25 czerwca 2021

TELEWIZYJNO FILMOWA AGENCJA PROMOCYJNO INFORMACYJNA

TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA i SPOŁECZNA tokIs – press tv

Komu zależy na tym, aby „tucholska obwodnica” nigdy nie powstała? (Felieton autorski)

7 min read

Sprawa nie ma precedensu, można śmiało powiedzieć, że Tuchola jest jednym z nielicznych miast w Polsce, które od około pięćdziesięciu lat stara się o to, aby powstała specjalna droga tranzytowa. Filozofia zrealizowania podobnej inwestycji poraża dalekowzrocznością każdego, kto choć raz w przeszłości wgłębił się w sprawę. A bez wątpienia takowa istnieje i choć pierwsze decyzje zapadały daleko przed tym, kiedy ruch drogowy zdominował transport w naszym kraju. Owszem, kwestia ruchu dotyczy wszystkich pojazdów, jednak najbardziej dokuczliwymi są wielkie ciężarówki, które od lat dosłownie rozjeżdżają nasze drogi, niszczą ściany budynków mieszkalnych, stanowią gigantyczne zagrożenie dla obywateli Naszego Miasta.

Jak było, a jak jest?

Na przestrzeni minionych lat dokonano pierwszych przygotowań pod inwestycję, jednak przemiany ustrojowe skutecznie ten proces zahamowały, a dzisiaj zbieramy tego żniwo. Proces tarć politycznych pomiędzy ugrupowaniami ponownie odwlókł sprawę obwodnicy na kolejne lata. Wraz z wejściem Polski do struktur UE, narastać zaczęła nadzieja na to, że wreszcie po latach, realizacja inwestycji wchodzi w nową fazę. Niestety, niekończące się dyskusje wokół obwodnicy, kolejny raz spełzają na niczym, lub zwyczajnie podejmowane są próby zamiatania problemu wielu mieszkańców pod przysłowiowy dywan. Powiedzmy sobie szczerze to, że ów hipotetyczny dywan mocno się wybrzuszył, zwłaszcza ostatnio, gdzie palące sprawy mieszkańców, które dotyczą spraw zatrudnienia, przykrywane są inwestycjami, które owszem, dodają kolorytu miastu, jednak nie rozwiązują problemów ludzi.

W to pasmo nieszczęść idealnie wpisuje się tucholska obwodnica, a właściwie jej brak.

Z rozmów z mieszkańcami Tucholi wysnuć można wniosek, że większość jest za realizacją inwestycji, choć nie brakuje głosów pełnych obaw o to, że tucholski handel silnie ucierpi w wyniku zmniejszenia się ruchu turystycznego. Zadajmy sobie proste pytanie, a czy on istnieje, czy też jest to tylko zbiór pobożnych życzeń, wobec ciągłego braku infrastruktury, która miast zachęcać do odwiedzin miasta, zwyczajnie odpycha? Istnieje także dosłownie promil ogółu, bardzo istotnego, który niczego nie mówi i to stanowi swoiste kuriozum…

„Faceci” od nożyczek i wstążek

Tuchola na przestrzeni wielu wieków nie miała tak dobrej sytuacji jak dzisiaj. Nie, to nie jest żadna sprzeczność, a brak konsekwencji działań dla dobra miasta parlamentarzystów, których dzisiaj mamy aż trzech!!!

