wt. Wrz 17th, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

XXX sesja Rady Powiatu, czyli… na tonącym Titanicu (odcinek 1)

4 min read

SONY DSCKolejna sesja RP jak zawsze przypominała… kurnik, oczywiście nie ma to stwierdzenie niczego wspólnego z zacną miejscowością, a tym bardziej kompleksem pałacowym pod Poznaniem, wręcz przeciwnie.

Bo w kurniku jak to w kurniku, kury gdaczą, a koguty…, no cóż, nawet drób czasem bywa romantyczny. Niestety, daremnie poszukiwać go ( romantyzmu) podczas debat gremium, które chętnie nazwałbym „szacownym”, ale nie mogę. Dlaczego? Powodów jest około dwóch miliardów, tym najważniejszym jest ruinacja finansów i doprowadzenie mojego powiatu do skraju przepaści. Ludzie honoru, trochę jak ptaki dodo zapewne w obliczu takiej kompromitacji rzuciliby się w otchłań jak za czasów wielkiego kryzysu w USA w latach 1929 – 1933, niestety, nasi „wybrańcy” szybciej rzucą się sobie do gardeł.  Nie zawiedli i tym razem, a wszystko za sprawą dokumentu, który jest, ale go… nie ma!

Dokument, który jest, ale go nie ma?

W poszukiwaniu odpowiedzi w odniesieniu do sprawy najistotniejszej ostatnich miesięcy, a która stoi w sprzeczności z każdym pojęciem moralności odwiedziłem wczoraj (wtorek 24 dzień września 2013) wbrew pozorom, przyjazne progi Starostwa Powiatowego w Tucholi. Ci bardziej dociekliwi wiedzą o tym, że pojawiam się tam tylko z ważnych powodów. I tym razem ich nie zawiodę. Drzwi prawie bezszelestnie otwierają się, moim celem jest biuro Rady Powiatu, oczywiście jak zawsze zapomniałem, gdzie ono się mieści. Pamięć pomogły mi odzyskać dwie panie z recepcji o minach równych Hannibalowi Lecterowi, tuż przed posiłkiem, a może mi się tylko wydawało? Informację uzyskałem, choć obie panie pogrążone były w lekturze…, pewnie kolejnych zarządzeń z „samej góry”.

I tam właśnie się udałem, na trzecie piętro! Proszę wybaczyć moje podniecenie, zwykłem korzystać z wind, a tutaj takie rozczarowanie, a jak widomo już sam Neron jeździł windą, a nasza pani starosta nie, tym bardziej niestosowne będzie krytykowanie budowlanych niedociągnięć. Wszystko zapewne przez te normy i… komunistów.

Mijam kolejne piętra i korytarze, pozdrawiają mnie urzędnicy, ci zwyczajni, którzy na co dzień harują ponad siły, a ich płace zamrożono zdaje się do czasów przemiany Słońca w czerwonego karła, no chyba, że stracą pracę znacznie wcześniej z takich, czy innych przyczyn.

W biurze jak zawsze w podobnych sytuacjach przestawiłem się i poprosiłem o dokument, ściślej o kopię protokołu pokontrolnego ws. tzw „mówiących kamieni”. Niezwykle sympatyczna urzędniczka na dłuższą chwilę zaniemówiła, a jej twarz przybrała rysy pośmiertnej maski. Po chwili jednak rozluźniła się na tyle, że prawie szeptem wypowiedziała tak istotne kilka zdań.

Dokumetu w tym konkretnym biurze nie ma, jest w posiadaniu szefowej komisji rewizyjnej. Zawsze twierdziłem, że nic nie może mnie zdziwić – kłamałem, może.

– Gdzie mogę odszukać panią przewodniczącą? Zapytałem.

– W jej zakładzie pracy – odparła urzędniczka.

 Pożegnaliśmy się.

Jak to mam w zwyczaju postanowiłem odwiedzić kolejne miejsce w poszukiwaniu dokumentu. Odwiedziłem tucholskie PK, dla tych, którzy mają problemy z identyfikacją skrótowców, to Przedsiębiorstwo Komunalne, moja ulubiona firma, zwłaszcza zimą.

Wszedłem do budynku i nie bez trudu odnalazłem właściwy gabinet, który jak to jest w modzie ludzi ważnych, poprzedza sekretariat z kolejną urzędniczką. Niestety, na kluczowe pytanie o szefową jak zwykle słyszę… nie ma.

To trochę jak ze znanym skeczem „ Na tyłach sklepu” pary kabareciarzy Smoleń – Laskowik, gdzie główną, wypowiadaną kwestią jest … „nie ma”,oczywiście w odniesieniu do artykułów spożywczych z wariackich, minionych lat.

Sytuacja powtarza się.

-Gdzie mogę odnaleźć szefową? – Pytam.

– Jest u pana burmistrza – odpowiedziała, naprawdę!

Cóż, nie miałem tego w planach, ale… odwiedzę i pana burmistrza w poszukiwaniu dokumentu o którym marzę.

Jestem w UMiG w Tucholi, sprawdzam ile już straciłem swojego drogocennego czasu – walczę już drugą godzinę. Pana burmistrza spotykam na korytarzu, właśnie zakończył kolejne spotkanie, jak zawsze ma czas dla obywatela w przeciwieństwie do głównych władz powiatu, które do dzisiaj nie utworzyły stanowiska rzecznika prasowego, a obywatela mają tam gdzie proktolog dorabia sobie w wolnym czasie.

Po kilku sekundach ustalam, że szefowa komisji rewizyjnej była, ale już wyszła. Czy dotarła do swojego macierzystego zakładu? Tego nie wiem, ponieważ na tym etapie zakończyłem poszukiwania ważnego dokumetu, o który poprosić mogą i to przychodząc wprost z ulicy panowie: Kowalski, Hanuszkiewicz, czy nawet Komorowski, choć nie prezydent, każdy!

Ostatnia szansa, sprawdzam to, od czego powinienem zacząć – od Biuletynu Informacji Publicznej. Spełniają się moje przypuszczenia, protokołu w tym miejscu również NIE MA!

Mam poważne obawy, co do tego, czy taki dokument w ogóle istnieje? Na to twierdząco odpowiedział zupełnie ktoś inny i to kilka dni wcześniej, czy skłamał?

CDN.

Mariusz R.Fryckowski