1 listopada drogi pustoszeją w miastach i korkują się przy cmentarzach. Dworce pełne są ludzi wracających tam, skąd pochodzą, z siatkami chryzantem i zniczy. A potem zapada zmrok i cmentarze zaczynają płonąć. Miliony małych ogni, zapach wosku, zimne powietrze, szuranie liści pod butami.
W Polsce Wszystkich Świętych to nie jest święto jak inne. Mało w nim patosu, dużo ciszy i bardzo praktycznej pamięci. To dzień, w którym spotyka się rodzina, której już nie ma w komplecie, a obok grobów bliskich zapala się też te zapomniane. Dlatego to dobry moment, żeby o tym świecie opowiedzieć — o świetle, o powrotach i o tym, jak Polacy od pokoleń uczą się pamiętać.
Niestety, trwa próba zakłócenia tego święta przez nieobliczalnych polityków, którzy właśnie w tym czasie dokonują zamachu stanu.
****
(mrf.)
















