Biogazownia za płotem? Ekologia ekologią, ale mieszkańcy mają swoje obawy (felieton)

Estimated read time 6 min read

Szanowni, pompują Państwo do naszej redakcyjnej skrzynki listy poruszajcie temat biogazowni, które mają powstawać w pobliżu państwa domostw. Są to słowa oburzenia, obaw, złości, rozumiemy  i śledzimy temat, ba, nawet wzięliśmy udział w konsultacjach społecznych na terenie jednej z wsi naszego powiatu. Czas to wszystko zebrać i przedstawić w przystępny sposób.

Biogazownie coraz częściej pojawiają się w planach inwestycyjnych samorządów i prywatnych przedsiębiorców. Dla jednych są symbolem nowoczesnej, ekologicznej energetyki i szansą na zagospodarowanie odpadów organicznych. Dla innych – potencjalnym źródłem uciążliwości, które mogą na lata zmienić komfort życia w najbliższej okolicy. Dlaczego mieszkańcy tak często protestują przeciwko budowie biogazowni w sąsiedztwie swoich domów?

Na pierwszy rzut oka pomysł wydaje się rozsądny. Biogazownia pozwala przetwarzać odpady rolnicze, resztki organiczne, obornik czy gnojowicę na biogaz, z którego można produkować energię elektryczną i ciepło. Pozostałości po procesie fermentacji mogą być wykorzystywane jako nawóz. W dobie rosnących kosztów energii i poszukiwania odnawialnych źródeł energii trudno odmówić tej technologii potencjalnych korzyści.

Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy planowana inwestycja ma powstać kilkaset metrów od zabudowań mieszkalnych albo w bezpośrednim sąsiedztwie miejsc, w których ludzie od lat prowadzą spokojne życie.

 

Zapach, czyli obawa numer jeden

Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów przeciwników biogazowni jest ryzyko występowania nieprzyjemnych zapachów. Szczególnie dużo emocji budzi kwestia transportu i magazynowania surowców wykorzystywanych w procesie fermentacji.

Obornik, gnojowica, odpady z produkcji rolnej czy niektóre odpady spożywcze mogą być źródłem intensywnych woni. Nowoczesna instalacja powinna być odpowiednio zaprojektowana, wyposażona w szczelne zbiorniki i systemy ograniczania emisji zapachów. Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy nie mają prawa pytać o skuteczność tych zabezpieczeń i sposób ich kontrolowania.

Dla osoby mieszkającej w pobliżu nawet okresowo pojawiający się uciążliwy zapach może oznaczać konieczność zamknięcia okien, rezygnację z wypoczynku w ogrodzie czy ograniczenie korzystania z własnej posesji.

 

Ciężarówki, hałas i dodatkowy ruch

Kolejną kwestią jest transport. Biogazownia nie funkcjonuje w oderwaniu od otoczenia. Potrzebuje regularnych dostaw surowców, a także odbioru produktów powstających w procesie technologicznym.

Dla mieszkańców niewielkich miejscowości i wsi oznacza to obawy związane ze zwiększonym ruchem samochodów ciężarowych, hałasem, zabrudzeniem dróg oraz pogorszeniem bezpieczeństwa. Szczególnie niepokojąca może być sytuacja, w której ciężkie pojazdy muszą przejeżdżać przez wąskie drogi lokalne, mijając domy, gospodarstwa i miejsca, w których bawią się dzieci.

 

Czy jest się czego obawiać?

Mieszkańcy zwracają również uwagę na kwestie bezpieczeństwa. Biogaz zawiera przede wszystkim metan, który jest gazem palnym. Instalacje wymagają więc odpowiednich zabezpieczeń, systemów monitorowania, wentylacji i procedur awaryjnych.

Nie oznacza to, że prawidłowo zaprojektowana biogazownia stanowi szczególne zagrożenie dla sąsiadów. Jak każda instalacja przemysłowa musi jednak spełniać rygorystyczne wymagania techniczne i środowiskowe. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jakie rozwiązania zostaną zastosowane i kto będzie odpowiadał za kontrolę ich przestrzegania.

Istotne są również pytania dotyczące gospodarki wodnej, szczelności zbiorników, postępowania z pofermentem oraz ochrony gleby i wód gruntowych. To szczególnie ważne na terenach wiejskich, gdzie studnie, grunty rolne i lokalne cieki wodne mają ogromne znaczenie dla codziennego życia.

