Bydgosko-toruńska mapa drogowa pilnie potrzebna – rozmowa z Janem Wyrowińskim

Estimated read time 6 min read

Rozmowa z Janem Wyrowińskim, działaczem publicznym, wiceprezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, wicemarszałkiem Senatu RP VIII kadencji, prezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w latach 1994–1998 i 2019–2025

Czy w pańskiej ocenie Bydgoszcz i Toruń w wystarczającym stopniu wykorzystują możliwości rozwojowe i potencjał wynikające z bliskiego sąsiedztwa?

Szczerze mówiąc nie znam żadnej poważnej analizy, która precyzyjnie określałaby, w których obszarach bliskie sąsiedztwo byłoby czynnikiem sprzyjającym rozwojowi obu miast i gdzie znajdują się owe spodziewane synergie. Może czegoś nie zauważyłem. Onegdaj w krajowych dokumentach planistycznych występowała metropolia bydgosko-toruńska i z perspektywy Warszawy istniały jakeś racje przemawiające za pogłębioną i chyba zinstytucjonalizowaną współpracą. Dziś to już chyba przebrzmiała melodia. Najpierw Bydgoszcz, a ostatnio także Toruń tworzą własne metropolie i chyba poważny namysł nad korzyściami z bliskiego sąsiedztwa odłożono do lamusa.

Dla mnie wyrazistym przykładem zmarnowania możliwości wynikających z tego, że Bydgoszcz leży tuż za miedzą, była bratobójcza batalia o Europejską Stolicę Kultury 2016. Przypomnę, że kandydatura Torunia była bardzo poważnie brana pod uwagę. Ówczesny minister kultury Bogdan Zdrojewski mówił mi wprost, że jego zdaniem Toruń idealnie pasowałby do tej roli, ale jeżeli miasto leżące tuż za miedzą nie jest do tego przekonane i rok przed ostatecznymi decyzjami zgłasza własną kandydaturę, to jest to przykład, jak można wszystko zmarnować. Nie byliśmy w stanie Bydgoszczy przekonać lub zabiegać o to, byśmy wystartowali wspólnie.

Pamiętam, że gdy kończyłem moją przygodę z parlamentem proponowałem, żeby – ze względu na to bliskie sąsiedztwo i pokłady nieufności i podejrzliwości towarzyszące niemal każdej próbie pogłębiania współpracy (vide gehenna z tworzeniem Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy) – stworzyć interdyscyplinarny zespół naukowców z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika i Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, który będzie na bieżąco reagował i analizował różne aspekty rozwoju urbanistycznego, demograficznego, gospodarczego i społecznego regionu pod kątem możliwości spożytkowania współpracy obydwu miast. Który będzie się zajmował metropolitalnością i tym, jak wykorzystać potencjał Bydgoszczy i Torunia. Chodziło o to, żebyśmy zawsze mieli możliwość rzetelnej, obiektywnej, naukowej oceny sytuacji. Najlepiej, gdyby to był zespół toruńsko-bydgoski. Takie studia nad rozwojem dużych ośrodków dwubiegunowych są prowadzone i można by je implementować w naszym regionie. Jak wspomniałem, takich obiektywnych analiz moim zdaniem brakuje.

Podziela więc pan opinię, że stolice naszego regionu w istocie cały czas rywalizują o czołową rolę w województwie? Z czego to wynika i jakie mogą być konsekwencje takiej polityki.

Trzeba mieć na uwadze to, że nie byłoby województwa kujawsko-pomorskiego bez dwustołeczności. Jej kształt jest rezultatem zażartej rywalizacji, w której podziały szły w poprzek partii politycznych, a współdziałanie ogniskowało się wokół troski o pozycję poszczególnych miast. W momencie, gdy parlament ostatecznie zdecydował o takim, a nie innym kształcie naszego województwa i umiejscowieniu ośrodków władzy, wszystkie ręce powinny były trafić na pokład i zgodnie działać na rzecz jego rozwoju. Role zostały rozdane i należy to przyjąć do wiadomości.

Oczywiście, rolą [lokalnych] władz samorządowych jest przed wszystkim dbanie o interesy własnego miasta, zgodnie z zasadą, że bliższa koszula ciału, i zapewne ta troska leżała u źródła skutecznych zabiegów Bydgoszczy o ujmowanie jej osobno w statystykach Eurostatu. Jakie są z tego tytułu profity, nie wiem.

Niestety, jestem pesymistą. Zasada „każdy sobie rzepkę skrobie” praktykowana jest przez władze obu miast. Towarzysząca jej podejrzliwość co do intencji, którymi się kierują, nie sprzyja rozwojowi regionu, rozprasza energię społeczną i wikła decydentów w jałowe spory. Na razie trudno sobie wyobrazić scenariusz, który doprowadziłby do zmian kujawsko-pomorskiego status quo. Jednak krajobraz polityczny zmienia się jak w kalejdoskopie i może nadejść moment, w którym narastająca rywalizacja między stolicami stanie się powodem do jego podważenia.

Czy można wskazać jakieś oczywiste pozytywy z głębszej niż dotychczas współpracy między Bydgoszczą i Toruniem? Co musiałoby się wydarzyć, żeby to było możliwe?

Ktoś, na przykład wspomniany przeze mnie interdyscyplinarny zespół międzyuczelniany, powinien przedstawić analizę SWOT [ang. strengths, weaknesses, opportunities, threats; mocne i słabe strony, szanse i zagrożenia] bydgosko-toruńskiej współpracy i jej wpływu na rozwój województwa. Oczywiście autorem takiej analizy mogłaby być równie dobrze jakaś poważna firma konsultingowa. No i w tym momencie potrzebna byłaby dobra wola obydwu stron, aby pod patronatem dajmy na to marszałka województwa i wojewody usiąść do rozmów i podjąć próbę uzgodnienia ewentualnego planu wspólnych działań, swoistej bydgosko-toruńskiej mapy drogowej. Cóż, puszczając wodze fantazji można sobie wyobrazić, że może nie w Przysieku, który Bydgoszczanom zapewne źle się kojarzy, ale dajmy na to w Ostromecku spotykają się w tym celu włodarze Bydgoszczy i Torunia i porzuciwszy resentymenty i uprzedzenia rozpoczynają rozmowy. A mówiąc serio, to nie pamiętam, kiedy ostatnio prezydent Rafał Bruski gościł w Toruniu, podobnie jak nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy prezydent Paweł Gulewski gościł w Bydgoszczy.

Pojawił się jednak cień nadziei, że już niebawem może dojść do spotkania obu panów i to zarówno w grodzie Kopernika, jak i w grodzie nad Brdą. Po latach bydgoska drużyna żużlowa Abramczyk Polonia awansowała do ekstraklasy i przed nami derby, no i okazja do spotkań, również tych na prezydenckim szczeblu. Co prawda, we wszystkich opracowaniach dotyczących animozji bydgosko-toruńskich rywalizacja Apatora z Polonią podawana jest jako przykład wydarzenia, podczas którego w sposób szczególny dochodzi do uzewnętrznienia wzajemnej niechęci między kibicami obydwu klubów. Byli tacy, którzy tylko do tego sprowadzali toruńsko-bydgoskie podziały.

Niestety, minione lata pokazują, że sprawa jest znacznie poważniejsza.


(red.)

Mat. partnera.

Fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP

Powrót do NEWSROOMU

Administrator zaprasza