraz ja mam pytanie- w jakim wieku jest Pani amstafka? Jeśli nie skończyła jeszcze trzech lat, to mało Pani o niej wie. Dopiero po trzecim roku życia pokaże się „cała”.

A jak jest z przyjaźnią kota i psa pod jednym dachem?

Aby żyć zgodnie nie trzeba się przyjaźnić. Wystarczy szanować swoją odrębność. Psy i koty nie mają powodu, aby pałać do siebie niechęcią. Inaczej niż ludzie. Jednak Pani nie zachęcam do zaadoptowania kota. Amstafy nie zawsze szanują odrębność kociej natury. Znam takie, które „mają” kota, ale to wyjątki.

Przyszła wiosna, za chwilkę będzie lato. Na co szczególnie powinniśmy zwrócić uwagę wybierając się z naszymi czworonożnymi pupilami na spacery po leśnych i polnych ścieżynach?

Przede wszystkim o tym, by nie spuszczać ich ze smyczy. Pies w lesie to „barbarzyńca”. Las to dom niezliczonej ilości gatunków. Jesteśmy tam gośćmi i tak powinniśmy się zachowywać. Pies nie zawsze to respektuje. Bez względu na to czy spacerujmy po lesie, czy po miejskim skwerze nie wolno zapomnieć o przeciw kleszczowym zabezpieczeniu. Mimo tego i tak po spacerze trzeba psa „przejrzeć”. Siebie też. Poza tym upały. Nie zmuszajmy psa do spacerowania w pełnym słońcu. To może zabić nie tylko człowieka.

Jak dbać o naszych pupilów w trakcie upałów?

Wystarczy zacienione miejsce i miska z wodą. W szczególnie gorące dni można schładzać psią głowę wodą.

Na jakie najczęstsze dolegliwości chorują psy rasowe. Wiem, że jest to uzależnione od rodzaju rasy. Posłużę się tutaj moim prywatnym przykładem – amstaffki.

Nie da się na to odpowiedzieć w kilku zdaniach. Ras jest zbyt dużo. Na pewno najbardziej pokrzywdzone są te, którym skrajnie zmieniono budowę ciała. Skrócono łapy , trzewioczaszkę. Wszystkie z płaską twarzą mogą mieć kłopoty z układem krążenia i oddechowym. Krótkonogie z kręgosłupem. Miniatury z rozrodem, zębami i kolanami. Olbrzymy cierpią na gigantyzm z całym zestawem jego objawów. Chorują na kardiomiopatię rozstrzeniową i umierają młodo. Jest wiele ras z problemami metabolicznymi i skłonnościami do dolegliwości wielonarządowych. To bardzo pobieżna ocena. Nie wzięłam tu pod uwagę ograniczeń w „byciu psem”, co owocuje problemem zamkniętym w psiej duszy.

Z jakimi najcięższymi przypadkami, u zwierząt domowych, spotkała się Pani w całym swoim życiu zawodowym?

Najcięższe są wszystkie te, przy których nie ma kochającego, ludzkiego serca i rąk.

Jest Pani bardziej psiarą, czy kociarą? Za co Pani je kocha?

Nie jestem ani psiarą, ani kociarą. Jestem człowiekiem, który czuje się odpowiedzialny za ich niedolę. Zaręczam Pani, że gdybym miała wokół czekające na ratunek krowy też bym je ratowała. Czy byłabym krowiarą? Nie. Po prostu to ludzie udomowili wilka i przyczepili go do łańcucha, wyrzucili z samochodu, oddali do schroniska, połamali łapy, nakarmili szkłem. Ja też jestem człowiekiem i muszę temu jakoś zaradzić. Będąc obojętną wezmę udział w okrucieństwie. Zresztą obojętność to jeden z jej rodzajów. Czasem myślę- jest nas czterdzieści milionów. Porzuconych psów i kotów może z milion. Czy nie ma wśród nas miliona nie obojętnych?

Teraz Pani Doroto, proszę napisać coś zupełnie od siebie:

Dwa dni temu zadzwoniła do mnie pewna Pani. Prosiła bym pomogła jej w poszukaniu domu dla małej suczki. Co niedzielę mam audycję w radiu Tok FM i zawsze staram się znaleźć dom dla jakiegoś porzuconego psa, lub kota. Zapytałam co to za pies i dlaczego traci dom. Sprawa prosta- opiekunka suczki zmarła. A suczka? Ma kilkanaście lat i nie chodzi. Kiedyś, ktoś połamał jej wszystkie cztery łapy. Pewnie po to, by nie mogła za nim biec. Trafiła do schroniska. Łapom nie udało się pomóc. Została foczką. Starsza pani szukała przyjaciela. Poszła do schroniska i zobaczyła foczką. Zabrała do domu i kochała. Zmarła. Rodzina? Nie umiem nic napisać. Zapytałam- jak Pani sobie to wyobraża? Że ktoś zdecyduje się na adopcję psa, który ma „sto lat” i nie chodzi? Ja w to nie wierzę. Wiem jak trudno „wyadoptować” zdrowe i młode psy. Nawet nie próbowałam. Liczył się czas. Pies czekał. Sam w domu. Już nie czeka. Ma na imię Buba i leży obok mnie. Czy ją kocham? Najbardziej na świecie. Za co? Za to, że jest. Patrzy na mnie przez mgłę zaćmy i mówi- wybaczam.

_______________________________________

Z Dorotą Sumińską rozmawiała Agnieszka Kriezel

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook