Ten temat jest nam szczególnie bliski i to od lat, choć władze chyba nie do końca śledzą informacje, które cyklicznie publikujemy w odniesieniu do problemu budynku dworca PKP w Tucholi. Bliżej? Przed problemem bezdomnych, którzy traktują hall dworcowy, jak chwilowe schronisko, zwłaszcza zimą.
Bywają agresywni w stosunku do podróżnych, bywają pijani, używają wulgaryzmów, słowem to patologia w czystej postaci. Bezdomni wywołują strach i odrazę i niczego z tym zrobić nie można, o ile sami nie zechcą poprosić o pomoc. Gdyby jednak tak się zdarzyło, miasto otoczy ich opieką. Rezygnują z niej z prostego powodu, schronisko z którym Tuchola ma podpisane porozumienie wymaga tego, aby bezdomni byli trzeźwi, a to w większości powoduje u nich wybór banicji w obiektach, które stanowią ich koczowisko. Policja zna te miejsca i kontroluje je, jednak niewiele może wskórać. zdarza się, że w porozumieniu z lokalnym OPS-em niosą im pomoc doraźną, chroniąc przed wychłodzeniem, czy wręcz bezpośrednim zagrożeniem życia w wyniku skrajnie niskich temperatur.
Proces zabawy w kotka i myszkę z kloszardami trwa od lat i tak naprawdę miasto wobec tego problemu jest bezsilne. Dawniej było to nie do pomyślenia, warto zmienić prawo, aby tych ludzi zmusić do tego, aby ponownie wrócili do społeczeństwa. Oczywiście, zawsze mogą wybrać między życiem i śmiercią, brutalizując – miasto ufunduje im godny pogrzeb na nasz koszt. Ostatni wolni ludzie? Raczej skrajna, cuchnąca patologia do naprawienia, wbrew ich woli, my tak naprawdę możemy się temu biernie przyglądać. Kto twierdzi inaczej – kłamie.
Obejrzyjmy i wysłuchajmy relacji.
(red.)