Panowie ci zyskali sobie aprobatę i poparcie wielu mieszkańców, mających nadzieję na wiele zmian, w tym również w kwestii obwodnicy, która już dawno powinna istnieć. Czym zajmują się wybrańcy? Ano przecinaniem kolejnych wstążek w trakcie otwarcia takich, czy innych zakończonych sukcesem projektów, niestety, daleko od nas. Działają wyłącznie pod „publiczkę” karmiąc nas sloganami i pustymi obietnicami, ba, mało tego, doszukiwać się tutaj można nawet działań dalekich od dość płynnego pojęcia „lokalnego patriotyzmu”. Dziwnie aktywni stają się w czasie trwania różnych happeningów, których nie brakuje, a które finansowane są z naszych pieniędzy, marnotrawione są centralnie. Jednak swoistym kuriozum jest zdobywanie popularności przy pomocy działań delikatnie mówiąc naiwnych. Cóż, Świętym Mikołajem nikt się nie urodził, podobnie jak posłem, europosłem, czy senatorem, takie funkcje piastuje się okazjonalnie. Jeżeli społeczeństwo obdarzyło swoich przedstawicieli zaufaniem, ich obowiązkiem jest godne jego reprezentowanie i działanie na jego korzyść. A co mamy w tej smutnej rzeczywistości? Jedynie figurantów i to bez…polotu?

 „Lewa noga” może być prawą?

Nigdy nie przypuszczałbym, że środowiska silnie lewicujące, po skompromitowanych przez siebie latach, mogą dokonać silnego zwrotu w stronę normalności, (czytaj -> zrobić coś dla ludzi). Mamy tego przykłady w całej Polsce. Czy mamy tutaj do czynienia z przygotowaniami do przejęcia przez nich władzy, lub przynajmniej jej części? Oczywiście! Kampania wyborcza trwa w najlepsze, czego większość społeczeństwa nie dostrzega, lub wcale o tym nie myśli. Kolejny błąd może nas kosztować kolejne stracone lata. Jak długo ten impas będzie trwać? Dopóki, dopóty przeciętny Kowalski – wyborca nie trzaśnie się saperką w głowę i nie pomyśli wreszcie logicznie. Czas zerwać wszelkie układy i konwenanse, nadeszła pora rozgonić to towarzystwo wzajemnej adoracji: towarzyskiej, finansowej, rządnej wszelkiej władzy. Komu tak bardzo na niej zależy? Zapewne miernotom politycznym, a tymi można bez wątpienia zaludnić dowolną planetę posiadająca atmosferę np. w układzie słonecznym, zakładając, że takowe istnieją.

W skali kraju…potrzeba nam ludzi nowych, prawych, nieskażonych lenistwem, głupotą i układnością. I to chyba jest ten najwłaściwszy moment, aby zacytować znany wiersz, który czas jakiś temu znany kabaret „Klika” z Bydgoszczy umieścił na kartach jednej ze swoich książek:

 

Wybrali osła na posła
Osioł się bardzo ucieszył,
Pożegnał żonę i dzieci
I do stolicy pośpieszył.
Tam w gronie podobnych osłów,
Których wybrano na posłów,
Zasiada w sejmowych lawach
By dla nas stanowić prawa.

Poci się biedne oślisko
Bo chciałby pojąc to wszystko,
Ale rozumu nie staje
Więc tylko pracę udaje.
W komisjach też uczestniczy
Chociaż się nie zna na niczym.
Z trybuny wygłasza mowy
Choć trudno mu z pustej głowy.

Czas się o morał pokusić,
Bo morał bajka mieć musi
NIE JEST TO WINĄ OSŁA,
ŻE GO WYBRANO NA POSŁA.

 

Co do ostatniego wersu można polemizować, ale doskonale znamy rodowód tego kabaretu, ale to już zupełnie inna opowieść.

Uściślijmy wreszcie, komu zależy na tym, aby tucholska obwodnica nie powstała:

Sklepikarzom?

Przedsiębiorcom?

Władzom miasta?

W każdym z tych przypadków odpowiedź będzie przynajmniej w części negatywna.

Podczas nieodległej w czasie mojej rozmowy z panem Burmistrzem Tucholi wynikało jasno, że jest za tym, aby nowa droga powstała, ale otwartą kwestią jest jej przebieg. Podczas jednej z sesji Rady Powiatu w obecności pani Starosty, z ust jednego z radnych popłynęły niezwykle mądre słowa, które nie pozostawiały najmniejszych wątpliwości – droga musi powstać, ale tak naprawdę nie chodzi być może o obwodnicę, a o rozładowanie zatorów i pozbycie się ciężarówek – gigantów.

