2 grudnia 2020

TELEWIZYJNO FILMOWA AGENCJA PROMOCYJNA

TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA i SPOŁECZNA tokIs – press tv

„ZEMSTA” Fredry, czy na Fredrze?

4 min read

Kiedy hrabia Aleksander Fredro napisał swoją „ZEMSTĘ”, nawet nie przypuszczał, że po wielu latach, stanie się ona dla współczesnych twórców, inspiracją do mnogości jej adaptacji, często dziwnych.

Jedną z nich mogliśmy „podziwiać” w ubiegły weekend, a to za sprawą pana Wojciecha Ziółkowskiego -pedagoga, który śmiał sie porwać z motyką na Księżyc, przerabiając znane dzieło na swoje kopyto do tego stopnia, że wyszedł z tego koktajl polityczno – komediowo – rubaszny, z podtekstem antypedagogicznym.

Przeróbka „Zemsty” według jednych, to 20 -sto procentowe oparcie się na dziele hrabiego, reszta, to oryginalna przeróbka. Według innych, zawartość procentów oryginału w podróbce, można przyrównać do koniaku, który własnoręcznie wykonali…. bimbrownicy ukryci w tucholskich lasach.

Profanacja? Pewnie trochę tak, zwłaszcza, że reżyser i autor scenopisu w jednej osobie przyznaje, że w przeszłości lektura „Zemsty” stanowiła dla niego wyzwanie.

Cóż, dzieło musiało jednak wywrzeć na nim jakieś piętno, ( co akurat u Fredry stanowi normę, jednoznacznie wskazującą na geniusz autora pierwowzoru), skoro je uwspółcześniono, zwulgaryzowano, dodano sporo prymitywnych podtekstów, łącząc je w domyśle z realiami 2016 roku.

Dawka wybuchowego humoru przeznaczona została dla tucholskiej widowni, często unikającej klasyków. I tutaj dokonano swoistego błędu, ponieważ widowisko (bo trudno nazwać to sztuką) powinno mieć limit wiekowy lub specjalną dedykację dla unikających lektur obowiązkowych. Na młodszych również wywrze jakieś wrażenie, niemniej będzie ono dalekie od literackich, fredrowskich faktów. Innymi słowy, ci, którzy nie sięgną po książkę już zakodowali sobie w głowach, że ktoś taki jak Cześnik nie istnieje, bo zastąpił go obwieszony złotem Prezes w dodatku w kowbojskim kapelutku.

Papkin, jak na sprytnego idiotę przystało, zmienił się w Ferdka, gdzie pierwowzoru zapewne dopatrywać się należy bardziej w „Świecie według Kiepskich’, niż w pierwowzorze, który zaproponował Fredro.

Podstolina przypomina zachowaniem Dodę – Elektrodę, a Wacław z Klarą postaci wprost z „Archiwum X”. Na tym tle najlepiej wypadli murarze, lepiący z kartoników mur, a którzy w kłębach dymu, jak przystało na polską kikolską mentalność tłukli się między sobą ile wlezie.

Specyficzny żargon, niedbałość językowa,( połączona z wadami wymowy części aktorów)  bez wątpienia trafiają do publiczności, zwłaszcza tej młodszej, która w mowie potocznej częściej używa wtrętów „zajebisty” , niż rdzennych: piękny, zachwycający, wspaniały.

W ocenie wynaturzeń dzieła Fredry jedno jest pewne, autor i jego amatorska trupa teatralna, o wielce pretensjonalnej nazwie Masque, wywarli wrażenie na publiczności – zwrócili na siebie ich uwagę, to nie zawsze się udaje. Wzbudzili szerokie uśmiechy i gromkie brawa.

Patrząc na przedstawienie od tej strony, mamy do czynienia z sukcesem na miarę niegdysiejszego, tucholskiego „Zajączka”, później „Zajączka Nowego”, który z powodzeniem klecili do społu lokalni komuniści i bezpartyjni.

Na szczęście ów kabaret umarł, a truchło przyklepano łopatą, zastąpiło go coś zupełnie innego. Owo „coś” mieliśmy okazję podziwiać ( bez cudzysłowu tym razem) na scenie tucholskiego TOK-u we wspomniany weekend i kilka dni później, gdzie powtórkę spektaklu, przygotowano w tym samym miejscu dla młodzieży z okolicznych szkół. Ciesząc się z tego, że mają jednodniową labę, tłumnie przybyli i chyba im się… podobało!

Kilka ciepłych słów o spektaklu? Będzie ich sporo. Połowa sukcesu wędruje w ręce autora muzyki, bez którego spektakl poległby już w kuluarach, poprawna gra aktorska młodych aktorów ze wspomnianej trupy, z jednym wyjątkiem, ale to już kwestia albo ingerencji logopedy, albo zmanierowania powiązanego z niedbałością wymowy.

W chwilach, kiedy aktorzy nie miotali się bez sensu po scenie, dochodziło do najważniejszego… wczuwali się w role i to w zupełnie naturalny sposób, nawiązywali dialog, nie tylko z sobą, ale i z publicznością! Świetnie, to nawet nie każdemu zawodowcowi się udaje!

Ogólna ocena? Biorąc pod uwagę to, że lokalne władze już dawno temu dosłownie wykończyły kulturę w tym miasteczku, zryw twórców i aktorów zasługuje na najwyższe uznanie. Takie otrzymali, zwłaszcza od sprawców kulturalnych nieszczęść, którzy tłumnie przybyli na premierę i świętowali wraz z trupą 10-lecie jej istnienia. Szczyt hipokryzji? Do pewnego stopnia. Można wysnuć wniosek, że podczas składania gratulacji i życzeń, zespół również zagrał, tym razem… wdzięczność. Myślę, że ten występ był najcenniejszy, no i trwał równie długo, co sceniczna przeróbka, bardzo odległa od słynnej „Zemsty”.

Ta została dokonana na dziele w sposób wspaniały i szczerze mówiąc, po latach, ono kompletnie nie przystaje do rzeczywistości. Skoro tak, to, komu jest jeszcze potrzebny oryginał dzieła słynnego hrabiego?

Mnie.

DSC02247.JPGDSC02248.JPGDSC02251.JPGDSC02253.JPGDSC02256.JPGDSC02257.JPGDSC02272.JPGDSC02273.JPGDSC02276.JPGDSC02277.JPGDSC02294.JPGDSC02298.JPGDSC02304.JPGDSC02305.JPGDSC02308.JPGDSC02309.JPGDSC02310.JPGDSC02311.JPGDSC02323.JPGDSC02366.JPGDSC02376.JPGDSC02405.JPGDSC02409.JPGDSC02411.JPGDSC02412.JPGDSC02413.JPGDSC02418.JPGDSC02420.JPGDSC02421.JPG

__________________________

Mariusz R.Fryckowski

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook