W tej sprawie mamy tyle skarg, że sytuacja godna jest uwagi.
Najwięcej płynie ich ze strony osób, które zawodowo zajmują się sprowadzaniem i rejestracją pojazdów. WYDZIAŁ KOMUNIKACJI znajduje się w budynku tucholskiego starostwa na parterze. Kiedyś w korytarzu konstytuowała się kolejka interesantów i każdy miał okazję popisać się cierpliwością w oczekiwaniu na wejście do biura. Straszliwa pozostałość po komunie – kolejka, czyli strata czasu została usystematyzowania urządzeniem, które wydawało numerki. Metoda lepsza, zamiast podziwiać drzwi do urzędnika od strony korytarza, można było wyskoczyć „na miasto” i załatwić inne sprawy, a potem wrócić. Ten proces z sentymentem wspominają skarżący.
Minął jakiś czas i wprowadzono nowy system, który gwarantują całkowity brak kolejek.
System wygląda tak…
Rezerwacja terminu wizyty przy pomocy poniższego kalendarza on-line lub telefonicznie ( tel. 52 559 07 21) konieczna jest wyłącznie w następujących sprawach:
rejestracja nowego pojazdu,przerejestrowanie pojazdu,rejestracja pojazdu zakupionego za granicą.Wszystkie pozostałe sprawy można załatwić bez uprzedniego umawiania się. Proszę wybrać interesujący Państwa termin w odpowiednim dniu kalendarza. Dni z dostępnymi terminami zaznaczone są kolorem zielonym. Więcej informacji dotyczących załatwiania spraw w urzędzie znajduje się w zakładce Poradnik interesanta na stronie Biuletynu Informacji Publicznej Starostwa.
Pozornie wszystko jest w najlepszym porządku, a jednak ludzie mówią wprost, kiedy ktoś wylatuje z kolejki ( z różnych przyczyn) urzędnik „siedzi bezczynnie”. W tym czasie można przyjąć kogoś oczekującego. Problem w tym, że ten ostatni o tym nie wie. Słowem, komunikacja szwankuje.
Umawianie się telefoniczne z gruntu nie jest złe, ale szczyty nonsensu rozpatrzymy sobie na konkretnym przykładzie.
Klient z marszu próbuje sforsować drzwi urzędnika z WK, udaje się, po wejściu otrzymuje informację, że musi się umówić telefonicznie, bo urzędnik oczekuje na kolejną osobę, która…, nie przyszła. Nasz petent jest uparty i ponownie próbuje wepchnąć się do biura, skoro inny się nie pojawił. Nic z tego, formuła rzeczą świętą – bez wykonania telefonu wizyta jest niemożliwa. Petent wychodzi i…, właśnie, od czego powszechny spryt Polaka? Dzwoni do urzędnika, umawia się i po chwili zostaje przyjęty.
Chora sytuacja, idiotyczny system w dodatku bezduszny. Urzędnik dla klienta, czy klient dla urzędnika?
Oj, coś zgrzyta w tej materii i to jak cholera!
mrf.
