27 października 2020

XXXIV sesja RM, czyli…„żółta kartka” dla Komendanta? (felieton autorski)

5 min read

Komenda tucholskiej wpierw milicji, później policji jest niczym „opoka”, choć nowego domu – siedziby sobie jeszcze nie wybudowała. Ten stan wkrótce się zmieni, niektórzy z nas mieli okazję obejrzeć już plany nowego budynku. Czy nieuchronność zmiany „miejsca zakwaterowania” pójdzie w parze ze zmianą mentalności i jakości pracy tucholskiego policjanta? Dobre pytanie i jeszcze łatwiejsza odpowiedź – wszystko zależy od lokalnego komendanta, który może okazać się być świetnym fachowcem w pracy z podwładnymi i społeczeństwem, lub… „szołmenem”, który tkwi jedną nogą w systemie, który (sądząc po wieku) zna tylko z ustnych przekazów lub książek.

Ciekawy jest początek tego krótkiego filmiku. Wywołany do odpowiedzi szef tucholskich policjantów ma niezłego adwokata w postaci przewodniczącego rady, który z góry zakłada ( i słusznie), że Wielce Szanowny Pan Komendant (WSPK), nie powie nawet słowa w sprawie próby zastrzelenia sołtysa z Przymuszewa, o co pyta jeden z radnych. Oczywiście, zawsze można się zasłonić dobrem śledztwa. Ciekawym jest również swoisty brak konsekwencji u miejscowych radnych, który objawia się prostym faktem, że na sali obrad był obecny prokurator i to znający sprawę, któremu jednak nie zadano nawet jednego pytania, a tym bardziej w sprawie.

Prawda? Same cuda.

Bardzo „podobała” mi się próba ogarnięcia pracy policjanta, nawet tego na  elektrycznym skuterze (policjant „na prąd”?) w kontakcie ze społeczeństwem, również z tym, które przekroczyło wszelkie zakładane normy. O kim mowa? O przestępcach, których system za takich uznał, zapewne słusznie. Otóż ten sam doprowadził tych ludzi przed oblicze Temidy, która jak zwykle ślepa, wypuściła czasowo delikwenta z mocnym postanowieniem, że ów cudak meldować się będzie w pobliskiej komendzie. Tą sprawą zainteresował się pan radny Piotrowski, bez wątpienia znawca tematu i nie ma tutaj krztyny ironii ze strony autora.

Mieliśmy okazję zaobserwować iście książkową reakcję ze strony WSPK, tym samym był to darmowy pokaz „mowy ciała” osoby, która skazana jest na… sukces, te sceny w dbałości o higienę psychiczną widza zastąpiliśmy przekazem audio . Zastanawiam się tylko nad jednym, czy kwestia dodatkowego represjonowania meldujących się w komendzie obywateli, również wchodzi w zakres działań aparatu sprawiedliwości, czy li tylko działań „prewencyjnych policjanta? Cóż, byłem jej ramieniem około pięciu lat, ale jakoś z podobnym zachowaniem nie miałem styczności. Zasadniczym pytaniem jest to, czy policjant według filozofii tucholskiego komendanta, ma być również… „mentalnym katem”?

Zdaje się, że dochodzimy do ściany i to bynajmniej nie na „dołku”, choć równie twardej. Otóż, policja, zwłaszcza tucholska i to w części „kierowniczej” zdaje się mocno utkknęła w epoce, gdy wyrywano nam, obywatelom, kartki z paszportów, tłuczono pałą, strzelano w obronie władzy lub dla… sportu, względnie upuszczano przez przypadek na schodach, tych niepokornych, którym dzisiaj budujemy pomniki.

Panu komendantowi bezapelacyjnie pomyliły się priorytety, otóż, nie każdy w tym kraju jest przestępcą, jednak zachowanie dyżurującego w komendzie funkcjonariusza i „świątynia dumania” – ohydna, obskurna poczekalnia, nawet z infomatem, zmiękczy każdego petenta, klienta lub podejrzanego. Kierowanie „człowieka z ulicy” do tego przybytku, to swoisty rytuał, ponieważ każdemu tucholskiemu policjantowi droga z piętra do niego właśnie zajmuje od 20 do 45 minut (autor ustalil to na podstawie własnego zegarka) i za ten stracony czas obywatel nie może zażądać zwrotu utraconych pieniędzy, policja oczywiście ma do tego prawo, bo prócz „pały” ma za sobą chrome, źle interpretowane przez wymiar sprawiedliwości… prawo.

Dyżurny praktycznie każdej zmiany, to władca udzielny, który prócz protekcjonalnego głosu przestrzega tego samego od lat mechanizmu „w jakiej sprawie?”, wymagając opowieści, której słucha przynajmniej pięć par uszu. Żenujące dla ewentualnego skrzywdzonego, który do policji przychodzi po pomoc.

Drogi Panie Komendancie i Ty POLICJO, wbijcie sobie do głowy prawdę oczywistą, że nie każdy obywatel jest bandziorem, tak jak nie każdy komendant / policjant jest alfą i omegą, durne regulaminy istnieją po to, aby ułatwić Wam pracę, a nam utrudnić życie, ale właśnie ono weryfikuje ów zestaw prawd o tę najważniejszą, bo nieprzewidywalną. Co wtedy? Po pierwsze wypełnić przysięgę wobec społeczeństwa, którą składa każdy „glina” na przednówku służby.

Bo trzeba być człowiekiem i zakodować sobie kolejną prawdę, że obywatela masz policjancie „bronić i chronić”, ponieważ jest tą „dojną krową”, o którą Państwo dbać musi, aby przeżyć. To układ nieformalny, który każdy z nas zawiera w chwili narodzin, a który wygasa w chwili śmierci.

Policjanci, którzy czas jakiś temu odeszli ze służby pukają się w głowę i przecierają ze zdumienia oczy, patrząc na to, co dzieje się w tucholskiej komendzie, a nie dzieje się tam dobrze i bynajmniej nie jest to winą funkcjonariusza – stójkowego, któremu z mózgu ktoś nadgorliwy robi… kisiel. Wczoraj być może efektem tego było strzelanie do człowieka, by zabić, jutro może ktoś zostanie przejechany „policyjną suką” jak za „dawnych czasów”, co wtedy?

Policjanci – emeryci znają podobne mechanizmy i mieli kapitalne podejście do sprawy, wobec swoich byłych kolegów, którym w głowach tkwiło jedno hasło – „odnieść sukces i zrobić karierę w resorcie i to za wszelką cenę”. Całość aktualna jest do dzisiaj. Cóż począć w takiej sytuacji?  Zrobić absolutnie wszystko, nawet zaprzedać duszę diabłu, aby takiego kogoś… awansować, to jedyna metoda na pozbycie się zbyt ambitnego nie policjanta, a… szołmena. Tuchola gościła już wcześniej podobne osoby, niestety, zawsze kończyło się to podobnie – skargami obywateli. Czyżby „powtórka z rozrywki” była kwestią czasu?

To już się dzieje!

_______________________________________

Mariusz R.Fryckowski

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook