pt. Wrz 20th, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Złodzieje historii

7 min read

Ilekroć powracam do tej sprawy, bezradny załamuję ręce wobec niezbitych faktów. Od dłuższego już czasu chciałbym szczegółowo opisać pewien szokujący fakt z historii ostatniej wojny, który dotyczył produkcji i prób słynnej „Wunderwaffe” Hitlera. Dotychczas poznaliśmy kilka epizodów, które nierozerwalnie związane są z Penemunde i  Blizną. Powstało wiele publikacji, mnożono filmy dokumentalne i fabularne, poświęcone tym miejscom. Niestety, współcześni historycy nie mają przysłowiowego zielonego pojęcia o tym, że na ziemiach polskich istniał poligon równie wielki, a być może znacznie większy, niż oba wymienione wcześniej, razem wzięte. Kluczem do poznania tej historii są słynne Bory Tucholskie.

 

___________________________

O tym miejscu można pisać bez końca, fakty, znaleziska, dowody, poszlaki, relacje, daremnie szukać ich w bibliotekach, książnicach. Pozostali wyłącznie, albo prawie wyłącznie potomkowie dawnych oddziałów okupanta, którzy zachowali część informacji głównie dla siebie. Istnieją również ustne przekazy mieszkańców, którzy byli świadkami pewnych zdarzeń i prób, dzisiaj pozostała ich zaledwie garstka.

Nikt ze świata nauki wydawał się nie być zainteresowany sprawą, którą większość z nich traktowali jak zło konieczne, lub podchodzili do sprawy jak do wymysłu grupki oszołomów. Chyba tylko Duch Święty wie, ile czasu pochłonęło ustalenie faktów i niezbitych dowodów. I chociaż specjaliści – archeologowie w dalszym ciągu są sprawie obojętni, pojawili się na kwestionowanym terenie pospolici złodzieje, którzy wydzierają ziemi resztki przedmiotów, one już dawno powinny znaleźć się w polskich muzeach. Inną sprawą jest to, że obecne toną w niekompetencji, trawiąc to, czego dopuszczano się wobec zabytkowych przedmiotów w nieodległej przeszłości. Jednak to temat na osobną opowieść, i to z wątkiem kryminalnym w tle.

Każdym prawdziwym miłośnikiem historii powinno wstrząsnąć kilka spraw, abstrahując od większości, skupmy się na środowisku ludzi, którzy wspierają się wzajemnie, wymieniają poglądy i techniki „wydobycia” artefaktów przeszłości, szacując od razu ile mogą na tym wszystkim zarobić. Ba! Mało tego mają jeszcze czelność piętnować każdego, kto śmie się im przeciwstawić! O kim mowa? O złodziejach!

Cóż dodać jeszcze? Państwo boryka się z ogólny bałaganem, który dotyczy również zabezpieczania znalezisk, historia nie jest dzisiaj priorytetem, zwłaszcza ta z nieodległej przeszłości. Dzisiaj pasjonujemy się aferzystami, skorumpowanymi politykami i…wyborami kolejnych miernot, do rządów bez przyszłości.

Popełniamy kolejny błąd, który prędzej, czy później okrutnie zemści się na naszych następcach – bezpowrotnie tracimy dowody tego, co przetoczyło się przez polskie ziemie w czasach ostatnich wojen.

Naród, który nie zna swojej historii…ginie, a wraz z nim narodowa świadomość.

Według szacunków w Polsce działa ok. 60 tys. poszukiwaczy amatorów, którzy używają wykrywaczy metalu. Zgodnie z obowiązującym od 2003 r. prawem każdy z nich powinien mieć pozwolenie wojewódzkiego konserwatora zabytków. – Dotychczas nie wydaliśmy żadnego takiego pozwolenia – mówi Mirosława Dernoga, kierownik wydziału archeologii Wojewódzkiej Służby Ochrony Zabytków w Poznaniu. – Poszukiwacze zwykle pytają, czy zezwolenie może obejmować np. całe województwo i obowiązywać nieograniczony czas. Tymczasem my możemy wydać je tylko na dokładnie określone na mapie miejsce i konkretny dzień – tłumaczy Dernoga. Oznacza to, że prawdopodobnie wszystkie poszukiwania prowadzone na terenie Wielkopolski, a podobnie jest we wszystkich pozostałych województwach, są nielegalne.

