Zwyczajnie niezwyczajni

Pasja do szybowania w powietrzu łączy ludzi. I nie chodzi tu wyłącznie o zloty, które odbywają się często nie tylko w Polsce, często dużo dalej, mimo to zjawiają się tam wszyscy. Gdzie to jest – Włochy, Francja – nieważne. Oni wszyscy tam są nie tylko po to by pochwalić się swoimi umiejętnościami, ale dzielić pasję. Bo samemu nie smakuje to tak dobrze. A kto zrozumie szaleńca, który woli czuć na twarzy pęd powietrza zamiast ziemię pod nogami, jak nie drugi szaleniec? Dlatego zazwyczaj trzymają się razem.

Tym razem było ich czterech, spotkanie wyznaczyli sobie dokładnie w miejscu, które za kilka tygodni zaludni się gośćmi z całego świata, którzy przybędą do Tucholi na zaproszenie tucholskiej, kurkowej braci. Ostatnie dni nie rozpieszczały, pogoda była wyjątkowo paskudna, aż do wczorajszego popołudnia. Było chłodno, ale bezpiecznie, czas na loty.

 

Pasjonujący się lataniem, to niepoprawni romantycy, bez znaczenia okazuje się wiek, odwieczna pasja latania jest jakby przypisana ludziom. Jednak nielicznym było dane wznieść się w przestworza. Tak było dawniej, dzisiaj wszystko się zmienia, w cień odeszły dawne układy, skończyły się obwarowania natury formalnej, które dawniej w efekcie powodowały to, że mieliśmy do czynienia ze sportem elitarnym, choć elit jako takich nie było.

Dawny aparat państwa doceniał niezwykłość pasji, czym prędzej ją skorumpował tak skutecznie, że w efekcie trafiali za stery maszyn wyłącznie ludzie z układów poprawnych politycznie. Wyjątkowe świństwo, z przykrością wspominam te czasy.

Dzisiaj w powietrze wznieść się może każdy, wszystko uzależnione jest wyłącznie od zasobności portfela i względnej cierpliwości, która zaowocuje licencją i pozwoleniem na pierwszy, całkowicie samodzielny lot.

Jednak znaleziono sposób, aby sprawić, że latanie jest dostępne na wyciągnięcie reki, to… lot z użyciem paralotni.

Kadłubem jest człowiek, napęd stanowi śmigło przytwierdzone wraz z silnikiem do pleców pilota. Podwoziem są nogi, a płat nośny jest „miękki”. Nie potrzeba pasów startowych, nie potrzeba zaplecza technicznego, wystarczy odrobina odwagi, dobra pogoda i kawałek równego terenu, by wystartować i błyskawicznie wznieść się na dozwoloną wysokość.

Kiedy już jesteś w górze, znikają wszelkie problemy, kłopoty dnia codziennego są nieważne, tak dalekie, jakby stawały się snem. Masz przed sobą przestrzeń, ptaki, nieprzeciętne widoki i wiatr, który odczuwasz na własnej twarzy. Nie ma owiewek, cienkiej szyby w kokpicie, lecisz, choć twoja maszyna nie przypomina samolotu.

|Jesteś w górze tak długo, jak wielki masz zapas paliwa. Nie jest ono jakieś szczególne, to zwyczajna mieszanka etyliny 98 i oleju, wszak masz na plecach niezawodny, prosty w obsłudze… silnik.

Dwaj piloci to tucholanie, doskonale znamy ich wszystkich, dwaj pozostali, to goście z Sępólna Krajeńskiego, niezwykle mili i otwarci. Mają pecha, jeden z napędów odmówił współpracy, zapewne to drobiazg, ale w lotnictwie bezpieczeństwo jest najważniejsze, nawet drobiazg może stanowić zagrożenie. Lepiej zrezygnować, będą jeszcze inne lotne dni.

Trzy paralotnie unoszą się w powietrzu, gigantyczne, sportowe, latające skrzydła robią wrażenie równie wielkie, jak prędkość z którą poruszają się na tle domów i drzew. Przez chwilę towarzyszą im ptaki, to przyjaciele pilotów, te, które szybują wiedzą doskonale, gdzie mieszczą się „kominy”. Natura przygotowała je znacznie lepiej, niż nas. My możemy je tylko obserwować i naśladować, ot, los szybownika.

Piloci znają się na rzeczy, wykonują efektowne ewolucje, ale wszystko odbywa się w zgodzie z zasadami, zdrowym rozsądkiem i wielką dozą rezerwy, wszak jesteśmy w środowisku wrogim człowiekowi.

Paralotniarze przez wiele minut utrzymują się w powietrzu, wiedzą, że są podziwiani przez tych, którzy na ziemi przypominają drobne punkciki. Jednak doskonale widać twarze przechodniów, słyszą warkot silnika, po chwili unoszą głowy, a niektórzy przyjaźnie machają rękoma.

To miłe, ale liczy się lot i ta…cisza, żeby tak jeszcze można było zmienić silnik spalinowy na równie wydajny, ale elektryczny. Ot, taki latający „Melex”.

Mariusz R.Fryckowski

______________________________

Pełna galeria fografii z lotu dostępna TUTAJ 

admin

Next Post

Ci wspaniali mężczyźni w swych kapitalnych maszynach

wt Cze 19 , 2012
Kiedy zbliża się wieczór i miasto powoli „zasypia”, gdzieś z obrzeży dochodzi dziwny hałas. Jakiś piekielny ryk silników, trochę przypomina pracę bombowców z minionej wojny. Ponieważ naloty dywanowe raczej nam nie grożą, znakiem tego…, trenuje tucholska grupa INZU DRIFT TEAM. Szturmem wdarli się w życie sportowe miasta, choć są ciągle […]

SPOŁECZNOŚCI

Lokalnie

Globalnie

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook