Kiedy człowiek podróżuje ileś tam godzin, żadna klimatyzacja nie schłodzi go w takie upały. I raptem OAZA, TLEŃ, a tam maleńka lodziarnia z krzesełkami i stolikami ustawionymi w cieniu. To oczywistość, kierunkowskaz, hamulce, a później już tylko jedno – PYCHOTA!
Przemiła pani proponuje niezliczoną ilość smaków, są nawet na bazie czerwonego buraczka, smakowa rozkosz. Zamówiliśmy lawendowe, śmietankowe, truskawkowe. Sama natura i to na bazie jajek. Raz jeszcze, to był smakowy obłęd.
****
(red.)