Każdy odkryty przez amatora przedmiot powinien zostać zgłoszony w urzędzie konserwatorskim. – Ale kto zgłosi zabytek, skoro według prawa znalazł go nielegalnie? – mówi Wojtek, poszukiwacz amator. Ponadto wszystko, co leży w ziemi, stanowi własność skarbu państwa i znalazca nie ma teoretycznie żadnych praw – ani do znaleziska, ani do jakiejkolwiek rekompensaty.

– Źle skonstruowane prawo zepchnęło poszukiwaczy do podziemia. Oznacza to, że nie wiemy niczego o zabytkach, które znajdują – dodaje Marek Brzeska, numizmatyk.

– Jeszcze kilkanaście lat i z ziemi zniknie ogromna liczba zabytków, które zostaną bezpowrotnie stracone dla nauki – mówi dobitnie „Gazecie” prof. Aleksander Bursche z Uniwersytetu Warszawskiego. – Większość trafi do prywatnych kolekcji lub na internetowe aukcje. Jedyną szansą, by temu zapobiec, jest zmiana prawa. Bez tego nic nie zdziałamy – dodaje prof. Bursche.

Wykrywacz – sprzęt domowy

– Kradzieże zabytków mają historię starą jak świat. Zmieniły się tylko metody – mówi Brzeska. Dawniej rabusie okradali groby faraonów. Dziś wyposażeni w nowoczesnedetektory metali wyciągają z ziemi, co się da.

W Polsce długo nikt się tym poważnie nie przejmował, ale sytuacja zmieniła się w latach 90., kiedy dobry sprzęt stał się u nas równie łatwo dostępny jak na Zachodzie. Profesjonalny detektor kosztuje kilka tysięcy, ale najprostszy można dostać już za kilkaset złotych. W małopolskich, lubelskich i śląskich wsiach niemal w każdym gospodarstwie jest wykrywacz metalu – komentuje prof. Bursche.

– Jaka jest skala tego zjawiska, można ocenić dzięki serwisowi, który prowadzi w internecie anonimowy numizmatyk – opowiada prof. Bursche. Notuje on zgłoszone od maja 2004 r. znaleziska monet rzymskich – ze zdjęciem i opisem. Są tam już informacje o prawie 700 monetach, z czego część to niezwykle rzadkie okazy.

Autor serwisu nie opowie o sobie pod nazwiskiem, ponieważ nie chce miećnieprzyjemności – Kiedyś znalazca szedł do handlarza i informacja o tym, co znalazł, rozchodziła się w środowisku kolekcjonerskim – trafiała do naukowców. Dziś nie potrzeba pośredników, jest internet. Zrobiło mi się szkoda tej wiedzy – mówi autor serwisu. – To świetna inicjatywa. Gdyby nie ta strona, bezcenne z punktu widzenia nauki informacje byłyby stracone – dodaje prof. Bursche.

W tym samym portalu znajduje się też mapa znalezionych w Polsce guzików z numerami pułków z okresu wojen napoleońskich.

– Zabytki, które znajdą poszukiwacze, na masową skalę są sprzedawane na Allegro – mówi Brzeska. – Przybywa ich z każdym rokiem. Aukcje są anonimowe, więc bezpieczne dla poszukiwaczy – dodaje.

Tajemnicą poliszynela jest to, że na aukcjach antykwarycznych w zachodniej Europie wyznaczone są ceny na zabytkowe „zapinki z Polski”.

Zbiory monet często są dzielone na części i wyprzedawane stopniowo. – Wystarczy trochę wprawy, by poznać monety ze skarbów. Mają charakterystyczne rysy, które powstają w trakcie oddzielania ich od siebie – mówi Mirosław Andrałojć, poznański archeolog, twórca programu inwentaryzacji skarbów.

W Poznaniu popularna jest giełda w Starej Rzeźni. – Jeżeli ktoś ma w klaserze jedną, dwie strony takich samych monet na sprzedaż, to wiadomo, że znalazł jakiś skarb – mówi Wojtek, poszukiwacz amator.