 

Wartość nieruchomości i komfort życia

Nie bez znaczenia pozostaje także aspekt ekonomiczny. Właściciele domów obawiają się, że sąsiedztwo instalacji przemysłowej może obniżyć atrakcyjność ich nieruchomości, a w konsekwencji również jej wartość rynkową.

Dom, który przez lata był miejscem odpoczynku, rodzinnego życia i spokojnego wypoczynku, może znaleźć się w otoczeniu intensywnego transportu, infrastruktury technicznej i potencjalnych uciążliwości zapachowych.

Dla inwestora biogazownia jest przedsięwzięciem gospodarczym. Dla sąsiada to natomiast element bezpośredniego otoczenia, z którym będzie musiał żyć przez kolejne lata.

 

Ekologia tak, ale na jakich zasadach?

Warto jednak uczciwie powiedzieć, że biogazownie mają również wiele zalet. Pozwalają zagospodarowywać odpady organiczne, produkować energię odnawialną, ograniczać emisję metanu z niekontrolowanego rozkładu niektórych odpadów i zwiększać lokalne bezpieczeństwo energetyczne.

Dobrze zaprojektowana i właściwie eksploatowana instalacja może być wartościowym elementem gospodarki obiegu zamkniętego. Nie każda biogazownia musi oznaczać uciążliwości dla otoczenia. Wiele zależy od technologii, rodzaju przetwarzanych surowców, lokalizacji, wielkości zakładu i jakości późniejszej eksploatacji.

I właśnie tutaj pojawia się najważniejszy problem: mieszkańcy często nie sprzeciwiają się samej idei odnawialnych źródeł energii, ale sposobowi realizacji konkretnej inwestycji.

Nie chcą dowiadywać się o planach budowy dopiero wtedy, gdy procedury administracyjne są już zaawansowane. Oczekują rzetelnych informacji, przedstawienia możliwych uciążliwości, niezależnych analiz i możliwości zadawania trudnych pytań.

 

Dialog zamiast konfliktu

Każda inwestycja mogąca znacząco wpływać na otoczenie powinna być poprzedzona otwartą rozmową z lokalną społecznością. Nie wystarczy przekonywać mieszkańców, że wszystko będzie zgodne z przepisami. Trzeba jeszcze pokazać, w jaki sposób inwestor zamierza ograniczyć uciążliwości i jak będzie reagował na ewentualne problemy.

Ważne są konkretne odpowiedzi dotyczące odległości od zabudowań, rodzaju przyjmowanych odpadów, liczby transportów dziennie, zabezpieczeń zapachowych, gospodarki pofermentem i monitorowania oddziaływania instalacji na środowisko.

Mieszkańcy powinni mieć również możliwość zapoznania się z dokumentacją i zgłaszania uwag na odpowiednim etapie postępowania.

Zadajmy kluczowe pytanie – biogazownia to inwestycja potrzebna czy niechciana?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Obecne władze dosłownie schrzaniły wszystko, zapomniały o węglu, którego mamy po szyję, uległy modzie i naciskom unijnych, sprzedajnych kretynów. Polska potrzebuje nowoczesnych źródeł energii, a biogazownie mogą odegrać w tym procesie ważną rolę. Nie oznacza to jednak, że każda lokalizacja jest dobra i każda inwestycja powinna automatycznie zyskać społeczną akceptację.

Nie można też oczekiwać, że mieszkańcy bez zastrzeżeń zaakceptują przedsięwzięcie, którego skutki będą odczuwali na co dzień, podczas gdy korzyści ekonomiczne przypadną przede wszystkim inwestorowi. Ekologia nie powinna być argumentem zamykającym dyskusję. Powinna być zobowiązaniem do odpowiedzialnego działania.

Bo prawdziwie nowoczesna inwestycja to nie tylko produkowana energia i ekonomiczny rachunek zysków. To również poszanowanie ludzi, którzy mieszkają w jej sąsiedztwie.

I być może właśnie od tego należałoby rozpocząć każdą rozmowę o budowie biogazowni: nie od pytania, czy mieszkańcy są przeciwnikami ekologii, ale od pytania, czy ktoś rzeczywiście wysłuchał ich obaw.

 

Moim zdaniem:

Mieszkańcy nie muszą być przeciwnikami biogazowni, żeby nie chcieć jej za płotem. Celowo nie rozwijam tematu podatków, które trafią do prawie pustej kasy samorządowej, bo to zupełnie inna sprawa w tej chwili bez podstaw, nawet  do spekulowania.


mrf.

Powrót do NEWSROOMU

Administrator zaprasza