STROIK NA WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH CZY ZAKUP NA RATY?
Kiedy ostatnio wybrałem się na tucholskie targowisko, później na pasaż, aby zrobić cenowy rekonesans przed zbliżającymi się świętem, postanowiłem, że kiedy poczłapię tam kolejny raz, to założę swój niebieski kask, bo zderzenie z rzeczywistością jest zbyt bolesne. Poważnie!
Powiem Państwu jedno: ceny stroików na Wszystkich Świętych zaczynają już naprawdę przechodzić ludzkie pojęcie! Człowiek idzie kupić dekorację na grób bliskich, a chwilami ma wrażenie, że pomylił cmentarne stoisko z salonem ekskluzywnych mebli.
Kilka kwiatów, trochę zieleni, ozdoby, podstawa i nagle cena, jakby ten stroik był ręcznie składany ze złota, podlewany szampanem i błogosławiony przez samego papieża!
Oczywiście, słyszę już głosy: „Materiały kosztują, prąd kosztuje, paliwo kosztuje, robocizna kosztuje!”. Jasne, wszystko kosztuje. Tylko że portfele zwykłych ludzi nie są z gumy, a wypłaty jakoś magicznie nie rosną w takim tempie jak ceny.
I żeby było jasne — nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś zarabiał na swojej pracy. Ale między uczciwym zarobkiem a ceną, przy której człowiek zastanawia się, czy kupuje stroik, czy finansuje komuś wakacje, jest jednak pewna różnica.
Najbardziej absurdalne jest to, że zwykłe odwiedzenie grobu bliskich zaczyna przypominać finansowe wyzwanie. Kilka grobów w rodzinie, do tego kwiaty, znicze i stroiki — i nagle robi się z tego całkiem pokaźna suma.
Od kiedy to miłość, pamięć i szacunek mierzymy ceną dekoracji?
Czy naprawdę potrzebujemy stroika za kilkaset złotych, żeby pokazać, że pamiętamy o tych, których już z nami nie ma? Przecież zmarli nie zobaczą ceny na paragonie, a żywi nie powinni musieć wybierać między domowym budżetem a wystawną dekoracją na cmentarzu.
Bo chyba trochę pogubiliśmy się w tym wszystkim. Zamiast skupić się na pamięci, modlitwie i chwili zadumy, coraz częściej patrzymy na ceny, wielkość kompozycji i to, żeby grób wyglądał „odpowiednio”.
A może właśnie największą wartością byłoby wrócić do prostoty? Skromny stroik, zapalony znicz i szczera pamięć. Bez wyścigu, kto wyda więcej.
I teraz pytanie do Was: czy te ceny to jeszcze uczciwa wycena pracy i materiałów, czy już zwykłe wykorzystywanie okazji, bo wiadomo, że przed 1 listopada ludzie i tak będą kupować?
Piszcie szczerze, bo coś mi się wydaje, że nie tylko ja przecieram oczy ze zdumienia, patrząc na te ceny!
(mrf.)
