Zagrożenie pożogą wojenną wbija się nam do głów każdego dnia. Przodują w tym tzw. „polscy politycy” opcji gangsterskiej i kreują rzeczywistość, zgodnie z taktyką obowiązującą podżegaczy wojennych. Na uzbrojenie polskiej armii przelewa się strumienie pieniędzy, a efekty są marne. Przyjmujemy to jako fakty, które dają nam złudne poczucie bezpieczeństwa. Gnuśniejemy.
Tymczasem z pańskiego stołu parę nędznych złociszy w oprawie brukselskiej wpompowano do tucholskiej remizy, bo nasi strażacy otrzymali zawrotne osiem kompletów hełmów oraz kamizelek kuloodpornych, które oby nigdy nie zostały użyte. To brzmi jak ponury żart, ale nim nie jest.
Nasze przygotowania do ewentualnej wojny obronnej są gorsze niż w 1939 roku. O tym jednak opowiemy w swoim czasie.
(red.)