Jak to robią inni

Na zachodzie Europy amatorzy skarbów masowo pojawili się w latach 70. Od tego czasu niektóre kraje wprowadziły obostrzenia związane z poszukiwaniami za pomocą wykrywaczy.

Na przykład w Danii przepisy określają, na jakich terenach w ogóle nie wolno prowadzić poszukiwań. Znalezisko musi zostać zgłoszone do ministerstwa kultury, które na podstawie opinii wydanej przez archeologa decyduje, czy zabytek można zostawić w rękach prywatnych, czy też ma go przejąć muzeum. W takim przypadku znalazcy wypłacana jest rynkowa równowartość zabytku, ale pod warunkiem szczegółowego udokumentowania miejsca i okoliczności odkrycia.

Ale rzecz nie tylko w przepisach. – W Danii współpracuje się z amatorami. Dzięki temu sami pilnują stanowisk, przestrzegają wypracowanych zasad i zgłaszają znaleziska. W rezultacie Dania jest obszarem o jednej z największych liczbie znalezisk zabytków w Europie – komentuje prof. Bursche. – Dlatego w Polsce potrzebna jest nie tylko zmiana prawa, ale też stosunku naukowców do poszukiwaczy – dodaje.

– Dość trudno jest dyskutować, jeśli archeolodzy mówią o poszukiwaczach, że są źli, niedouczeni i kradną – mówi Wojtek. – Ale poszukiwacze to samo mówią o archeologach – przyznaje.

– W środowisku poszukiwaczy są ludzie, którym zależy na nawiązaniu współpracy z archeologami. Powoli uda się wypracować zasady tej współpracy – zapewnia Mirosława Dernoga.

Pasjonaci kontra zawodowcy

Największa w Polsce grupa poszukiwaczy skarbów to „militaryści”, którzy szukają wyposażenia wojskowego (odznaczeń, broni, części umundurowania) i „monetaryści”, którzy szukają głównie monet. Ci ludzie traktują poszukiwania, jako hobby. Jeśli jednak znajdą coś, co ich nie interesuje, sprzedają to. – Dlatego właśnie w środowiskach naukowych mówi się o nas, że szukamy w celach komercyjnych, lub mniej eufemistycznie nazywa się złodziejami – mówi Wojtek. – Ale dla nas najważniejsze jest samo szukanie i kolekcjonowanie – opowiada. Tej grupie poszukiwaczy najbardziej zależy na wyjściu z „podziemi”. Sami wypracowali kodeks poszukiwacza, którego podstawowe zasady zakazują m.in. rozkopywania grobów i stanowisk archeologicznych, i raczej go przestrzegają

Druga grupa to zawodowcy, którzy doskonale wiedzą, czego szukają i gdzie tego szukać. Działają dyskretnie, w małych hermetycznych grupach. Często metodycznie i planowo przeszukują stanowiska archeologiczne – mówi Wojtek. Nie są zainteresowani współpracą z archeologami ani żadnymi zmianami w przepisach. Mają dostęp do bardzo dobrego sprzętu, map, często posiadają archeologiczne wykształcenie. Są najbardziej niebezpieczni dla nauki i kultury polskiej. Archeolodzy bronią się przed nimi, rozrzucając na cenniejszych stanowiskach np. kapsle od piwa. We Francji rozpyla się z helikopterów opiłki aluminium, zresztą przeklinane przez archeologów.

Przy kilku instytucjach w Polsce (m.in. przy warszawskim muzeum archeologicznym) powstały już grupy poszukiwaczy amatorów współpracujących z naukowcami przy badaniach. Na razie jednak archeolodzy wypowiadają się o nich ostrożnie. – Zdarza się, że okazane zaufanie jest nadużywane – mówi anonimowo jeden z nich. – Ale coś trzeba ruszyć, bo na razie bezpowrotnie tracimy część naszego dziedzictwa narodowego – podsumowuje prof. Bursche.

Mariusz R.Fryckowski

Na podstawie: Podziemie polskich poszukiwaczy skarbów – Daina Kolbuszewska