Co mówią mieszkańcy ulic, które stanowią miejsce przemieszczania się tysięcy pojazdów? Odpowiedzi są jednoznaczne – żądamy obwodnicy! Jednak, kiedy wyjąć kamerę, głosy milkną, a my możemy ewentualnie pokazać ich plecy i zaprezentować ich zmieniony digitalnie głos. Czego, lub kogo boja się zagrożeni niekontrolowanym ruchem mieszkańcy? Czy to może tylko przyzwyczajenie z poprzedniej epoki – „…nie wychylać się, bo to szkodzi”?

Marszałek kontra „prowincja”

Idealizując nieco, załóżmy, że żyjemy w państwie prawa i poszanowania konstytucji, jaki nam się objawia wizerunek władzy? Oczywiście służebny wobec obywatela. Śmieszne? Karkołomne? Bez wątpienia tak, powszechnie wiadomo, że dobrymi chęciami wybrukowano już dawno – piekło i nie jest istotne, czy ten bruk ma postać trylinki, czy sławetnego, śliskiego zimą i latem w zależności od warunków POL – Bruku.

Bitwa o naszą, lokalną obwodnicę jest nierówna, toczy ją tucholskie „S.O.S dla Tucholi” z Marszałkiem Województwa Piotrem Całbeckim. Bardzo głęboko w pamięci zapadła nam scena otwartego konfliktu obu stron, podczas konferencji poświęconej strategii rozwoju Tucholi na najbliższe lata. Marszałek i to publicznie, nawet nie starał się ukrywać swoich frustracji, działaniem krnąbrnej organizacji, która uparła się zawalczyć o swoje w imieniu mieszkańców. Dość żenujący widok. Dlaczego urzędnicy nie mogą zrozumieć oczywistości, że pełnią rolę służebną wobec obywatela? Skoro sprzeniewierzyli się idei, należy ich usunąć. Dlaczego w takim razie, nie dzieje się nic w tej sprawie? Odpowiedź jest jedna – „prowincja” nie ma siły perswazji?

Skoro tak, potrzeba połączonych protestów wielu miast, bezskutecznie żądających od lat swoich obwodnic. Wydaje się nie do przyjęcia stwierdzenie Marszałka, że oto… wybudujemy wam obwodnicę, ale partycypujcie w kosztach – 50 x 50%. Potrzeba chyba dyktafonu i nagrania głosu pana Marszałka, który odtwarzałby sobie tę sentencję każdego wieczoru, przed snem. Jak wielką trzeba mieć wyobraźnię, aby przypuszczać, że zakładając koszt obwodnicy na 100 000 000 mln złotych, że tak biedne miasto, jakim jest Tuchola wysupła połowę tych pieniędzy? Kredyt? A z czego go zwrócić, skoro sam powiat jest na granicy finansowego zatopienia? Czy jesteśmy niemieckim starym U – BOOT- em, aby traktować nas jak potencjalnych bankrutów lub…topielców?  Niejako z urzędu, zadaniem Marszałka i to w jego własnym interesie, jest prognozowanie, stworzenie planów i wybudowanie drogi, o którą już nie proszą, a żądają jej mieszkańcy, konkretnego miejsca na mapie województwa. Oczywiście pan Marszałek zasłoni się sztabem prawników, interpretujących ułomne przepisy, ale fakt pozostaje otwarty – bliższa koszula ciału, a reszta niech zaczeka, najlepiej do końca kadencji decydenta lub…śmierci kolejnego pokolenia szaleńców, którym zamarzył się spokój w ich własnym mieście.

W takim razie zaczekamy kolejne pięćdziesiąt lat, lub podziękujemy władzy za służbę w najbliższych wyborach. Czyżby sprawdzała się stara sentencja Cejrowskiego: „wszyscy won”? (Świetna nazwa partii politycznej, prawda?) Mieszkańcy Tucholi zapewne ją pokochają i to już wkrótce.

Mariusz R.Fryckowski

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook